Reklama

Nie żałujemy ani minuty. Lifepackers’i mówią o swoich podróżach

27/11/2017 07:00
Sam Fileas Fogg mógłby im pozazdrościć autostopowej przygody. Lifepackers’i na dwa tygodnie zawitali do Polski

Ola Kusz i Maciej Pulit to pasjonaci nowych miejsc, wrażeń i wyzwań, którzy zdecydowali się nie tkwić w pędzie codzienności i 2 października 2016 roku wyruszyli w podróż dookoła świata. Ich trasa zakłada pokonanie 4 kontynentów, 33 kraje, tysiące przystanków, mnóstwo przygód, wrażeń, niesamowitych miejsc, ludzi i sytuacji. Ich dewizą jest poszukiwanie prawdy, dlatego przemieszczają się głównie autostopem, przebywając i śpiąc wśród „miejscowych”. Na świat patrzą przez kilka „filtrów” codziennego życia, a swoimi spostrzeżeniami dzielą się na blogu: lifepackers.com oraz na facebooku (@lifepackers). Jak sami mówią:

Nasza wyprawa przede wszystkim ma na celu poznanie siebie oraz codzienności ludzi w różnych miejscach na świecie.

Reklama

Nieplanowanie

Podróżnicy poznali się w pracy, w jednym z największych reklamowych domów produkcyjnych w Polsce. Najpierw w oddzielnych zespołach, a potem razem zajmowali się m.in. reklamą telewizyjną i sesjami billboardowymi. W pewnym momencie po prostu… złożyli wypowiedzenia i bez zobowiązań rozpoczęli przygodę swojego życia – dwuletnią podróż autostopem dookoła świata.

Wstępnie planowaliśmy dwa lata w podróży, ale teraz wiemy już, że to będą trzy lata

– wyznaje szczerze Maciej. Jeszcze nie tak dawno Lifepackers’i nadawali z barwnego i egzotycznego Kuala Lumpur w Malezji, gdzie m.in. zajadali się pierogami z Krzysią Urbańską, złotowianką, która mieszka w Dubaju, ale jako stewardessa co jakiś czas bywa w Kuala Lumpur. Niespodziewanie dla wszystkich podróżnicy nagle pojawili się w Polsce. [[pay]]

Reklama

Trochę przypadkiem, no, może nie do końca, raczej spontanicznie

– mówią po dwóch tygodniach spędzonych w rodzinnych stronach. Chociaż w ich przypadku urlop to po prostu kolejna podróż.

Wyruszając rok temu nie zamierzaliśmy przyjeżdżać do Polski, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że nadszedł odpowiedni czas, aby jednak odwiedzić bliskich

– mówi Ola.

Ktoś poważnie zachorował, a ktoś inny jeszcze nie zdążył wyzdrowieć. Ktoś ogromnie tęsknił, a ktoś inny niedawno dopiero pojawił się na świecie. Ktoś przyjechał do Polski z daleka, a ktoś inny akurat miał ważną uroczystość. Ktoś miał kłopoty, z którymi chcieliśmy pomóc mu się zmierzyć, a ktoś inny po roku oczekiwania wreszcie urządzał parapetówkę. W szczególności jedno wydarzenie ciężko byłoby nam opuścić

Reklama

– wyjaśnia roześmiana podróżniczka.

Jesienne zdjęcie z tablicą Złotów - bezcenne!

Na wesele, gdzie muzyka…

Przemyśleliśmy to oboje i doszliśmy do tego samego wniosku. W drogę, do Polski!

– opowiada o nagłej decyzji Maciej. Taki przyjazd nie jest tanią sprawą, a Lifepackers’i w swoich wojażach zawsze stawiają na cięcie kosztów. No, prawie zawsze.

Nie musimy nikomu nic udowadniać, od idei nieprzerwanej, dwu– czy nawet trzyletniej podróży ważniejsi są dla nas nasi bliscy. Od napotkanych po drodze ludzi dostajemy tyle dobra, że sami chcieliśmy się tym podzielić z tymi, którzy są dla nas najważniejsi

Reklama

– wyjaśniają powody swojej wizyty. Jak zaplanowali, tak zrobili. Znienacka gruchnęli lawiną odwiedzin i niespodzianek. Jednym z głównych punktów tej wizyty było wesele najbliższej kuzynki Maćka.

Nikt się nas tu nie spodziewał, wszystko utrzymaliśmy w wielkim sekrecie. Dosłownie trzy osoby zostały wtajemniczone w całą akcję. Wiedziałem, że dla niej to bardzo ważny dzień, a właśnie w takie dni wokół ciebie powinni być najbliżsi

– podkreśla złotowianin.

Decyzję o przylocie podjęliśmy około 1,5 miesiąca wcześniej. Obmyśliliśmy szczegółowy plan i narzuciliśmy sobie spore tempo. Realizacja całego pobytu autostopem albo transportem publicznym w tak krótkim czasie okazała się w zasadzie niemożliwa. Uparliśmy się jednak, że dopniemy celu. Nie stać nas na wynajmowanie auta, ale szczęśliwie udało się nam nawiązać współpracę z firmą ComfortCar, która umożliwiła realizację naszych marzeń, udostępniając nam nowiutkie auto

Reklama

– cieszą się trochę zmęczeni, ale zadowoleni podróżnicy. Lifepackers’i podróżują głównie autostopem i jeśli jest coś, co utrudnia taką formę podróży, to warunki pogodowe.

Polskie drogi

W dwa tygodnie udało im się dotrzeć do rodziny i przyjaciół z okolic Olsztyna, Torunia, Bydgoszczy, Żagania, Złotowa, Poznania i Wrocławia. Rozmawiamy w redakcji „Aktualności Lokalnych”, chwilę przed końcem ich wizyty, za oknem piękny słoneczny listopadowy dzień. Przyznają, że jest tu trochę zimniej niż myśleli, ale złapali też nieco słońca i złotej polskiej jesieni.

Reklama

Trochę się działo. Spędziliśmy wiele naprawdę udanych chwil z naszymi rodzinami i przyjaciółmi

– wspomina Maciej.

Ogromnie cieszymy się, że mogliśmy pobyć tu trochę, naładować bateryjki pozytywną energią zarówno naszym najbliższym jak i sobie. To był dla nas bardzo intensywny czas i już w zasadzie przyzwyczailiśmy się do notorycznego niewyspania. Jesteśmy bardzo wdzięczni za masę ciepłych słów, rad, rozmów do rana, śpiewów, tańców, uścisków, a nawet łez szczęścia i wszystkim polecamy takie niespodzianki

Reklama

– przyznaje Ola.

Czy to przypadek, prze Pana?

Autostop to sposób na niezapomniane znajomości, gdzieś na zwykłej zakurzonej drodze, pośrodku niczego.

To trochę jak zdejmowanie maski społecznej i pokazanie komuś zupełnie obcemu swojego prawdziwego oblicza

– wyznaje Maciej. To pomaga poznać lepiej otaczającą nas rzeczywistość i wsiąknąć, chociaż na trochę, w lokalny klimat każdego z nowych miejsc na podróżniczej mapie.

Wierzymy po prostu, że ktoś się zatrzyma

– dodaje z rozbrajającą szczerością autostopowiczka rodem z Żagania. Autostop to także świetna lekcja pokory i determinacji, szkoła charakteru, w której bazuje się na szczęściu i na… przeznaczeniu.

Reklama

Kiedy spotykasz gdzieś kogoś, kto nie powinien się tam znajdować, albo natykasz się na inny nieprawdopodobny zbieg okoliczności, czasem przeznaczenie to jedyne słowo, jakie ciśnie się na usta

– podkreśla Maciej.

W jednej z malezyjskich wiosek spotkaliśmy mężczyznę, który w portfelu miał 20 polskich złotych. Okazało się, że miał je od naszego rodaka Szymona, którego my najprawdopodobniej poznamy po powrocie na nasz podróżniczy szlak

– dodaje żartobliwie. Odpukać, w długiej podróży Lifepackers’ów omijają złe przygody. Jaka jest recepta na bezpieczne podróże po nieznanych zakątkach niebieskiej planety? Intuicja. Złe przygody mogą być wynikiem zmiany taktyki lub nie zdania się na intuicję właśnie.

Reklama

Kiedy np. pod presją czasu dostajesz kolejne znaki, żeby czegoś nie robić i mimo wszystko to robisz. Nasz znajomy doświadczony podróżnik wiedział o złej sławie Johannesburga, a jego pociąg miał tam tylko przesiadkę. Wyszedł jednak się rozejrzeć i kilkaset metrów dalej miał już nóż przy gardle. Nic się na szczęście nie stało, ale ta historia według nas potwierdza tylko regułę, żeby nie kusić losu… za bardzo

– mówi złotowianin. Na szczęście, jeszcze tym razem Lifepackers’i Afrykę ominą.

Podróżnicy zdążyli już bezpiecznie wylądować w Malezji. Przed nimi Indonezja...

Reklama

Podróż się rozciąga

Za nimi niezapomniane pejzaże Gruzji, Armenii, Iranu, Dubaju, Nepalu, Indii, Birmy, Tajlandii, Laosu, Wietnamu, Kambodży, Malezji i… Polski. To zaledwie 1/3 tego, co sobie zaplanowali. Malezja jest 12 krajem na ich liście. Przed nimi tropikalna Indonezja, a potem po sąsiedzku Australia i Nowa Zelandia. Jak na rasowych podróżników przystało Lifepackers jako pierwsi powitają nowy 2018 rok. Potem czeka ich zmiana klimatów. Cały rok poświęcą na dogłębne spenetrowanie Ameryki Południowej, poczynając od Chile. Rok 2019 należeć będzie do Ameryki Środkowej od Panamy przez Kubę i Meksyk, a na deser zostanie podróżnikom USA oraz Kanada. Autostopowicze dopuszczają kolejne zmiany w swoim dość napiętym grafiku.

Jeśli nas jakiś kraj wciągnie bardziej, może się zdarzyć, że któryś sobie odpuścimy

– przyznaje Maciej i dodaje:

Każdy kraj staramy się maksymalnie poznać i posmakować, a na każdy kolejny przystanek dajemy sobie około miesiąca, w zależności od różnych czynników. – Nie wybiegamy za daleko w przyszłość, bo na drodze zawsze czeka wiele niespodzianek. Miesiąc w Nepalu trzeba było stosownie wydłużyć, żeby nasycić się tamtejszym klimatem, w Indiach planowaliśmy spędzić 1,5 miesiąca, a byliśmy trzy

– rozkładają ręce podróżnicy.

Kiedy rodzice przeczytali w National Geographic, że nasza podróż się przedłuży byli bardzo zaskoczeni, ale tak naprawdę doskonale wiedzą, że jest nam dobrze w podróży i że nic złego się nie dzieje. Mają z nami stały kontakt oraz duże zaufanie

– wyjaśnia Maciej. Doświadczenia z pracy przydają się w dobrym zaplanowaniu wyprawy oraz w tworzeniu systematycznych fotorelacji. Lifepackers’i są przygotowani na każdą ewentualność, a w plecaku maja zawsze jakiś plan B i C.

Planujemy tylko główne założenia, a resztę układa nam los. Największym problem jest decydowanie, co omijamy

– śmieje się Ola.

Im jednak dłużej podróżujemy, tym łatwiej podejmować nam takie decyzje

– przyznaje jej partner.

Mały biały domek?

Podróż, choćby najdłuższa, musi się kiedyś skończyć. Młodzi globtroterzy raczej nie chcieliby mieszkać na stałe w dużym mieście.

Na pewno część roku chcielibyśmy spędzać w Polsce, ze względu na naszych bliskich. Nie wyobrażamy sobie, że będziemy mieszkać w Australii i wpadać raz w roku na święta

– zapewnia Maciej.

Oboje lubimy ciepło, ale złota polska jesień też wpasowuje się w nasze gusta

– uzupełnia Ola.

W naszych czasach idea domu ewoluuje, wiele zawodów można wykonywać online, nikogo nie dziwi też mieszkanie w kilku miejscach świata w zależności od pory roku

– podkreślają. Podróżowanie jest teraz dużo prostsze niż kiedykolwiek, poza tym wielkie przygody można przeżywać także pod nosem, wystarczy tylko chcieć. Podróże uczą ale mogą też męczyć, przede wszystkim jednak – inspirują. Lifepackers’i wspominają o dwóch złotowiankach, które niedawno również ruszyły w podróż dookoła świata. Mowa tu o Oldze Adamowicz i Paulinie Brożek, które jako „Around the World In 90 seconds” zdążyły już opuścić Europę i dotrzeć do Turcji.

Bardzo się cieszymy i mocno im kibicujemy, tym bardziej wiedząc, że nasza wyprawa dodała dziewczynom wiary w to, że jest to w zasięgu ich możliwości

– dodają oboje. Opuszczenie strefy komfortu ma oczywiście swoją cenę. Ludzie najczęściej nie wyobrażają sobie życia bez rodziny, domu i samochodu na podjeździe. Niektórzy… wybierają życie na walizkach. Jak mówią podróżnicy:

Szanujemy każdy sposób na życie, bo wiemy, że ludzie mają różne predyspozycje i upodobania. My w tym momencie uwielbiamy to, jak żyjemy i nie żałujemy ani jednej minuty.

Rozmawiał Leszek Chełmowski [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama