Zastępca burmistrza Okonka przelewał pieniądze z kasy gminy na swoje prywatne konto. Jaka to była kwota, czy działał sam? Na te pytania odpowie śledztwo
Sprawa przywłaszczenia pieniędzy przez Radosława S. wyszła na jaw w piątek 21 grudnia. Dzień później burmistrz Mieczysław Rapta złożył na policji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. W sobotę rano Radosław S. uległ wypadkowi i znalazł się w szpitalu. Przyznał się jednak do stawianych mu zarzutów.
Przyznał się w szpitalu
Informacja o tym, że zastępca burmistrza Okonka Radosław S. miał jakoby wyprowadzić z kasy urzędu gminy sporą kwotę pieniędzy obiegła gminę lotem błyskawicy. Z godziny na godzinę pojawiały się nowe, sensacyjne informacje łącznie z tą, że burmistrz Mieczysław Rapta ma zamiar podać się do dymisji.
Większość z nich okazała się jednak plotkami. Faktem jest jednak to, że podczas porządkowania księgowań w wydziale finansowym urzędu ujawniono, że Radosław S. przelewał znaczne sumy pieniędzy na swoje prywatne konto. Nieoficjalnie mówi się o kilkudziesięciu tysiącach złotych. W czasie odwiedzin rannego w szpitalu w sobotę przez Mieczysława Raptę i główną księgową gminy Sylwię Dąbkowską zastępca burmistrza przyznał się do winy. Burmistrz wydał natychmiast zarządzenie o odwołaniu Radosława S. z funkcji swojego zastępcy.
Czarny piątek
O sprawie Mieczysław Rapta poinformował radnych na sesji Rady Miejskiej 28 grudnia. Podkreślił, że ów piątek 21 grudnia był dla niego „czarnym piątkiem”: rano z Lubniczce spalił się dom, w południe wyszły na jaw finansowe przekręty zastępcy. Burmistrz zaznaczył jednocześnie, że wyprowadzone pieniądze wróciły do kasy gminy.
W jaki sposób Radosław S. przelewał pieniądze na swoje konto, ile tych pieniędzy było, czy ktoś inny jest w ten proceder zamieszany? – na razie wszystko jest objęte tajemnicą śledztwa, które prowadzi policja. Mieczysław Rapta oświadczył jedynie, że sprawa ma szerszy wymiar i zajmują się tym organa do tego powołane.
Szok!
W to, że czynu tego dopuścił się Radosław S. trudno było ludziom uwierzyć - przynajmniej tym, którzy mieli z nim kontakt. Najpierw asystent, a potem zastępca burmistrza był zawsze dla wszystkich bardzo miły, grzeczny, wszystkim starał się pomóc. Sołtys Lotynia Eugenia Brodzicz, która zna Radosława S. od małego jeszcze dziś twierdzi, iż nie wierzy w to co się stało. – Jeśli jednak jest to prawda, to jestem po prostu w szoku – przyznaje.
Podobnie twierdzi sołtys Glinek Weronika Szwałek, która zna „od zawsze” nie tylko byłego zastępcę burmistrza, ale ma doskonałe relacje z jego rodzicami; jego ojciec jest sołtysem Drzewicy. – Jestem przytłoczona tą wiadomością. Radek pochodził z takiej porządnej, o takich doskonałych korzeniach rodziny. Mam chęć wybrać się do jego ojca i porozmawiać, ale nie wiem, czy w tej sytuacji by sobie tego życzył. Jednak jak go spotkam to mu powiem: „Janek, głowa do góry. Trudno, stało się, ale żyć dalej trzeba”- mówi. Dodaje, że jej zdaniem Radek musiał mieć kogoś, kto go do tego czynu namówił. Nie chce uwierzyć w to, że zrobił to sam z siebie.
Niemal wszyscy, którzy komentują to wydarzenie nie mogą uwierzyć w to co się stało. Faktem jest jednak, że Radosław S. przyznał się do winy.
Pewnie w tej sprawie nie zostało powiedziane jeszcze ostatnie słowo. O losach sprawy będziemy informować czytelników „Aktualności Lokalnych” na bieżąco.
Ryszard Mikietyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze