Reklama

Niektórzy twierdzą, że jestem szalony

25/03/2022 07:00

Kiedy inni się zastanawiają On ryzykuje: Roman Jopek

Dzieciństwo spędził w gospodarstwie tuż przy Górce Klasztornej.

– W domu było skromnie, za to miałem bardzo mądrych i dobrych rodziców, którzy wpoili mi życiową mądrość. Do dzisiaj uważam, że to była dla mnie najlepsza szkoła życia, ich rady i doświadczenie – mówi pan Roman. Z domu wyniósł też niechęć do komuny. Do totalitarnego ustroju. Nie kończył wyższych szkół. Chciał pracować. Zaczynał jako traktorzysta, bo zawsze ciągnęło go do techniki, by z czasem zostać operatorem „deta”, tj. spychacza.

„Na swoje” poszedł 1 czerwca 1980 roku.

Reklama

– Kupiłem wtedy żuka, od śp. pana Lemańczyka. To było leciwe auto, z pierwszej połowy lat 60–tych, jeszcze z dolnozaworowym silnikiem, tzw. „żuk smutek”. Ten wóz kosztował wówczas ogromne pieniądze, nie pamiętam nawet, ile, ale to były czasy, gdy ludzie sobie bardziej niż dzisiaj ufali. Część pieniędzy za tego żuka zapłaciłem od razu, resztę miałem rozłożoną na raty. W ten sposób, w Dzień Dziecka 80. roku, stanąłem na postoju taksówek jako tzw. „taryfa bagażowa”. Taki wtedy miałem pomysł, żeby zarobić na chleb, utrzymać rodzinę – wspomina Roman Jopek. Biznes nie poszedł od razu. Bywało, że stał wiele godzin na łobżenickim postoju taksówek i nikt nie zamówił jego „taryfy”. By przeżyć, chodził zbierać pomidory albo łapał inne, dorywcze „fuchy”. Szybko znalazł jednak rozwiązanie, jak przełamać złą passę.

...

Płatny dostęp do treści

Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku

Pozostało 85% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama