Reklama

Nie wierzę, że sam wskoczył

20/07/2013 08:52
- Pomiędzy 1.00 a 2.00 jakby zapaliło się światło - pani Małgorzata wspomina noc 8 lipca. - To znak. Jestem pewna, że Robert nie żyje

- Czekałam na niego całą noc. Miałam dom otwarty, czekałam aż przyjdzie. Nie przyszedł – w oczach pani Małgorzaty, mamy Roberta wzbierają łzy. - Jeszcze rano, kiedy zobaczyliśmy, że go nie ma, miałam nadzieję, że był na Euro Eco w Złotowie i jeszcze nie wrócił. Chciał tam iść – opowiada o poniedziałkowym poranku sprzed tygodnia. Licząc na to, że Robert poszedł prosto do pracy, spakowała mężowi kanapki również dla niego. – Kiedy po południu wrócił sam, to wiedziałam, że coś się stało – w tym momencie przeczucie zmieniło się w pewność. Oboje wiedzieli, że poprzedniego dnia syn wybierał się nad jezioro, mąż pani Małgorzaty poszedł więc sprawdzić, czy go tam nie ma. Nie było – od wędkarza dowiedział się natomiast, że na jednym z pomostów, na dzikiej plaży leżą jakieś rzeczy. Rzeczy Roberta: pusty portfel, czarne adidasy i skarpetki, niebieska koszulka. Więcej nic – ani śladu. Co się stało z 32-latkiem? Na 100 % nikt nie wie. Czy się utopił? To jedna z hipotez, poszukiwania strażaków i płetwonurków prowadzone przy pomocy sonaru okazały się bezowocne, podobnie jak te, podjęte przez rodzinę mężczyzny na własną rękę. Poszukiwania policjantów, którzy w ostatnich dniach przeczesywali dno jeziora również nie przyniosły efektu.
- Codziennie chodzimy nad wodę, patrzymy po trzcinach czy go nie ma – mówi pani Małgorzata. Nic. - Wczoraj [wtorek, 9 lipca – przyp. red.] mnie wołał: „Mamo, chodź”. Mąż poszedł o 6.00 zobaczyć nad wodę, ale go nie było – głos kobiety się łamie. - Byłoby łatwiej gdybyśmy znaleźli ciało, gdybyśmy mogli go godnie pochować... - mówi. W środę kobieta puściła na wodzie świeczkę z bukiecikiem. - Zgasła – mówi. Jak zgasła, to znaczy, że nie żyje. Ale był wiatr...


[[reklama]]

Bał się wody
- Robert był bardzo dobrym dzieckiem, ale ciągle wpadał w kłopoty – mówi o synu pani Małgorzata. - Kiedyś został pobity. Przywieźli go pod blok i wyrzucili. Od tego czasu zawsze za nim biegałam – opowiada, wspominając również o zobowiązaniach finansowych syna. - Miał długów do końca życia... - urywa.
Wracamy do soboty, 6 lipca. Robert poszedł pomagać jednemu z mieszkańców wsi w gospodarstwie. Wrócił brudny. - Powiedziałam: „Idź się wykąp nad jezioro”. Nie chciał. „Nie mamo”, tak mi powiedział. Nie chciał się kąpać, dostał jakiś uraz. Mówił, że woda jest brudna i, że boi się dostać wrzodów. Umył się w misce i poszedł – wspomina nasza rozmówczyni. Przed 18.00 pani Małgorzata spotkała go w sklepie, o 18.00 – przed blokiem, stąd było wiadomo, że idzie z kolegą nad jezioro. Nie wrócił. - Może ktoś go popchnął dla żartu, bo sam by nie wskoczył – uważa mama Roberta. - Nie wierzę, że sam wszedł do wody – powtarza – dla mnie to jest dziwne.

Pusty pomost
Idziemy z panią Małgorzatą na pomost, gdzie znaleziono ubrania Roberta. Ławki są puste – tafla jeziora wzburzona od wiatru. Mężczyzny nie ma. Zaglądamy w trzciny – nic. Powierzchnia akwenu – ok. 270 ha – poszukiwań nie ułatwia. Zarośnięte i muliste dno – również. - Stanęłam na pomoście, wołałam „Robert, gdzie jesteś” - wraca do jednego z dni. Cisza.
Jak poinformował nas rzecznik złotowskiej KPP, Maciej Zając, utonięcie to jedna z hipotez, którą sprawdzają funkcjonariusze. Równolegle badane są inne scenariusze – np. czy 32-latek gdzieś się nie oddalił. Do tej pory nie udało się go odnaleźć.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości