Jak wyglądało miasto w listopadzie 1918 roku? Kiedy gmina odzyskała niepodległość? Kto o nią walczył? Czy lata 1920–39 były dobrym czasem dla Łobżenicy? Rozmowa z Wiesławem Chwaliszewskim
Jak wyglądał 11 listopada 1918 roku w Łobżenicy?
Trudno to stwierdzić, bowiem nie ma opisów, które relacjonowałyby wydarzenia w mieście związane z tą konkretną datą. Istnieje natomiast relacja z późniejszych dni. Jej autorem jest Józef Reinholz, który napisał pierwszą monografię Łobżenicy. Wskazuje on, że ludność pochodzenia polskiego 18 listopada 1918 roku utworzyła tzw. Radę Ludową, podległą Naczelnej Radzie Ludowej w Poznaniu. Jej celem było przejęcie władzy z rąk niemieckich. Józef Reniholz podaje, że była to praca ofiarna i niewdzięczna. Należało bowiem zastąpić urzędników niemieckich pracujących w magistracie Polakami. W skład Łobżenickiej Rady Ludowej weszli: Józef Reinholz jako prezes, kupiec Alojzy Żendkowski, murarz Jan Tomczyk, urzędnik bankowy Jan Misiak oraz kupiec Teofil Bethke. Ponadto zdejmowano z budynków użyteczności publicznej niemieckie flagi oraz symbole. To spotkało się z reakcją ze strony Niemców. Rozpoczęły się częste rewizje domowe u członków rady, wykonywane przez Grenzschutz. Odbywały się one nie tylko za dnia, ale też nocą. Sytuacja była napięta. Żadna ze stron nie mogła mieć pewności, co wydarzy się jutro. W rękach jakiej władzy znajdzie się nasz region.
Stąd tak aktywny udział mieszkańców gminy Łobżenica w Powstaniu Wielkopolskim, które wybuchło 27 grudnia 1918 roku?
Wraz z wiadomościami o wydarzeniach w Poznaniu Łobżeniczanie niemal natychmiast organizują oddział powstańczy. Wchodzi on w skład tzw. Kompanii Wyrzyskiej, biorącej udział m.in. w bojach o Wysoką, które miały miejsce z 7 na 8 stycznia 1919 roku. Co ważne, dowództwo oddziału powstańczego powierzono porucznikowi Teofilowi Spychale, pochodzącemu z Liszkowa. Niestety walki o Wysoką nie zakończyły się powodzeniem. Niemcy odparli atak m.in. strzelając z karabinów maszynowych, umieszczonych na wieży miejscowego kościoła ewangelickiego, który stał w centrum rynku, gdzie dziś w Wysokiej jest parking i stacja benzynowa. Ponadto, gdy na rynek przedostał się oddział z Kłecka, został obrzucony granatami, wyrzucanymi z okien pobliskich kamienic. Powstańcy musieli wycofać się do Wyrzyska, gdzie podjęli starania o dozbrojenie oddziału i planowali kolejny bój o Wysoką. Nie doszło jednak do niego. Naczelna Rada Ludowa w Poznaniu zawarła porozumienie z Niemcami. Na jego mocy powstańcy, ze względów strategicznych, zostali zobowiązani do wycofania się z powiatu wyrzyskiego, do którego wówczas należała Łobżenica, aż za rzekę Noteć. Łobżenicy nie dotknęły działania zbrojne podczas Powstania Wielkopolskiego.
Mamy skromny opis wydarzeń w listopadzie 1918 roku, które miały miejsce w Łobżenicy. Co wiemy natomiast o końcu stycznia 1920 roku, kiedy na mocy Traktatu Wersalskiego gmina oficjalnie znalazła się w granicach Polski?
To wydarzenie zostało przedstawione bardziej szczegółowo. Z relacji pisanych wynika, że mieszkańcy oczekiwali z nieukrywaną radością nadejścia wojsk polskich. Miasto miało „przybrać odświętną szatę oraz tonąć w powodzi zieleni, emblematów oraz barw narodowych”. Wiadomo nawet kto był inspiratorem dekorowania miasta. Wśród osób najbardziej zaangażowanych wymienia się Alojzego Żendkowskiego, Jana Misiaka i braci Kazimierza, Władysława i Bolesława Piątków. Wskazuje się też na liczny udział mieszkańców Łobżenicy. 7 Pułk Strzelców Wielkopolskich wkroczył do miasta 25 stycznia 1920 roku, od strony Wysokiej. O godzinie 11:10 żołnierze weszli na ówczesny Stary Rynek, obecnie Plac Wolności. Zachowało się nawet zdjęcie, wykonane najpewniej z hotelowego balkonu, przedstawiające mundurowych, wokół których zebrała się miejscowa ludność. Wojsko witał prezes Rady Ludowej Józef Reinholz. W tym wydarzeniu było dużo symboliki. Józef Reinholz przekazał dowódcy 7 Pułku Stanisławowi Bujakiewiczowi miecz. Ten rozciął nim kajdany, którymi spętana była miejscowa ludność. To był znak, że te ziemie po 148 latach zaboru pruskiego są oswobodzone i wracają do ojczyzny. Mieszkańcy z radością przyjęli żołnierzy. Uraczyli ich ciepłym posiłkiem, papierosami, łakociami i konfiturami. Jeszcze tego samego dnia odbyło się przekazanie władzy. Zaplanowano je na godzinę 12:00, jednak ze względu na spóźnienie księdza Jana Dratwy odbyło się z piętnastominutowym opóźnieniem. Po krótkim przemówieniu strony polskiej i niemieckiej udano się z powrotem na Stary Rynek. Ciekawostką jest, że przekazanie władzy miało być oznajmione biciem dzwonów. Dzwony na kościele św. Trójcy się odezwały, jednak te na kościele ewangelickim, dzisiaj kościele pw. św. Szczepana, milczały. Niemcy tłumaczyli później, że zostały zgubione klucze od dzwonnicy. To może obrazować, jakie były ich nastroje. Liczebnie ludność narodowości niemieckiej górowała nad Polakami jeżeli chodzi o Łobżenicę. Z ówczesnego spisu ludności wynika, że Niemcy stanowili aż 51% populacji miasta, pozostałe 49% to były inne narodowości, głównie Polacy. W Łobżenicy mieszkało wtedy około sześćdziesięciu Żydów.
Wróćmy jednak do świętowania wolności, niepodległości na rynku. Zebrały się tam ogromne tłumy, chcące zobaczyć polskich żołnierzy. Wojsko po przywitaniu dostało rozkaz, by zakwaterować się przy granicy. Zostali wysłani do Dźwierszna, Wiktorówka, Witrogoszczy, Stebionka i Łobzonki. Zakwaterowano ich też w mieście, w domach mieszkańców Łobżenicy. Urażeni byli ci, którym nie dane było ugościć polskiego wojska.
Jaka była Łobżenica lat 1920–1939? Panowała tu stagnacja gospodarcza czy rozwój? Jak w stosunkowo małym środowisku żyli ze sobą ludzie różnych, skonfliktowanych przez wojnę narodowości?
To był dobry czas dla Łobżenicy. Miasto było bardzo ważnym ośrodkiem na Krajnie. Sprzyjało temu m.in. jego nadgraniczne położenie. Stąd pojawiało się sporo przyjezdnych, dzięki którym funkcjonowały hotele czy restauracje. Przybywali tu przedstawiciele handlowi z takich firm jak Wedel czy branży tytoniowej. Zatrzymywali się w mieście w drodze do Rzeszy bądź na miejscu załatwiali swoje interesy. Wzajemnych animozji wśród ludności raczej nie było, a przynajmniej nie były one na tyle istotne, by zostały udokumentowane. Funkcjonowały spółdzielnie takie jak „Rolnik” czy Bank Spółdzielczy, do których Niemcy także należeli. Administracyjnie miasto należało do powiatu wyrzyskiego w województwie pomorskim, ze stolicą województwa w Toruniu. Jeżeli chodzi o gospodarkę, to ta w Łobżenicy prężnie kręciła się już przed wojną. W latach 1920–39 jeszcze nabrała tempa. Miejscowi szybko odnajdywali się w nowej rzeczywistości i odpowiadali na zapotrzebowanie rynku. W tamtym czasie powstała np. odlewnia żeliwa, która była własnością Bolesława Grochowskiego. Założył on też wraz z bratem Przedsiębiorstwo Samochodowo–Komunikacyjne. W latach 30–tych przyłączył się do nich Mieczysław Waligórski. Panowie świadczyli usługi transportowe. Ich autobus wykonywał trzy kursy dziennie na trasie Łobżenica – Osiek nad Notecią, co dawało możliwość dotarcia do kolei szerokotorowej. Raz dziennie autobus jechał też do Bydgoszczy. W mieście były cztery taksówki należące do panów Grochowskiego, Prinza, Siódmiaka i Józefowicza. Towary przewoził p. Popowski. Piotr Piątek założył z kolei drukarnię. Prężnie działało Kurkowe Bractwo Strzeleckie, które na rogatkach miasta wybudowało strzelnicę. Z inicjatywy Józefa Reinholza na Starym Rynku powstał pomnik powstańca wielkopolskiego, a sam rynek zyskał nazwę Placu 7 Pułku Strzelców Wielkopolskich. Biorąc pod uwagę ówczesne realia miejscowa ludność bardzo szybko otrząsnęła się z wojennej pożogi. Niestety radość z wolności i niepodległości nie trwała długo. Wybuch drugiej wojny światowej we wrześniu 1939 roku sprawił, że Łobżenica już nigdy nie była taka sama. To jednak zupełnie inna historia.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze