To, co się stało, przewróciło moje życie do góry nogami
– mieszkaniec Szczecinka, który zawodowo związany był najpierw z komisariatem w Okonku, a potem ze złotowską komendą mówi o wydarzeniach sprzed pięciu lat. To wtedy do komendanta wojewódzkiego policji w Poznaniu wpłynęło doniesienie dotyczące Pawła Wiszniewskiego. Anonimowy nadawca oskarżył w nim funkcjonariusza o popełnienie przewinienia dyscyplinarnego, polegającego na zgubieniu akt sprawy. Jak się okazało później – fałszywie. Sprawiedliwość, w oczekiwaniu na którą policjant stracił zawodowe perspektywy, przyszła po trzech latach. Prócz kariery w policji odebrano mu też dobre imię i spokój życia.
Załamałem się
– przyznaje mężczyzna.
Swój początek historia Pawła Wiszniewskiego ma w marcu 2011 roku, kiedy to – w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach – z okoneckiego komisariatu giną akta główne oraz kontrolne dochodzenia, które ten prowadził[[pay]]. Jako że poszukiwania nie przyniosły efektu, nasz rozmówca (na podstawie danych z komputera) odtworzył wspomnianą dokumentację. To by było na tyle. Przynajmniej wtedy, bo kilka miesięcy później sprawa przybrała nieoczekiwany obrót – akta niespodziewanie odnalazły się w lipcu. W kopercie trafiły na biurko komendanta wojewódzkiego. Z anonimu, który został do nich dołączony wynikało, że Pawłowi Wiszniewskiemu, rzekomo będącemu w stanie nietrzeźwości, wraz z bronią wypadły one podczas wysiadania z samochodu, który funkcjonariusz uprzednio miał prowadzić. Jak donosiła anonimowa „informatorka” (z treści listu wynikało, że jest to kobieta), policjant podniósł jedynie broń, akta zostały natomiast na parkingu. Autorka listu, jak napisała w doniesieniu, odesłała je do Poznania, ponieważ obawiała się bezpośredniego kontaktu z Pawłem Wiszniewskim.
Rzecz działa się w trakcie, gdy Paweł Wiszniewski, pracujący wówczas w Zespole Dochodzeniowo-Śledczym Komisariatu Policji w Okonku na stanowisku referenta, ubiegał się o awans. Jeden z funkcjonariuszy przeszedł wtedy w stan spoczynku, zwolnił się więc etat detektywa. W związku z tym Paweł Wiszniewski złożył u komendanta komisariatu raport o przeniesienie na to stanowisko. W tym samym czasie z podobnym wnioskiem wystąpił inny z policjantów, który wcześniej nie wyraził woli przejścia do wspomnianego wydziału dochodzeniowego.
Komendant pozytywnie zaopiniował raport naszego rozmówcy, drugi zyskał opinię negatywną. Jak przyznaje Paweł Wiszniewski, jego kontrkandydat wspomnianej decyzji nie przyjął ze spokojem. Jego żal „machiny”, jaka ruszyła w związku z decyzją komendanta komisariatu, nie zdołał jednak zatrzymać.
Stanowisko komendanta komisariatu wraz z opinią dotyczącą obu funkcjonariuszy zostało przekazane komendantowi powiatowemu, ten z kolei przedstawił je komendantowi wojewódzkiemu.
Awans był na wyciągnięcie ręki. Paweł Wiszniewski miał go uzyskać w lipcu 2011 i wtedy... Wtedy wniosek został wycofany, światło dzienne ujrzała bowiem sprawa rzekomo zagubionych akt.
Policja wszczęła dochodzenie przygotowawcze, w trakcie którego pod lupę wzięto wspomniany donos. W toku działań zabezpieczono nagrania z kamer „obserwujących” otoczenie jastrowskiej poczty, gdzie nadana została przesyłka. Z zapisu monitoringu wynika, że do okienka przyniósł ją mężczyzna w czapce z daszkiem na głowie. Jak się okazało – emerytowany policjant okoneckiego komisariatu, bliski krewny funkcjonariusza, który o awans ubiegał się równolegle z naszym rozmówcą. Fakt ten potwierdziły badania biologiczne – z koperty, z miejsca klejenia, pobrano próbkę śliny. Profil DNA był zgodny z profilem DNA mężczyzny. Prawdopodobieństwo powtórzenia się go w populacji oszacowano na mniejsze niż jeden do miliarda.
W jaki sposób były funkcjonariusz wszedł w posiadanie akt? Tego nie ustalono. Paweł Wiszniewski ma jednak swoją teorię – jest pewien, że wyniósł je krewny nadawcy przesyłki, jednak nie zdołano tego udowodnić ani w postępowaniu przygotowawczym ani przed sądem.
Wszyscy wiedzą, że to on, tylko nie było na to dowodów. Nikt go za rękę nie złapał
– twierdzi.
Akta z donosem do komendy wojewódzkiej zostały przesłane w momencie dogodnym dla krewnego oskarżonego. Zaginęły pod koniec marca 2011, posłużono się zaś nimi w lipcu 2011, złotowski sąd uznał zatem, że okonczanin, który działał z góry powziętego zamiaru, fałszywie oskarżając Pawła Wiszniewskiego, działał z premedytacją oraz że winien jest działania na jego szkodę. Sąd wymierzył mu karę 3 tys. złotych.
Prokurator oraz obrońca oskarżonego wnieśli apelację. Sąd Okręgowy w Poznaniu zmienił zaskarżony wyrok – zasądził na rzecz Wiszniewskiego 15.000 złotych (a na rzecz Skarbu Państwa koszty procesu), resztę postanowień utrzymał w mocy.
Paweł Wiszniewski, od 2012 roku już poza policją, słowa „przepraszam” nie usłyszał do dziś. Jak mówi, zyskał za to łatkę pijaka i osoby nieodpowiedzialnej. Błędnie – to okazało się po trzech latach.
Dopiero w 2014 roku oczyszczono mnie z zarzutów
– podkreśla mężczyzna. Nie zamierza się z tym pogodzić. Powód jest prosty:
Zabrano mi wszystko, co mogłem w policji osiągnąć. Zabrano mi pracę i spokojne życie
– wyjaśnia. Dlatego też pan Paweł na drodze sądowej, by odzyskać dobre imię, chce się domagać publikacji przeprosin w prasie. Wyrok sądu go nie satysfakcjonuje, uważa, że nie wszyscy winni jego nieszczęścia ponieśli odpowiedzialność – w tym celu napisał list m.in. do Komendanta Głównego Policji. „Szanowny Panie Komendancie” - pisze w nim
„chciałbym zadać Panu pytanie, czy miejscowość Okonek […] jest wyjęta spod prawa – Ustawy o Policji?”.
W dalszej części nakreśla przebieg wspomnianej sprawy oraz ustalenia, jakie w jej toku poczyniono. Odpowiedź od komendanta jeszcze nie nadeszła.
Dlaczego nasz rozmówca, mimo korzystnego dla niego rozstrzygnięcia sądu wraca do sprawy?
Nie kieruję się chęcią zemsty wobec skazanego. Zależy mi jedynie na tym żeby przestrzec innych ludzi mających kontakt z tym człowiekiem, który do realizacji swoich prywatnych celów oraz celów swojej rodziny jest w stanie zniszczyć innego człowieka, skierować wobec niego fałszywe oskarżenia a nawet dopuścić się przestępstwa
Reklama
– komentuje Paweł Wiszniewski.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
przed chwilą oglądałem w tv miodowe lata i usłyszałem dowcip policjant mówi myślę więc jestem i znika
Jakoś nie widać wyniszczenia po Panu, przynajmniej podczas "kariery" w firmie przewozowej z Okonka i pewnej dużej transportowej ze Szczecinka...ale tam też pewnie ktoś Pana wrobił...żałosny typ
ale cóż jeśli tą zgrają dowodzi typ który służył jeszcze w MO ,Panie ministrze Błaszczak prosze się temu posterunkowi przyjrzeć i wyciągnąć wnioski personalne , o prawie jazdy nie wspomne
nawet policjanci wyciągają swoje brudy na zewnątrz , a gdzie tu miejsce na honor , skomleć tak w gazecie , i tak to jest jak sama policja mataczy i fabrykuje , tfuu
nie chciało się do uczciwej roboty iść to teraz trzeba, karma to suka.
ooooj jak mi przykro tylko siedziec i plakac
przed chwilą oglądałem w tv miodowe lata i usłyszałem dowcip policjant mówi myślę więc jestem i znika
Jakoś nie widać wyniszczenia po Panu, przynajmniej podczas "kariery" w firmie przewozowej z Okonka i pewnej dużej transportowej ze Szczecinka...ale tam też pewnie ktoś Pana wrobił...żałosny typ
ale cóż jeśli tą zgrają dowodzi typ który służył jeszcze w MO ,Panie ministrze Błaszczak prosze się temu posterunkowi przyjrzeć i wyciągnąć wnioski personalne , o prawie jazdy nie wspomne