Jeśli macie Państwo wolne 670 zł możecie sobie u niego kupić… łyżeczkę. I możecie być prawie pewni, że będzie to prawdopodobnie jedyna taka łyżeczka na świecie, z ciekawą historią.
– Urodziłem się w Lipce – mówi Edmund Zenka, kolekcjoner staroci, bo o kimś, kto ma w swoich zbiorach ponad tysiąc eksponatów z pewnością śmiało można tak powiedzieć.
– Do 23. roku życia mieszkałem w Lipce. Po ślubie, ja i moja żona Danuta, mieszkaliśmy w Złotowie, gdyż stamtąd pochodzi małżonka. Teraz, na emeryturze, często jednak powracają na ulicę Spokojną do Lipki. Lubią to miejsce nade wszystko i każdy ich tu zna.
– W czasach transformacji ustrojowej w Polsce, w 1989 roku, wyjechaliśmy do Niemiec.
Pan Edmund z zawodu jest stolarzem.
– Pracowałem w fabryce mebli w Krajence, a później w Drzewiarzu w Złotowie, w Niemczech także zajmowałem się stolarstwem. Robiliśmy wszystko co drewniane do ogrodów: huśtawki, domki, podesty, podłogi. Tam, w 1998 roku, pana Edmunda złapał ciężki zawał serca i od tego czasu niestety nie mógł pracować zawodowo.
– Od 55. roku życia jestem zatem na rencie i spędzam czas w Lipce. Lubimy z żoną bardzo to miejsce, nasi synowie także. Do Lipki z panem Edmundem przybyła jego kolekcja, a właściwie jej część. Całość zbiorów obejmuje bowiem już ponad tysiąc sztuk. W mieszkaniu czas odmierzają piękne, historyczne zegary, parapet ozdabiają piękne papierośnice.
– Moje hobby zbieractwa – mówi Edmund Zenka – zaczęło się już w dzieciństwie. Tylko że wtedy zbierałem klamki, zawiasy – co znalazłem. Pamiętam, że nosiłem moje skarby w kieszeniach i skrzętnie chowałem je przed siostrami. Moja mama wciąż musiała mi reperować kieszenie i zawsze pytała, co ja w nich noszę, że mam non stop dziury. Mój tato wykopał kiedyś przypadkiem w naszym ogródku kilka monet i wtedy to się zaczęło na dobre! Jako chłopiec mały Edek zbierał wszystko, co się świeci, a później już bardziej ukształtował swój zbiór.
– Później poszedłem w numizmatykę – wspomina.
– Od 1974 roku należałem do Polskiego Towarzystwa Archeologiczno–Numizmatycznego. Wiele ciekawych eksponatów Edmund znalazł także podczas pobytu w Niemczech.
– Chodziłem po flohmarktach. Koledzy z Polski składali u mnie zamówienia na pocztówki, srebra, a ja ich szukałem, początkowo tak pod zamówienia. Jednak wiele ze znalezisk robiło na nim tak duże znaczenie, że postanowił ich nie wydawać tylko skrupulatnie gromadzić. Siłą rzeczy robiło się tego więcej i więcej.
– Jak coś kupuję – mówi pan Edmund – to nie na wszystkim się znam. Ale jak już nabędę coś interesującego, to szukam na ten temat informacji w internecie i książkach i dowiaduję się o tych rzeczach czegoś więcej. Zawsze interesowałem się historią, literaturą. Często są to właśnie wspaniałe historyczne eksponaty.
– Mam na przykład taki talerz z królewskiej manufaktury porcelany z Prus Wschodnich. Okazuje się, że są to rzeczy bardzo wartościowe. Dlatego Edmund postanowił chwalić się zbiorami i dzielić. Kilka z jego eksponatów znaleźć można na przykład w złotowskim muzeum miejskim lub skansenie przy promenadzie. Najciekawsze z tych rzeczy to na przykład składana mapa Pomorza, wykonana na płótnie z XVIII–XIX wieku.
– Do skansenu z kolei oddałem wrzeciona i moździerz. Uznałem, że lepiej, jeśli takie rzeczy zobaczy jak najwięcej osób – opowiada.
Pan Edmund pokazuje unikatowe łyżeczki do kawy, ozdabiane ręcznie malowidłami.
– Taka łyżeczka kosztuje obecnie 670 złotych, to wszystko to koniec XIX wieku – opowiada. Handluje nimi na specjalnych wystawach i targach.
– Mam łyżeczki z Elbląga, Gdańska, Krakowa. Są też na przykład łyżeczki z monetami i one są też bardzo poszukiwane. A skąd wiedzieć, co jest wartościowe, a co podróbką? – Mnie też zdarzyło się kupić coś fałszywego, na przykład monety. Mierzyłem w domu, ważyłem i okazywało się, że to nie są oryginały. Bywa. Tyko lata praktyki tutaj pomogą i pewnego rodzaju intuicja.
To właśnie ta intuicja prowadzi Edmunda na kolejne nowe „łowy”.
– Najczęściej i najlepiej kupuje coś nowego jednak przypadkowo – opowiada.
– Chodzę, patrzę i po prostu czasem znajdę. A jeśli nie – to miło spędzam czas. Chodzę też tematycznie: pod łyżeczki, pod papierośnice. Często poszukiwane przeze mnie są też zegary Gustava Beckera, który miał kiedyś firmę na Dolnym Śląsku.
– Ale jeśli idzie o zegarki – wtrąca Edmund – najbardziej lubię zbierać te angielskie, nakręcane na kluczyk. W ten sposób mam poczucie, że trochę przyczyniam się do upamiętnienia historii. Zwłaszcza, gdy niektóre z tych wyjątkowych rzeczy znajduję w… kontenerze na śmieci. Wiele z eksponatów to także widokówki i dokumenty. Pocztówki „chodzą” średnio po 80 zł za sztukę.
Najdroższa rzecz, jaką kupił Edmund, kosztowała 1000 euro.
– Taka jest bynajmniej oficjalna wersja, dla żony – śmieje się. Żona śmieje się z kolei z tego, że tak naprawdę to mieszka w muzeum.
– Już się przyzwyczaiłam – mówi Danuta – ale na początku było ciężko, inaczej chciałam urządzić nasz dom – uśmiecha się. Edmund zaznacza na koniec, że kolekcjonerstwo to pasja dla ludzi spokojnych i przede wszystkim cierpliwych.
– Samo ścieranie kurzu zajmuje dużo czasu – opisuje – i należyte czyszczenie. To z pewnością pasja, która pochłania czas. Trzeba naprawdę to lubić i mieć serce do staroci. To serce odziedziczył po ojcu starszy syn Maciej.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Takich starych rupieci mogę mu przywiesc busa całego łącznie z tymi łyżeczkami i sprzedać po 300zl he he na bazarach zachodu pełno tego.
Masz racje.takich rupieci na pęczki u nas.ludzie wywożą je na kringlopy.a on tu takie ceny.redaktor popłynął z artykułem
Może tam jakieś zabytki ja bym to zgłosił...nasze prawo jest zjebane niech bedzie dla wszystkich jednakowe.....
Gratuluję kolekcji ! Jestem ciekaw czy kiedykolwiek zmieni się prawo odnośnie poszukiwania wykrywaczem na wlasna rękę.Setki tysięcy eksponatów jest w prywatnych rękach i ludzie boją się ich pokazać bo zaraz konfiskata i kara pieniężna! Bzdura!
Takie prawo to pasuje pisiorom i archeobetonowi bo w majestacie bezprawia mogą zagarnąć czyjąś kolekcje nawet porcelany po babci bez tłumaczenia się komukolwiek
Brawo Edek!!! Zapraszam Was na kawę - Grażyna
a czy pan prowadzi dzialalnosc gospodarską i posiada kasę fiskalną??? halo, skarbówka!
Takich starych rupieci mogę mu przywiesc busa całego łącznie z tymi łyżeczkami i sprzedać po 300zl he he na bazarach zachodu pełno tego.
Masz racje.takich rupieci na pęczki u nas.ludzie wywożą je na kringlopy.a on tu takie ceny.redaktor popłynął z artykułem
Może tam jakieś zabytki ja bym to zgłosił...nasze prawo jest zjebane niech bedzie dla wszystkich jednakowe.....