Reklama

Niech nas wreszcie usłyszą

03/07/2017 07:00
W Dunlopillo w Krajence nadal zatrudnionych jest blisko 40 pracowników. Przedsiębiorstwo zalega im z wynagrodzeniami już za 10 miesięcy

Z naszą firmą jest tak jakby być właścicielem pokoju, wyjść z niego i nie zgasić w nim światła. Ono ciągle się pali, dalej generuje koszty, a tam nic się nie dzieje

– sytuację w krajeńskim oddziale Dunlopillo przedstawia jeden z pracowników, Damian Żyłka. Jak się okazuje sąd nadal nie wydał decyzji w kwestii upadłości przedsiębiorstwa. Postępowanie trwa. W czerwcu minął kolejny, już 10 miesiąc od momentu jego wszczęcia. Przypomnijmy: kłopoty krajeńskiego oddziału zaczęły się w czerwcu ubiegłego roku, wtedy pojawiły się opóźnienia w wypłacie pensji. Początkowo wydawało się, że problemy ma tylko macierzysta firma z Niemiec. Krótko po tym okazało się jednak, że źle dzieje się w głównej siedzibie przedsiębiorstwa we Francji. Bilans perturbacji był taki, że pracownicy z Krajenki przez trzy miesiące nie dostawiali pensji, co więcej – w ogóle nie mieli ich otrzymać. Sprawę ostatecznie postanowili wziąć w swoje ręce. I tak we wrześniu odzyskali pieniądze.

Reklama

Jak wywoziliśmy towar z Krajenki, to nie cały. Kilka samochodów pojechało, a inne zostały na miejscu. Daliśmy im ultimatum: jeśli nie dostaniemy pieniędzy, oni nie otrzymają towaru. I tak udało się je odzyskać

– wspomina pan Damian. Po tych wydarzeniach firma złożyła wniosek o postępowanie upadłościowe. Część pracowników zwolniła się i postanowiła szukać zatrudnienia gdzie indziej. Około 40 osób nie dało jednak za wygraną. Razem z kierownikiem Dunlopillo w Krajence, Przemysławem Weimannem, na własną rękę zaczęli szukać kontrahentów. Firma co prawda nie zarabiała wtedy, ale wykazywała chęć dalszego funkcjonowania. Zimą pojawiło się kilku nowych inwestorów. Ostatecznie odbył się przetarg. W jego efekcie zakład przy ul. Władysława Jagiełły zakupiła spółka Dendro Poland z Rogoźna. Jak zapewnia nasz rozmówca, niemal wszyscy pracownicy złożyli tam już swoje CV, on również. Obecnie czekają na wyniki rekrutacji, jednocześnie nadal dochodząc swoich praw od Dunlopillo.

Reklama

Umowa jest, kasy brak

19 czerwca w Krajeńskim Ośrodku Kultury odbyło się spotkanie pracowników krajeńskiego zakładu z adwokatem Stanisławem Godlewskim, który ma pomóc im odzyskać zaległe wynagrodzenia.

Sytuacja jest taka, że spółka nadal istnieje, choć nie prowadzi działalności gospodarczej. Pracownicy są nadal jej pracownikami. Pomimo tego, że nie świadczą pracy zachowują wszystkie uprawnienia. Mają jednak kłopot w dochodzeniu swoich roszczeń, a mianowicie świadczenia z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, które może być wypłacone m.in. wtedy, gdy sąd ogłosi upadłość spółki albo oddali wniosek o ogłoszenie upadłości

Reklama

– wyjaśnia adwokat.

Poza tym wysokość tego świadczenia obejmuje tylko wynagrodzenia za trzy miesiące. Wynagrodzenia za 7 miesięcy w takiej sytuacji im przepadają. Wystąpienie do sądu daje im natomiast możliwość odzyskania pieniędzy za całe 10 miesięcy, jeśli spółka posiadałaby majątek. Nawet po ogłoszeniu upadłości nadal można będzie dochodzić różnicy wynagrodzenia. W innym przypadku, jeśli nie miałaby tego majątku, a ogłoszono by upadłość pracownicy otrzymają tylko wynagrodzenia za te trzy miesiące

Reklama

– mówi Stanisław Godlewski. Ponadto pozew o zapłatę, który w tym tygodniu w imieniu pracowników mecenas skieruje do Sądu Pracy w Pile spowoduje, że roszczenie ulegnie przedawnieniu nie po 3, a dopiero 10 latach. W lutym, jak informuje Damian Żyłka, przeprowadzana została wycena masy majątkowej na zlecenie sądu.

Ja nie liczę na całość, ale jeśli odzyskamy choć część to i tak, z punktu widzenia ekonomicznego, będziemy na plusie. Biorąc pod uwagę to, że od kilku miesięcy nie świadczymy usług na rzecz tego pracodawcy

Reklama

– mówi.

Każdy za to płaci

Frustracja pracowników sięga zenitu. Każdy z nich stara się wytrwać w tym trudnym czasie. Część podjęła dodatkowe zatrudnienie. Przepisy prawne tego nie zabraniają, a dotychczasowy pracodawca w obecnej sytuacji nie wymaga od nich obecności w miejscu pracy. Trudno wyrokować, kiedy sprawa znajdzie swój finał. Koszty natomiast ciągle rosną.

Ta opieszałość decyzyjna rodzi kolejne długi w postaci mojej pensji, składek dla ZUS, skarbówki. Każdy miesiąc opóźnienia jakiejkolwiek decyzji: czy to negatywnej, czy pozytywnej, powoduje wzrost zadłużenia wobec państwowego budżetu. Płacą za to wszyscy podatnicy. Tak budujemy dług publiczny, jak tak będziemy robić, to tej Polski nie pociągniemy długo

Reklama

– zauważa pan Damian i apeluje:

W tej małej prowincji, na peryferiach Wielkopolski, w powiecie złotowskim, gminie Krajenka żyją i mieszkają ludzie, którzy zasługują na uwagę i traktowanie przynajmniej z minimalnym szacunkiem... Chcemy, by nasz głos był słyszalny, a stosowne instytucje w końcu zareagowały.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    wp - niezalogowany 2017-07-06 15:42:44

    potrzeba nam takich ludzi jak Damian.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama