Reklama

Nim dojdzie do tragedii

30/09/2012 00:00
Lokator terroryzuje swoich sąsiadów. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Ludzie boją się wychodzić na dwór. Policja twierdzi, że zrobiła w tej sprawie wszystko

Wydawało by się, że gdzie jak gdzie ale w bloku nauczycielskim spokojnie można przygotowywać się do zajęć czy pędzić żywot emeryta. Niestety, w Jastrowiu od pewnego czasu mieszkanie w budynku przy Zespole Szkół Technicznych stało się dla większości lokatorów koszmarem. Wszystko za sprawą jednego człowieka.

- Ten pan jest uprzedzony do mieszkańców tego bloku, szczególnie do mojego zięcia, który prowadzi księgowość naszej wspólnoty i do pana K., który jest zarządcą. Wszyscy płacimy za mieszkania, on od dwóch lat nie płaci. Pismo za pismem jest wysyłane, bez skutku – mówi pani W. z drugiego piętra.

Uciążliwego lokatora B. zna od małego, uczyła go w szkole, w której teraz znajduje się Zespół Szkół Technicznych. Przez kilka lat jej mąż był tu dyrektorem. B. przyjechał do Jastrowia z Tuczna, zamieszkał w szkolnym internacie. Pochodził z biednej rodziny, dlatego wszyscy starali się mu pomóc. Uczył się znakomicie, ale nie był przez kolegów lubiany, stronił od nich. – Był zwykłym snobem – wspomina jego była nauczycielka.

Któregoś dnia, wracając z Tuczna do Jastrowia, próbował wyskoczyć przy wiadukcie z pociągu albo też ktoś go wyrzucił, w każdym razie przez kilka dni młody mężczyzna leżał w szpitalu nieprzytomny. Powoli dochodził do zdrowia, wrócił do szkoły, wypadek nie zaciążył na jego nauce. Szkoła dostała przydział na studia w Mińsku, podjęto decyzję, że to on na nie pojedzie. Tam się ożenił z Białorusinką, zrobił też na tej uczelni doktorat z mechaniki.

Po powrocie zaczął uczyć w „swojej” szkole. Otrzymał również mieszkanie w bloku nauczycielskim. Po jakimś czasie rozwiódł się. - Ja nie wiedziałam, że on potrafi taki być - stał się bardzo dokuczliwy, mijając się w szkole ze swoją byłą żoną wyzywał ją na schodach, pluł za nią – twierdzi rozmówczyni. Dyrekcja zwolniła go z pracy, bo mimo zapewnień nie poprawił się. – Od tego momentu zaczęła się nasza gehenna. Jak to może być, żebym ja się bała wyjść na klatkę?! Ten pan trzaska drzwiami, krzyczy, pluje. Wyrwał żywopłot, który posadziliśmy koło bloku, pod jego oknem nic nie może rosnąć. Dzisiaj jak szłam z synową koło urzędu miasta to wyskoczył z bramy i wypinał na nas tyłek. Zawiadomiliśmy policję, ale on ich nie wpuszcza – narzeka pani W.

Podobnego zdania jest pan Jóźwiak, który jako jedyny zgodził się podać swoje nazwisko. – To trwa już od kilku lat. Najpierw było trzaskanie drzwiami, potem walenie czymś w ściany i podłogę przez całą noc. Jak człowiek się z nim mija, to wypina tyłek, pluje, ludzie się śmieją. Jak przechodzę koło jego drzwi, to nagle się one otwierają i huk; zawału można dostać. Pies boi się na dwór wychodzić. Sąsiadowi, który zwrócił mu uwagę, prysnął w oczy gazem – tłumaczy.
Któregoś razu zalał sąsiadom piwnice, wezwano strażaków i policję. Ich również nie chciał wpuścić, dopiero kiedy strażacy zagrozili, że wyważa drzwi, zgodził się wpuścić jednego. Okazało się, że uszkodził instalację gazową.
[[nowa_strona]]
Córka i zięć pani W. w pełni potwierdzają zarzuty przedmówców. – Ten pan ma wyrok sądowy za zakłócanie spokoju, za niszczenie zieleni. Ma komornika za to, że nie płaci za mieszkanie, to już kolejne wezwanie. I nic się nie dzieje. My ze swej strony zrobiliśmy już chyba wszystko. Mamy świadomość, że on jest chory, ale niech wreszcie ktoś się nim zajmie, bo dojdzie do nieszczęścia – mówią oboje.

B. nie wpuszcza do mieszkania nikogo, nawet inspektora nadzoru budowlanego. Nie wiadomo, w jakim stanie jest instalacja gazowa, czy jest odpowiednie wietrzenie pomieszczeń, czy komin jest sprawny.

- Co my jeszcze mamy w tej sprawie zrobić? Jak nie będziemy reagować, to gdy dojdzie do nieszczęścia media będą się rozpisywać: „a gdzie byli sąsiedzi”? – pytają.

Kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jastrowiu zapewnia, że sprawa pana B. jest mu doskonale znana. - Zwracałem się do prokuratury z prośbą o zajęcie się jego sprawą. Ten pan po prostu powinien otrzymać sądowny nakaz leczenia się. Tylko że ktoś musi to do sądu zgłosić – wyjaśnia. Sprawą próbował zainteresować Zakład Ubezpieczeń Społecznych, bo – jak się nieoficjalnie dowiedział - mężczyzna nie odbiera emerytury.

Kierownik ZUS w Złotowie oświadcza nam, że takich danych nie może udzielić. Przyznaje jednak, że przypadki, iż ktoś nie odbiera emerytury w ostatnim czasie miały miejsce.

Jastrowskim policjantom pan B. jest doskonale znany. Jak tłumaczy rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Złotowie Maciej Zając, funkcjonariusze z Jastrowia wielokrotnie kierowali zawiadomienia do sądu. Raz udało im się go schwytać, bo otrzymali postanowienie doprowadzenia go do aresztu za zaległości finansowe. Okazało się jednak, że niedoszły więzień wyciągnął z kieszeni pieniądze i zapłacił.

Mieszkańcy nauczycielskiego bloku w Jastrowiu nie wierzą w to, że z uciążliwym, a jednocześnie groźnym sąsiadem, nikt nie może sobie poradzić.

- Wszyscy przejrzą na oczy dopiero jak się coś stanie – twierdzą.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości