Tak, dzięki decyzji Pani Marioli, ale nie jako niezależny kandydat. Miałem świadomość, że moja kandydatura na stanowisko burmistrza została przedstawiona klubowi „Zadbajmy o Złotów” w ostatniej chwili i w wewnętrznym głosowaniu jego członkowie mogą zagłosować na Panią Mariolę Wegner, z którą współpracują od wielu lat. Co też się stało.
Metalplast był wtedy spółką skarbu państwa przeznaczoną do prywatyzacji z problemami finansowymi, na którą brakowało chętnych na jej zakup. Rada nadzorcza, której większość stanowili przedstawiciele Skarbu Państwa, postanowiła zmienić zarząd i poszukać osoby, która spróbuje postawić ją na właściwe tory. „Warszawa” nie była tym bezpośrednio zainteresowana, padały jasne komunikaty, że oni mają tam ważniejsze sprawy, dlatego oddelegowała mnie z rady nadzorczej do pełnienia obowiązków prezesa zarządu spółki.
Zatrudniłem do działu marketingu osoby ze znajomością języka rosyjskiego, uruchamiając sprzedaż okuć na rynki wschodnie. Dzięki temu fabryka odzyskała płynność finansową.Reklama
Pracowałem w Zakładzie Energetycznym Koszalin, z którego przeszedłem do Zakładu Energetycznego Poznań na stanowisko kierownika Posterunku Energetycznego w Złotowie. Po 19 latach pracy zaproponowano mi przejście do Rejonu Energetycznego w Wałczu, gdzie pracuję do dzisiaj.
Urodziłem się w Szczecinku, dzieciństwo i okres szkoły podstawowej spędziłem w Drawsku Pomorskim, szkołę średnią ukończyłem w Słupsku, studia na Politechnice Szczecińskiej. Od 1988 roku mieszkam w Złotowie.
Kompletnie anonimowym to za mocno powiedziane. Dla wielu mieszkańców nim nie jestem ze względu na charakter mojej pracy, ściśle związanej z obszarem powiatu złotowskiego. W nawiązaniu do tej anonimowości wśród mieszkańców, sądzę, że przed wyborami może ona być w pewnym sensie atutem. Wyborcy wiedzą, że mam czystą kartę. Mam dzięki temu świadomość, że w ich ocenie nie mam „nic za uszami”.
Reklama
Pełniąc funkcję kierownika posterunku energetycznego w Złotowie, bardzo dobrze współpracowało mi się z ówczesnym burmistrzem, panem Stanisławem Wełniakiem. To zawsze był bardzo konkretny człowiek, gdy coś powiedział to tak było, wspólnie załatwialiśmy wiele spraw i zawsze dotrzymywał słowa. Bywało, że sprawy, które normalnie wymagały długiego czasu, z nim można było bardzo sprawnie i szybko załatwiać. Stąd się znamy. Natomiast do wyborów sam się zgłosiłem. Już cztery lata temu wiele osób nakłaniało mnie do kandydowania na stanowisko burmistrza Złotowa, lecz mentalnie nie czułem się wtedy jeszcze gotowy. Przez ostatnie lata dojrzewałem do podjęcia tej decyzji.
Nie chcę krytykować obecnego burmistrza, jestem zdecydowanie zwolennikiem pozytywnych kampanii, w których mówi się o sobie i celach, które chce się zrealizować, a nie wadach kontrkandydata. W rozmowach z wieloma mieszkańcami Złotowa niejednokrotnie dało się odczuć rozczarowanie z podejmowanych przez magistrat decyzji i to również miało wpływ na moją kandydaturę.
Należy uczyć się od najlepszych, a ponieważ pan Stanisław Wełniak posiada bogate doświadczenie samorządowe, postanowiłem się z nim spotkać. Wtedy chciałem jednak tylko porady, gdyż sam chciałem stworzyć swój komitet wyborczy. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy i zapytał, czy nie chciałbym wystartować z jego klubu, bo szuka mocnych kandydatów. Wspomniał m.in. o Marioli Wegner, ale dodał, że widziałby w tym gronie również moją osobę. To że mamy różne orientacje polityczne nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Z wieloletniego doświadczenia w radach nadzorczych wiem, że nie należy oceniać ludzi po tym, jaki mają szyld. W radzie nadzorczej musisz pracować wspólnie dla dobra firmy, tutaj tą firmą jest miasto. Jeśli zostanę burmistrzem, będę starał się uświadomić wszystkim, którzy próbują polityki na gminnym gruncie, że jeśli chcą politykować, niech starają się iść wyżej, do powiatu, województwa, a nawet Sejmu, tam zakłada się te wszystkie „spółdzielnie”, koalicje i uprawia się gierki polityczne.
Reklama
Trochę tak, chociaż liczyłem się z tym. Pan Wełniak otwarcie sygnalizował mi, że jest jedna mocna kandydatka, właśnie pani Wegner.
Wtedy w ogóle nie było jeszcze mowy o panu Jaskólskim, który pojawił się w naszym gronie właściwie w ostatniej chwili przed konferencją, na której zaprezentowano kandydatów. Pojawiło się nawet zapytanie do kandydatów, czy chcemy, aby Mirosław Jaskólski wystartował. Ja jako jedyny otwarcie powiedziałem, że nie. Uważałem, że w ten sposób będziemy jednak utożsamiani z konkretną opcją polityczną, a chciałem tego uniknąć. Gdyby Mirosław Jaskólski się nie wycofał, ja bym to zrobił. Dwa, góra trzy dni później przekazałbym zapewne Państwu taki komunikat. Miałem już wtedy dyskomfort psychiczny, czułem podświadomie, że wskoczyłem nie do tej „bajki”. Muszę tutaj podkreślić, że prywatnie lubię i szanuję pana Jaskólskiego, służbowo również miałem z nim kontakt, jednak z racji politycznych przekonań nie byłoby nam po drodze.
Reklama
Nic mi na ten temat nie wiadomo. Nie otrzymałem takiej propozycji.
Zaczynałem od Akcji Wyborczej Solidarność, później próbowałem zrobić coś wspólnie z panem Hieronimem Gładyszem, Jerzy Podmokłym, a z biegiem lat skupiłem się przede wszystkim na rodzinie i zawodowej stronie życia. Około 2005 roku wycofałem się z politycznej działalności.
Może o pani Wegner dosłownie tak nie pomyślałem. Uważam, że jej atutem jest to, że jest atrakcyjną kobietą, osiągnęła już zawodowy i samorządowy sukces i ludzie mogliby chcieć na nią zagłosować, choćby z tego właśnie powodu, że jest kobietą. Stawiałem ją wyżej niż pana Jaskólskiego.
Reklama
Jak poinformowała pani Wegner, zrezygnowała z kandydowania na burmistrza z powodów osobistych.
Nie chodzi tu o ambicję, lecz o możliwość działania na rzecz naszego miasta. Dlatego zadzwoniłem do pana Stanisława Wełniaka i powiedziałem wprost, że będę kandydował na stanowisko burmistrza samodzielnie. Przyjął tę informację ze zrozumieniem. Dodałem, że jeśli wygram wybory, to liczę na współpracę z klubem „Zadbajmy o Złotów”.
W piątek wieczorem.
Prawdę mówiąc myślałem, że to będzie przez jakiś czas tajemnica między nami, tymczasem w sobotę w południe zadzwoniła do mnie dziennikarka z innej redakcji z pytaniem, czy to prawda, że wystąpiłem z klubu i wystartuję w wyborach jako niezależny kandydat? Kurczę, nie minęło dobrze dwanaście godzin…
Reklama
(Śmiech) No tak. Powiedziałem jej tylko, że niczego nie potwierdzam, niczemu nie zaprzeczam, byłem akurat z psem na dworze, wiał wiatr, niewygodnie mi się rozmawiało i rozmowa się przerwała. W niedzielę około godziny 14.00 zadzwonił do mnie Stanisław Wełniak, który poinformował, że pani Mariola Wegner zrezygnowała właśnie z kandydowania z osobistych powodów i czy jednak nie wziąłbym pod rozwagę możliwości kandydowania z klubu „Zadbajmy o Złotów”.
Tak z tego wynika.
Nie mam pojęcia.
Dokładnie.
Wszystko działo się bardzo szybko, nie było wiele czasu na zastanowienie. Stanęło na przekonaniu, że jeśli jest jednak taka wola klubu i jego członkowie uważają, że mam być kandydatem, to nie ma sprawy, jestem cały czas do dyspozycji.
Reklama
Takie mam w tej chwili przemyślenia, spokojnie do tego podchodzę i wierzę, że tak będzie.
Ja również jestem skłonny wysnuć tu teorię spiskową, że działa tutaj jakaś niewidzialna ręka, która wszystkim „miesza”. Być może ręka kogoś z powiatu, w końcu zarówno Mirosław Jaskólski, Aldona Chamarczuk jak i Mariola Wegner są związani ze starostwem powiatowym. Nie chcę jednak wchodzić w żadne nazwiska.
Wszystko zależy od nas. Od tego, czy będą wzajemne pretensje, podejrzenia. Sobie nie mam nic do zarzucenia, gram w otwarte karty. Choć przyznaję: również mam wrażenie, że komuś zależało na tym, żeby zdyskredytować klub.
Reklama
Nie rozmawiałem. Mam nadzieję, że moja decyzja nie wpłynęła na jej decyzję. Na pewno będziemy mieli jeszcze okazję do szczerej rozmowy.
Nie. W drugiej turze dwoma głosami różnicy, wynik wyniósł 7:5.
Dla tych głosów na pewno łatwo znaleźć uzasadnienie. Obecnie tak to wszystko może niestety wyglądać, że nic nie zostało należycie przygotowane. Zdaję sobie sprawę, że w kampanii trzeba będzie znacznie bardziej popracować, żeby zetrzeć to wrażenie. Chcę jednak wyraźnie zaznaczyć, że absolutnie nie czuję się winny tego zamieszania i osobiście nie mam się z czego tłumaczyć.
Reklama
Tutaj jestem zabezpieczony. Prawdę mówiąc, idąc do samorządu finansowo na pewno nie zyskam.
Też czasami zadaję sobie to pytanie. To jest jednak tak, że coś w człowieku siedzi. Trudno to nawet opisać. Zawsze miałem naturę społecznika, lubię ludzi, rozmawiać z nimi i jeśli to możliwe, pomagać im i spełniać ich oczekiwania. Żona czasami narzeka, że gdy ktoś zwraca się do mnie o pomoc od razu lecę i pomagam, a w domu nie mam czasu nic zrobić.
PS.
Informacja o tym, że kandydatem na burmistrza z ramienia klubu „Zadbajmy o Złotów” ma być Mariola Wegner pojawiła się w środku ubiegłego tygodnia. W czwartek przeprowadziliśmy wywiad z radną, która w weekend poinformowała nas, że nie ona, a Jan Maksimczyk będzie kandydatem klubu na burmistrza. Zapis rozmowy z Mariolą Wegner stracił zatem na aktualności. W poniedziałek rano rozmawialiśmy z Janem Maksimczykiem. Tego dnia zadzwoniliśmy również do Marioli Wegner, żeby zapytać o powody rezygnacji, a także o to, czy w zbliżających się wyborach samorządowych będzie zabiegać o mandat radnej. - Tak – odpowiedziała na to drugie pytanie. Decyzji o rezygnacji z zabiegania o funkcję burmistrza Mariola Wegner nie uzasadniła, stwierdziła jedynie, że podjęła ją z osobistych przyczyn. Zapewniła też, że nie będzie zabiegać o funkcję burmistrza jako kandydatka niezależna bądź z innego komitetu. - Oddaję swoje miejsce panu Janowi – stwierdza.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cały ten ich klub to wielka lipa
To tyle kosztuje a np.takie przyłącze to tylko kabel po słupie w rurze plastikowej do ziemi później pod ziemią i do złącza.
Teraz to kosztuje raczej drugie tyle.
Dlatego prąd jest taki drogi.
Prawdopodobnie tak sie to odbywało a janusz nosacz zgarniał kilkanaście tysięcy za jedno przyłącze które zrobiono w jeden dzień.
A w czym on jest taki merytoryczny na konferencji się tylko przedstawił.
A ja swój głos oddam, ogladając ta wcześniejsza konferencję prasową tego śmiesznego klubu " zadbajmy o złotów "najbardziej merytoryczny kandydat
Powiem tak:Ostatni gasi światło...
He, he, niewidzialna ręka.
Mozliwe ze nosacz janusz tak samo załatwiał zlecenia energetyczne...
Jak była sprawa do energetyki(odbiór lub wyłączenie pradu) to pan X zabierał flaszkę i jechał do pana Y.
Cały ten ich klub to wielka lipa
To tyle kosztuje a np.takie przyłącze to tylko kabel po słupie w rurze plastikowej do ziemi później pod ziemią i do złącza.
Teraz to kosztuje raczej drugie tyle.