Czy w Złotowie potrzebny jest specjalista uzależnień od narkotyków i dopalaczy? Jak rozpoznać, że dziecko ma problem i jak mu pomóc? Rozmowa z Przemysławem Siciarzem
Od kilku dni pracuje Pan w punkcie konsultacyjnym. Jest Pan potrzebny w tak małym środowisku jak Złotów? Pracuję również w Człuchowie, który jest mniejszy od Złotowa, a działają tam dwie poradnie leczenia uzależnień od środków psychoaktywnych i mają pacjentów. To oznacza, że nawet w tak małych miastach jest zapotrzebowanie na tego typu pomoc. W każdym środowisku jest pewien procent osób zainteresowanych odurzaniem się i eksperymentowaniem z zabronionymi środkami. Jestem tu więc po to, by pomagać rodzicom rozpoznawać ten problem. I radzić sobie z nim. Pewnie trafiać do mnie będą zaniepokojeni rodzice, którzy nie wiedzą, jak się zachować w sytuacji, gdy ich pociecha eksperymentuje ze środkami psychoaktywnymi. Tych na rynku jest masa, popularne są zwłaszcza dopalacze. Dopalaczy jest masa. Co prawda w aneksie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii znajduje się około stu zakazanych środków odurzających, substancji psychoaktywnych i środków zastępczych, ale w rzeczywistości na rynku może być ich nawet kilkaset. Po zdelegalizowaniu jednych substancji natychmiast pojawiają się kolejne, które zapełniają tę dziurę. Nie nadąża za tym policja, Sanepid, Ministerstwo Zdrowia, terapeuci, ani prawo. Ja o pewnych nowych specyfikach dowiaduję się z ""frontu"", w trakcie pracy z osobami uzależnionymi na oddziale detoksykacyjnym lub w poradni leczenia uzależnień.
Sklep z dopalaczami w Złotowie został zlikwidowany, ale walka z handlarzami trwa. Ciężko się z tym walczy. Sklepy oferujące substancje odurzające sprzedają je np. jako nawóz, sole do kąpieli czy preparaty do czyszczenia komputerów. Nie są one sprzedawane wprost, a ponadto za tymi sprzedającymi stoją świetni prawnicy i niedostateczne regulacje prawne. Chodzi o ogromne pieniądze.
Rodzice są świadomi, jakie niebezpieczeństwa czyhają na ich dzieci? Często niestety nie. Prowadzę wykłady i szkolenia na ten temat i wiem, że rodzice, a także nauczyciele w szkołach, bardzo rzadko dysponują kompleksową wiedzą na ten temat. Dlatego jednym z zadań terapeutów jest informowanie i uświadamianie rodziców. W jakim wieku nasze pociechy zaczynają eksperymentować z środkami odurzającymi? Najmłodszy uzależniony w Polsce, leczony w ośrodku terapii uzależnień, miał osiem lat. Generalnie niebezpieczny okres zaczyna się w wieku około trzynastu lat. Dzieci wówczas zaczynają eksperymentować same ze sobą. Próbują nowych rzeczy, smakują, doświadczają. Szukają siebie, swojej autonomii i czasem niestety podejmują działania ryzykowne.
I tu pojawia się Pan. Załóżmy, że właśnie przyszedł do Pana rodzic podejrzewający, że jego dziecko zażywa narkotyki. O co go Pan zapyta? O jego relację z dzieckiem. Czy ta relacja ostatnio się popsuła? Często dzieci, które zaczynają eksperymentować ze środkami odurzającymi wycofują się z relacji z rodzicami, unikają kontaktu, kręcą w rozmowie, mają swoje niejasne sprawy. Pogarsza się ich funkcjonowanie w szkole, tracą zainteresowanie nauką i dotychczasowymi pasjami. Są niecierpliwe i rozdrażnione, na zmianę pobudzone lub ospałe, mają nadmierny apetyt lub nie mają apetytu. Niepokoić powinny również przekrwione oczy, zwężone lub rozszerzone źrenice, przewlekły katar ale też to, że z domu znikają pieniądze. Ponadto młody człowiek eksperymentujący z narkotykami będzie kwestionował ich szkodliwość, będzie wymykał się często z domu pod dowolnym pretekstem i unikał kontaktu po powrocie. I jeśli pojawią się podejrzenia, to... … trzeba je potwierdzić bądź rozwiać. Sugeruję wówczas rodzicowi, by zaczął przyglądać się baczniej dziecku, by przeglądał jego rzeczy. Ma sprawdzić, czy nie znajdują się tam dziwne przedmioty: dodatkowe opakowanie dezodorantu, jakiś granulat, listki leków, resztki suszu w kącikach kieszeni. Wszystko, co nie powinno się u niego znaleźć.
Mam pewność. Moje dziecko ""bierze"". Co teraz? Najlepiej byłoby, gdyby rodzic przyprowadził je do mnie. Ja postaram się zdjąć z niego maskę i porozmawiać z nim o rzeczach, o których nie chce mówić nawet najbliższym. Jeśli uda się nawiązać z nim relację terapeutyczną, to mogę mu pomóc poprzez terapię. Jeśli natomiast dziecko do mnie nie przyjdzie, to pracuję z rodzicami. Wspólnie zastanawiamy się nad zmianami, które trzeba wprowadzić w domu, nad wprowadzeniem nowych zasad. Mówimy o konsekwencjach i zagrożeniach wynikających z brania narkotyków. Sugeruje by nie chronić dziecka przed konsekwencjami jego zachowań, zachęcam do otwartości i współpracy ze szkołą. W sytuacji, gdy pojawiło się uzależnienie czasami konieczne jest skierowanie dziecka na terapię w ośrodku stacjonarnym, która trwa od 7 – 12 miesięcy. Gdy młody człowiek pomimo wielu starań rodziców w dalszym ciągu bierze narkotyki i my je znajdziemy sugeruje zgłosić to na policję. To niekiedy jedyna droga by zmobilizować go do terapii. Czasami umożliwia to uzyskanie sądowego nakazu leczenia. Oczywiście każda rodzina ma swoją specyfikę i z każdą pracuje się inaczej. W ekstremalnych sytuacjach, gdy młody narkoman jest pełnoletni a odrzuca ofertę leczenia terapeuci sugerują rodzicom wystawienie go za drzwi.
Wyrzucić je z domu? To bardzo ryzykowne. Tak i rzadko rodzice decydują się na taki krok. Trzymają dziecko w domu pod kloszem, dają mu wszystko czego potrzebuje, a ono w ciągu kilku lat totalnie się zatraca. Bo ""bierze” dalej. I pod okiem rodziców przećpa swoją młodość. Znam z mojej pracy niejedno takie złamane życie.
Jak ustrzec dziecko przed zagrożeniem, jakim są narkotyki, dopalacze? Podstawą jest zdrowe środowisko rodzinne. Takie, w którym rodzice układają harmonogram dnia nie tylko pod kątem tego, gdzie i ile mogą zarobić, ale także czasu poświęconego dziecku. Środowisko, w którym opiekunowie będą spędzać czas z dzieckiem, przyglądać się jego znajomym itd. O tym mówi teoria czynników chroniących. Rodzina jest tu najważniejszym elementem. Poza tym ważne jest wprowadzanie dziecka w świat autorytetów. Pokazanie mu kogoś, na kim może się wzorować. Bo są normy i wartości, na których warto się oprzeć. Mówię tu choćby o Bogu. Kolejna sprawa to rozbudzenie u młodego człowieka zainteresowania nauką, rozwojem. Nie bez znaczenia jest też środowisko rówieśnicze – fajni koledzy, żyjący wesoło, twórczo, bez nałogów. No i oczywiście przekraczanie własnego egoizmu, podejmowanie działań na rzecz innych. Rodzice mogą przyjść do Pana nie tylko gdy mają już problem, ale wcześniej. Oczywiście. Po co gasić pożar, skoro można zdmuchnąć zapałkę. Dlatego m.in. chciałbym poprowadzić w Złotowie kilka szkoleń na temat narkotyków, dopalaczy i innych nowych substancji psychoaktywnych. Pierwsze z nich poprowadziłem już z Zespole Szkół Samorządowych nr 1.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze