Strach, łzy, dziesiątki plakatów, apele w prasie i poszukiwania na własną rękę - wszystko na darmo. Na darmo, bo nie było kogo szukać - "zaginiony" przez cały czas przebywał w jednym z najlepiej strzeżonych miejsc w powiecie
Na nogi postawiona została rodzina, która akcję poszukiwawczą prowadziła choćby na Facebooku, znajomi, którzy rozwieszali w sklepach informacje o zaginięciu chłopaka, redakcje „Aktualności” i innych mediów. Nadaremno – przez cały czas od wyjścia z domu, tj. od środy 20 marca chłopak znajdował się w bardzo bezpiecznym miejscu – w złotowskim areszcie śledczym, do którego zresztą zgłosił się sam. Wcześniej jednak wyszedł z domu bez telefonu, nie powiadamiając nikogo z bliskich, dokąd się wybiera. Już w areszcie również nie prosił o udostępnienie telefonu, o jakikolwiek kontakt. Tymczasem rodzinne poszukiwania trwały – w sobotę, 23 marca, o zaginięciu powiadomiono policję. Niestety, Tomek zapadł się pod ziemię.
[[reklama]]
Równolegle 19-latek zgłosił się do AŚ do odbycia zastępczej kary pozbawienia wolności za ograniczenie wolności – efekt – 62 dni do „odsiadki”. Jego dane pierwszego dnia zostały wprowadzone do Centralnej Bazy Osób Pozbawionych Wolności. Po sześciu dniach 19-latek z Blękwitu został przewieziony do AŚ w Słupsku, gdzie znajduje się oddział półotwarty dla osób odbywających karę po raz pierwszy, skąd docelowo – najprawdopodobniej – trafi do Ustki.
28 marca pracownicy AŚ, zainteresowani artykułem zamieszczonym w „Aktualnościach”, sprawdzili, czy dane chłopaka nie figurują w ich ewidencji. I to był strzał w dziesiątkę. Tego samego dnia, w czwartek, informacja o tym, że Tomek sam zgłosił się do odbycia kary, powędrowała na policję.
Bliscy chłopaka nieoficjalnie dowiedzieli się o pobycie w areszcie wcześniej, bo we wtorek wieczorem, monity na policji na nic się jednak zdały. - Cały czas słyszeliśmy, że czynności poszukiwawcze trwają – słyszymy od jego kuzynki. Zmartwiona mama w każdym telefonie na komendę, jeszcze w środę, miała słyszeć od policjantów, że poszukiwania jej syna trwają i, że to nieprawda, że chłopak siedzi w areszcie. Sprawa wyjaśniła się jednak jeszcze tego samego dnia. Po tych kilku telefonach funkcjonariusze mieli w końcu przysłać kobiecie sms-a, że Tomek faktycznie przebywa w areszcie. Dziś, kiedy Tomek cały i zdrów na szczęście się odnalazł, cała sytuacja śmieszy. I przeraża, bo bliscy chłopaka otwarcie mówią, że policja nieszczególnie się jego zaginięciem przejęła – jego sprawę miano przydzielić funkcjonariuszowi dopiero w środę. – Nie ma takiej możliwości – komentując to doniesienie mówi rzecznik złotowskiej KPP Maciej Zając, dodając, że prowadzone zgodnie z procedurami czynności poszukiwawcze zostały podjęte niezwłocznie po otrzymaniu zgłoszenia o zaginięciu.
[[reklama]]
Doniesień o zbywaniu pytań mamy o Tomka odpowiedzią, że chłopaka w areszcie nie ma, wyjaśnić się nie udało. Jak mówi M. Zając, zweryfikować wszystkich rozmów, poszczególnych wypowiedzi policjantów rzecznik nie jest bowiem w stanie.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze