Uczniowie Szkoły Podstawowej w Zakrzewie mieli niepowtarzalną okazję spotkania z Marią Biedermann-Kowalewską - uczestniczką powstania warszawskiego.
Jedyna żyjąca uczestniczka powstania warszawskiego, sanitariuszka, żołnierz narodowy, który brał bezpośredni udział w powstaniu 27 listopada cofnęła się pamięcią kilkadziesiąt lat, aby opowiedzieć o wydarzeniach tamtych dni. Nie boi się o tym opowiadać, wręcz odwrotnie – wychodzi z założenia, że powinno się przekazywać tę wiedzę młodzieży, ponieważ „rośnie nam pokolenie, które nie zaznało takich przeżyć, a jak najbardziej powinno być świadome, ile cierpienia kosztowały Polaków wydarzenia II wojny światowej”.
Pani Maria urodziła się w Nakle na Notecią. W Gdyni się wychowała, a Warszawa to miejsce, w którym walczyła w powstaniu i – jak zaznacza – prawdziwie dojrzała. Natomiast Toruń to miasto, w którym studiowała, założyła rodzinę, pracowała i mieszka do dziś. W czasie wojny była uczennicą prywatnej Szkoły Powszechnej J. Świeżyńskiej–Słojewskiej w Warszawie. W 1942 roku ukończyła klasę VII i rozpoczęła naukę gimnazjalną. Jej udział w konspiracji i przynależność do Narodowych Sił Zbrojnych rozpoczął się od wiosny 1943 roku – trafiła tam dzięki starszej siostrze Urszuli i Mieczysławowi Szemelowskiemu. Przed nim składała przysięgę i przyjęła pseudonim „Myszka”. Podczas wizyty w PSP w Zakrzewie Maria Biedrmann–Kowalewska szczegółowo wspominała dramatyczne wydarzenia z okresu wojny: łapanki, rozstrzeliwania, morderstwa. Do powstania poszła jako 17–letnia dziewczyna, doskonale pamięta jego początki – wówczas była to jeszcze cisza przed burzą.

W godzinie „W” nie została powiadomiona o miejscu zbiórki macierzystego oddziału. Nie mając kontaktu ze swoim dowództwem 1 sierpnia zgłosiła się ochotniczo do szpitala utworzonego w gmachu sądu przy ul. Leszno, gdzie przez pewien czas pracowała. – Zgłosiłyśmy się z siostrą do szpitala polowego i tam byłyśmy sanitariuszkami. Naszym obowiązkiem było gromadzenie opatrunków. Z uwagi na to, że nasz ojciec miał gabinet dentystyczny, środków opatrunkowych miałyśmy pod dostatkiem – wspominała. Jak potoczyły się jej losy po powstaniu? W momencie upadku dzielnicy do szpitala, w którym pracowała, wtargnęły nieprzyjacielskie oddziały, zabijając tych, którzy o własnych siłach nie zdołali ewakuować się na Stare Miasto. Maria Biedermann została skierowana do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd udało jej się zbiec i tym samym uniknąć wywózki do obozów koncentracyjnych na terenie Niemiec. Schronienie znalazła w Milanówku u wuja Mieczysława Krzyżankiewicza. Następnie udała się do Radomia, gdzie zatrzymała się u krewnych i na nowo podjęła przerwaną naukę – tam też doczekała zakończenia wojny. Po wojnie wróciła do rodzinnej Gdyni, gdzie kontynuowała naukę w liceum. W 1946 roku zdała maturę, a w 1952 roku uzyskała tytuł magistra biologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Rok wcześniej wyszła za mąż za neurologa, doktora Zygmunta Kowalewskiego. W 1953 roku urodziła syna Witolda. Do emerytury pracowała w Służbie Zdrowia, organizując i kierując Pracowniami Diagnostyki Laboratoryjnej. Jest członkiem ŚZŻAK. Utworzyła pierwszą w regionie pracownię bakteriologiczną i mykologiczną i za to została uhonorowana odznaką „Zasłużony dla Torunia”, a w 2016 r. została odznaczona Krzyżem Orderu Krzyża Niepodległości.
Daniela Senska
Na podst. UdsKiOR – weryfikacja uczestnictwa na podstawie relacji Wandy Pauliny Lorenc z domu Woś, MPW–kontakt: Maria Kowalewska, fot. z archiwum rodzinnego Marii Kowalewskiej, przekazane do zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego, sygn. P/8371/15
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czy aby na pewno jedyna żyjąca?
Żenada. NZS przeciwstawiali się legalnej władzy w Londynie i Armii Krajowej. Też mi bohaterka . Bohaterami byli żołnierz Armii krajowej.
gość 2018-12-19 21:28:06: "Żenada. NZS przeciwstawiali się legalnej władzy w Londynie i Armii Krajowej. Też mi bohaterka . Bohaterami byli żołnierz Armii krajowej."... żenada, to ten wpis...
Czy aby na pewno jedyna żyjąca?
Żenada. NZS przeciwstawiali się legalnej władzy w Londynie i Armii Krajowej. Też mi bohaterka . Bohaterami byli żołnierz Armii krajowej.
gość 2018-12-19 21:28:06: "Żenada. NZS przeciwstawiali się legalnej władzy w Londynie i Armii Krajowej. Też mi bohaterka . Bohaterami byli żołnierz Armii krajowej."... żenada, to ten wpis...