Reklama

Nie zatrzymają się!

04/02/2013 10:11
Bieganie stało się dla nich sposobem na życie. Liczą kilometry, wyznaczają kolejne cele

Wystarczy pójść na złotowską promenadę. Biegają bez względu na pogodę, na porę dnia. Liczy się trening. Z tygodnia na tydzień jest ich więcej, bo bieganie to dziś styl życia. Zaczęli od zwykłego stowarzyszenia, obecnie znani są w wielu miastach Polski. Każdy ma inne cele, każdy inną motywację, ale, jak mówią, nigdy nie przestaną.

Maraton w 03:05:37 s
Stowarzyszenie Biegaczy Ziemi Złotowskiej istnieje od czterech lat. Pomysłodawcą i założycielem jest Jan Czekała z Okonka. Pan Jan to wielokrotny maratończyk, który na dystansie 10 km legitymuje się czasem 00:37:24 s, a maraton ukończył z czasem 03:05: 37 s. - Organizowałem biegi Wyzwolenia w Okonku czy Maraton Lipcowy. Zauważyłem, że sporo ludzi biega. Marzyło mi się, aby ich zjednoczyć i dziś mogę śmiało rzec, że to marzenie się spełniło, bo założyliśmy stowarzyszenie. Dodatkowo stworzyliśmy cykl Grand Prix, w skład którego wchodzą biegi w Złotowie, Okonku, Jastrowiu czy Łąkie. Jest gdzie biegać.
Stowarzyszenie grupuje się często na zasadzie spotkań towarzyskich. - Spotykamy się często, imprezujemy – śmieją się zawodnicy. W stworzonej organizacji mimo wszystko jest więcej zawodników z samego Złotowa. - Okonek się od nas odłączył – mówi wprost Agnieszka Barabasz. Na dziś czynnych biegaczy jest 22, to ludzie płacący składki, ale ogólnie jest większa ilość. Osoby bezrobotne są zwolnione ze składek.
[[reklama]]
Apetyt rośnie
Motywacje każdy ma swoją. - Nie chciałem być grubasem – mówi wprost Daniel Wiśniewski, który dzięki bieganiu zgubił już 40 kg. - Bieganie jest dla mnie tym samym, czym dla innych poranna kawa czy papieros. Bez biegania nie mogę żyć – mówi Andrzej Pydyn. - Biegam też dla wspaniałego towarzystwa - dodaje. Dla innych motywacją jest przebiegnięcie maratonu – tak jak dla Reginy Pydyn, która chce w tym roku w Warszawie pokonać dystans 42 km. – Chcę móc nazwać się maratończykiem, dlatego zamierzam przebiec swój pierwszy maraton - wyjawia. Większość biegaczy zaczynała swą przygodę z bieganiem od przebiegnięcia Biegu Zawilca (około 4,2 km).
- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Najpierw jest 5 km, potem półmaraton itd. - wylicza Rafał Wiśniewski, dodając, że bieganie jest jak nieuleczalna choroba. Inni oglądają seriale, a oni biegają. Ponoszą koszty na sprzęt, wpisowe, trzeba dojechać na turniej, ale to wszystko mało ważne. Często swój dzień zaczynają od przebiegnięcia kilku kilometrów.
[[nowa_strona]]
Promenada jak arena
Jak reagują przechodnie i kierowcy na widok biegacza? - Dziś nie widzę drwin czy szykan zarówno ze strony starszych, jak i młodych. To się zmieniło. Nie ma porównania do lat minionych, kiedy to z zawiści czy braku kultury osobistej różnie bywało. Ludzie czasami pukali się w głowę, patrząc na nas – zaznacza Rafał Wiśniewski. - Czasami zdarzają się klaksony aut, ale to raczej z sympatii – mówi A. Barabasz. - W tej chwili bez biegania nie mogę żyć. Jeżeli jestem zdrowa, dzień zaczynam od przebiegnięcia jakiegoś dystansu – zdradza pielęgniarka Regina Pydyn. - Budząc się rano, myślę o treningu – dodaje. A jest biegać jest gdzie. Promenada to główny teren, gdzie można ich spotkać, za co są wdzięczni burmistrzowi S. Wełniakowi. – Za to należy się włodarzowi miasta Nobel –jasno deklaruje jedna z miłośniczek biegania.
[[reklama]]
Cel: maraton
Z dokumentacji wynika, że przebiegli w sumie gigantyczny dystans. – Ja przebiegłem 2500 km – mówi Daniel Wiśniewski. 1500 i 1100 km przebiegło małżeństwo Pydyn. Od 80 do 100 km tygodniowo robią średnio biegacze ze Złotowa. – Na 5 km nie chce się nawet rozbierać – śmieje się A. Barabasz.
Biegają w całej Polsce. Jedni, jak małżeństwo R. i A. Pydyn, w ciągu ubiegłego roku wystartowali w 40 biegach. – To naprawdę dużo, to bieganie niemal w każdy weekend - mówi Rafał, który deklaruje, że jego bieganie to od początku do końca ciężka praca.
A cel jest często ten sam – maraton. Podobno przeżycie po pierwszym maratonie jest ogromne. Ma się łzy w oczach. Niektórzy płaczą jak dzieci. - Pierwsza myśl jest taka: po co mi to!? Później, już na mecie, nie wybaczyłbym sobie, że nie ukończyłem maratonu, a byłem tak blisko. Człowiek zarzeka się, że nigdy więcej, ale gdy wyleczy rany, po miesiącu zastanawia się z kolegami i koleżankami, gdzie jedziemy na następny – mówi Daniel Wiśniewski.
Zmorą maratończyków są kryzysy na trasie. - Na 35 - 37 kilometrze jest tylko jedna myśl: żeby nie stanąć. Jeżeli człowiek zatrzyma się, to już dalej nie pobiegnie. Totalna blokada psychiczna i jest koniec – mówi Andrzej Pydyn. Na te słowa ze śmiechem reaguje Daniel Wiśniewski, który, kiedy przebiegał swój pierwszy maraton, dopiero na 40 km modlił się o dobiegnięcie. - Na ostatnich kilometrach jednak był taki doping kibiców, tak mocny, że nie ma możliwości, żeby stanąć – uśmiecha się od ucha do ucha pracownik Urzędu Gminy w Krajence.
[[nowa_strona]]
To się nie znudzi
Wśród biegaczy jest rywalizacja, ale ta zdrowa. – Są u nas ludzie w różnym wieku, ja jednak nie pobiegnę w czasie Rafała – mówi A. Pydyn, który zaczynał bieganie 12 lat temu w Pile w półmaratonie. – Jak widzę Agnieszkę z przodu od razu mam motywację, żeby przyspieszyć – śmieje się D. Wiśniewski.


To tylko część składu drużyny pod nazwą Stowarzyszenie Biegaczy Ziemi Złotowskiej

Większość miast organizację maratonów, półmaratonów czy innych biegów uważa za doskonałą promocję. - To duży nośnik reklamy, ludzie już wiedzą przez nasze stowarzyszenie, poprzez biegi Piasta czy Zawilca, gdzie leży Złotów, przez co przyjeżdżają do nas chętnie – mówi D. Wiśniewski. - Dobrze żyjemy z biegaczami z Piły i kiedy jedziemy na zawody mówią wprost, że wszystkie miejsca będą już pozajmowane. Jest przysłowie: Złotów – Piła jedna siła – śmieją się amatorzy biegania.
Członkowie stowarzyszenia w 2012 roku pobiegli łącznie w 91 biegach. - Są biegi nocne, są takie, w których zwozi się windą ludzi do kopalni i biegną do góry, są biegi, w których ludzie są skuci w kajdany i biegną parami. Wyobraźni organizatorom nie brakuje. Prześcigają się w pomysłach, a wszystko po to, aby wszczepić w nas więcej aktywności ruchowej – mówi Rafał Wiśniewski.
- Mamy biegaczy, którzy naprawdę liczą się w Polsce, jak J. Wojtasik, który trenuje z innymi obciążeniami. Oni biegają dla wyniku, my się bawimy, chcemy ukończyć bieg i to nam daje największą frajdę. Mamy zamiar biegać do końca życia – deklarują.

Karol Zabel

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama