Wizja sportowego Złotowa przyszłości - czego możemy się spodziewać?

Burmistrzem Złotowa przez najbliższe 5 lat będzie Jakub Pieniążkowski. Tuż przed wyborami zapytaliśmy zarówno jego, jak i Grzegorza Piękosia o ich pomysł na sportową przyszłość Złotowa

 

Czy Pańskim zdaniem Złotowskie Centrum Aktywności Społecznej dobrze wywiązuje się ze swojej roli „opiekuna” miejskich obiektów sportowych?

Jakub Pieniążkowski: Instytucja zarządzająca w naszym mieście obiektami sportowymi na pewno jest potrzebna, choćby ze względu na ilość tych obiektów. Ta jednostka powstała właśnie ze względu na to, że w mieście pojawiały się kolejne obiekty, jak np. basen, lodowisko, hala Złotowianka czy boisko Orlik, i ktoś musiał się nimi zajmować. Celowo powiedziałem o zarządzaniu, bo dzisiaj jest to typowe administrowanie. Ten model należałoby naprawić, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której na tych obiektach imprezy organizuje się trochę na odczepnego, tak, aby się odbyły, aby można było coś wpisać do rocznego sprawozdania.

Grzegorz Piękoś: Osobiście zastanawiam się nad sensem istnienia tej placówki, aczkolwiek na pewno to wszystko trzeba będzie jeszcze sobie przeanalizować. Uważam, że tymi obiektami można zarządzać w inny sposób i nie wiem czy w ostatecznym rozrachunku nie byłoby to efektywniejsze rozwiązanie.

Czy obejmując fotel burmistrza będzie Pan skłonny do współpracy z nowym dyrektorem ZCAS-u, którego wybierze jeszcze Pana poprzednik, czy raczej zdecyduje Pan o rozpisaniu nowego konkursu na to stanowisko?

J.P.: Wspominałem już na łamach Aktualności Lokalnych, że w mojej opinii taki konkurs nie powinien się w ogóle odbywać na zakończenie kadencji. Zobaczymy, kto ostatecznie zostanie dyrektorem, bo może jednak zgłosi się ktoś, kto będzie miał odpowiednie do tego kompetencje i ta współpraca będzie możliwa.

G. P.: To zależy od rozmów z nowo wybranym dyrektorem. Jeżeli nasze wizje będą spójne i będę widział możliwość satysfakcjonującej współpracy z tą osobą, to nie widzę powodu, żeby zaczynać od szukania nowego dyrektora. Jeśli się okaże, że nasze podejście będzie rozbieżne, to na pewno trzeba będzie zgłębić temat od strony prawnej. Jeżeli pracownik samorządowy podpisze ważną umowę, to jego odwołanie też nie będzie taką prostą sprawą.

Czy Pańskim zdaniem kompleks obiektów sportowych przy al. Mickiewicza spełnia swoją rolę? Co ewentualnie można by tam jeszcze zrobić?

J.P.: W ostatnim czasie z mojej inicjatywy w małej sali sportowej doszło tam do montażu luster i wymiany podłogi. Uczestnicy zajęć sportów walki, grupy taneczne czy rozwijające się zajęcia dla seniorów, mają teraz dużo lepszą bazę. Za jakiś czas pewnie trzeba będzie się zastanowić nad remontem parkietu w dużej sali, tak aby pozostał drewnianym. Co do boiska to spełnia wymogi certyfikacji PZPN, choć w mojej ocenie, idealną sytuacją byłoby, gdyby był to obiekt naturalny i pełnowymiarowy, gdzie w kameralnych warunkach miejscowe drużyny miały by miejsce do rozgrywania meczów ligowych. Z kolei na ul. Wioślarskiej mogłoby się pojawić drugie sztuczne boisko piłkarskie. Dzięki temu, przez cały rok można by tam organizować treningi i obozy sportowe, na czym skorzystaliby także lokalni przedsiębiorcy. Taka wizja wiązałaby się z ogromnymi kosztami i zapewne ciężko byłoby ją zrealizować przez jedną kadencję. Póki co pewnie będzie to wyglądało tak, jak do tej pory, natomiast można by się pokusić o zadaszenie boiska przy al. Mickiewicza. Drużyny piłkarskie trenują tu cały rok, więc takie rozwiązanie na pewno bardzo by się w środowisku przydało.

G. P.: Przede wszystkim należałoby te obiekty zmodernizować, dostosować do wymogów współczesności. Zastanawiam się też nad możliwością przywrócenia pełnowymiarowego boiska w tym miejscu. Na pewno trzeba będzie wcześniej przeanalizować skutki prac, które trwają obecnie przy stadionie na ul. Wioślarskiej i być może zastanowić się nad jakąś szerszą koncepcją. Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Musimy najpierw ocenić swoje potrzeby w tym zakresie, oszacować obecny stan posiadania i nasze możliwości finansowe. Nie możemy przecież działać w oderwaniu od realiów.

Środowisko piłkarskie w napięciu oczekuje na zakończenie budowy sztucznego boiska przy ul. Wioślarskiej, a jeszcze bardziej czeka na nowy system nawadniania płyty głównej? Dlaczego ten temat tak długo pozostaje nierozwiązany?

J.P.: Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że ten system ma być oddany do użytku do 15 maja. Nie wiem tylko czy administrator zdoła się w tym terminie zmieścić, bo z tego co wiem, żadne prace się tam obecnie nie odbywają. Kluby piłkarskie nie mają możliwości korzystania z tego boiska i ponoszą koszty wyjazdów do Krajenki czy Tarnówki. Dlaczego na nowy system czekamy tak długo? Nie wiem, z tego co mi wiadomo, przetarg został przeprowadzony, umowa była podpisana i nic tylko czekać, jak firma wejdzie na teren stadionu i zrealizuje tę inwestycję.

G. P.: To dobre pytanie do tych, którzy do tej pory zarządzali miastem i tym obiektem, czyli burmistrza Adama Pulita i mojego kontrkandydata, przewodniczącego Rady Miasta, którzy ewidentnie, nie tylko zresztą w tym temacie, nie potrafili się ze sobą porozumieć. Oczywiście jestem za rozwojem naszej sportowej infrastruktury, ale proszę mnie nie pytać o to, co działo się w przeszłości i na co nie miałem żadnego wpływu.

Jak zapatruje się Pan na możliwość wybudowania krytych kortów tenisowych przy al. Mickiewicza?

J.P.: Kompletnym nieporozumieniem był pomysł przeprowadzenia procedury Partnerstwa Publiczno-Prywatnego mającego na celu dzierżawienie terenu prywatnemu przedsiębiorcy przez kilkadziesiąt lat. W zamian za to, za własne środki miałby on tu postawić m.in. kryte korty tenisowe i prowadzić działalność w tym zakresie. Sprawdziłem jak to wygląda w całej Polsce i okazało się, że jest jeden przypadek takiej współpracy w Tarnowie Podgórnym. Trzeba jednak pamiętać, że jest to jedna z najbogatszych gmin w naszym kraju, a bliskie sąsiedztwo Poznania zapewnia spora ilość potencjalnych klientów na kortach. Żeby móc przeprowadzić procedurę PPP, miasto wystąpiło o ministerialny certyfikat, którego nie otrzymało. Wiem, że jest możliwość pozyskania na taki cel środków z Ministerstwa Sportu i Turystyki i jak najbardziej jestem za tym, żeby się o nie postarać. W swoich przedwyborczych konkretach wspominam zresztą, że kryte korty w Złotowie wybudujemy.

G. P.: Wybudowanie takich obiektów leży w interesie miasta, pozostaje kwestia organizacyjno-finansowa. Sądzę, że rozwiązaniem mogłoby być Partnerstwo Publiczno-Prywatne. Jest to formuła, w której wiele obiektów na świecie powstaje, poddanych jest renowacji, bądź funkcjonuje i pozwala realizować zadania publiczne. Problem polega na tym, że w Polsce mamy taką mentalność, że jak są trzy „P”, to szybko pojawia się też czwarte - prokurator. Zawsze znajdzie się ktoś przekonany o tym, że skoro to jest publiczno-prywatne, to na pewno ktoś tam kręci jakieś „lody”. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam i uważam, że ta formuła jest w naszym kraju bardzo niedoceniana. Jeśli pojawi się w tych ramach sensowny pomysł na zrobienie czegoś pożytecznego w interesie miasta, na pewno nie będę się temu sprzeciwiał. Lepsze to od wydatkowania środków ministerialnych, które w mojej ocenie zasadniej jest przeznaczyć na rozwój kultury fizycznej dzieci i młodzieży oraz sport masowy. Na coś, czym będziemy mogli skutecznie odrywać nasze pociechy od komputerów i smartfonów.

Czy da się jakoś przywrócić do normalności stosunki pomiędzy miłośnikami białego sportu a złotowskim magistratem? Nie jest tajemnicą, że od kilku sezonów tutejsi tenisiści wolą korzystać z kortów w Krajence.

J.P.: Dwa lata temu w magistracie zapadła decyzja, aby podnieść ceny za wynajem kortów o ponad 60%, w związku z czym obiekty te świecą pustkami. Tutejsi tenisiści bardzo szybko porozumieli się co do możliwości korzystania z kortów w Krajence, co skutkuje m.in. tym, że Złotów ma o kilkadziesiąt tysięcy złotych mniej wpływów do budżetu. Tę sytuację trzeba będzie zdecydowanie naprawić, m.in. poprawą jakości samych kortów i dostosowaniem polityki cenowej do oczekiwań konsumentów, aby ponownie korty zaczęły tętnić życiem.

G. P.: Chyba nie tylko dla mnie jest to temat bolesny. Powinno się tu przywrócić normalne relacje i jestem przekonany, że uda się to zrobić. Jeśli złotowskie korty będą konkurencyjne jakościowo, to nawet jeśli cena będzie odrobinę wyższa, powinny się cieszyć zainteresowaniem tutejszych miłośników tej dyscypliny. Podstawą każdego działania powinna być jednak dobra wola wszystkich zainteresowanych stron i nie inaczej jest w tym przypadku.

Czy w Złotowie potrzebujemy krytego lodowiska z prawdziwego zdarzenia, a jeśli tak, w jaki sposób można by je wykorzystywać poza sezonem?

J.P.: Lodowisko to obiekt, który co roku cieszy się potężnym zainteresowaniem. W skali sezonu to jest około 20 tys. wejść na taflę. Uważam, że ze względu na tak duże zainteresowanie, obiekt powinien przejść modernizację, ze szczególnym wskazaniem na dach konstrukcji. Żeby latem nie hulał tam tylko wiatr, i zakładając, że mamy kryte korty tenisowe, można by przygotować np. wrotkowisko lub jakąś inną aktywność. To temat, który na pewno warto by przedyskutować z samymi mieszkańcami.

G. P.: Zbudowanie nowego obiektu wielofunkcyjnego to zawsze duże wyzwanie logistyczne i finansowe. W Złotowie mieliśmy w przeszłości drużynę hokejową i pewnie można by pomyśleć o powrocie do tych pięknych tradycji. Ten obiekt, który mamy w z pewnością trochę już odstaje od realiów i zasługuje przynajmniej na solidny remont.

Czy ma pan jakiś pomysł na ożywienie złotowskiej pływalni „Laguna”?

J.P.: Wydaje mi się, że obecna infrastruktura jest wystarczająca, słyszałem jednak sporo głosów od mieszkańców, żeby rozbudować basen o strefę saun. Jest taka możliwość, bo do dyspozycji jest przyległy teren, który zajmują obecnie zaniedbane, niewykorzystywane korty tenisowe. Jest tu jakieś pole do popisu, ale trzeba pamiętać, że rozbudowa basenu wiąże się zawsze z dużymi kosztami, dlatego kluczowa będzie analiza potencjalnych kosztów.

G. P.: Pływalnia „Laguna” świetnie wpisuje się w koncepcję Wielkopolskich Zdrojów. Uważam, że należy rozszerzać jej możliwości w zakresie szeroko pojętej rehabilitacji i terapii. Ten obiekt nie był projektowany jako aquapark i w tym zakresie modyfikacje w grę nie wchodzą, natomiast poszerzanie bazy fitness i spa, oraz części rehabilitacyjnej jest jak najbardziej uzasadnione. Taki rozwój może się wpisywać nie tylko w potrzeby ludzi młodych i aktywnych, ale też stanowić element polityki senioralnej.

W środowisku sportowym często podnosi się argument o niewystarczającej ilości hal. Ponoć znalezienie dogodnego terminu w takiej Złotowiance, graniczy niekiedy z cudem?

J.P.: Biorąc pod uwagę inne potrzeby gminy i koszty wybudowania oraz utrzymania nowej hali, może być ciężko z wygospodarowaniem takich środków. Można na pewno poprawić to, co już jest. Bardzo prężnie rozwija się w mieście siatkówka, mamy nowo powstały klub, który odnosi już pierwsze sukcesy na arenie krajowej, i który postuluje o wydzielenie w hali Złotowianka trzech osobnych stref (obecnie są dwie). Z magistratu nigdy wcześniej nie było pozytywnego odzewu w tej sprawie, ale w nadchodzącej kadencji chcielibyśmy na pewno ten pomysł zrealizować. Dzięki temu więcej osób będzie tam mogło jednocześnie uprawiać aktywności.

G. P.: Im bardziej rozwinięte społeczeństwo, tym więcej ma ono potrzeb wyższego rzędu. Faktycznie jest problem, żeby zarezerwować sobie miejsce, pytanie tylko czy musimy sobie natychmiast budować kolejną wielką halę sportową. Może te potrzeby dałoby się zaspokoić kilkoma mniejszymi obiektami. Warto by też prześledzić sposób w jaki zagospodarowywane są obiekty funkcjonujące przy placówkach oświatowych. Wraz ze wzrostem naszej aktywności jako społeczeństwa, nowe obiekty z pewnością będą musiały powstawać. Wszelkie decyzje w tym zakresie trzeba będzie jednak poprzedzić konkretną analizą i konsultacjami ze środowiskiem sportowym.

Złotowskie jeziora mimo swojego ogromnego potencjału od lat wydają się niewykorzystywane we właściwy sposób. Jaka jest pańska wizja plaż przy ul. Jeziornej i Wioślarskiej, czy te miejsca mogą się wkrótce doczekać na swoją drugą młodość?

J.P.: Znamienne jest, że w skali roku z tych plaż korzysta więcej morsów, niż osób w okresie letnim. Na pewno swoje zapotrzebowania mają obie te grupy, dlatego jako burmistrz chciałbym, żebyśmy w pierwszej kolejności zainwestowali tam w taką podstawową infrastrukturę. To nie musi być nie wiadomo co, ale solidna szatnia, wieszaki, miejsce na ognisko dla morsów, w takich miejscach powinny być już standardem. Jeśli chodzi o czas letni, to są już podjęte kroki względem modernizacji plaż, a my jak najbardziej chcemy iść za ciosem, przyciągając w te miejsca nie tylko mieszkańców, ale i turystów. Myślę, że fajnym pomysłem w tych miejscach byłoby na pewno wydzielenie boisk do siatkówki plażowej. Pięć lat temu z mojej inicjatywy pojawił się w Złotowie piasek morski z Łeby, szkoda tylko, że zostało to zaniedbane, bo co roku można by ten piasek dowozić i uzupełniać braki. Na pewno będzie więcej aktywności sportowych, ale i kulturalnych na plażach, mamy już kilka ciekawych propozycji.

G. P.: Na pewno należy kontynuować i rozwijać prace, które już trwają przy ul. Jeziornej. Co do ulicy Wioślarskiej, to chociażby ze względu na to, że w nie tak odległej przeszłości coś tam zawsze dla mieszkańców było, warto by ten teren lepiej zagospodarować. Także tutaj mogłaby się sprawdzić formuła Partnerstwa Publiczno-Prywatnego, oczywiście przy założeniu, że konkretne udogodnienia byłyby ogólnodostępne dla wszystkich mieszkańców. Uważam, że słabo wykorzystujemy potencjał naszych akwenów, a w szczególności jez. Zaleskiego. Tu na pewno jest jeszcze wiele do zrobienia.

Czy w nadchodzącej kadencji miłośnicy sportów wodnych także mogą się spodziewać czegoś extra?

J.P.: Chciałbym powrócić do idei pikników wodnych, ale też do tematu centrum ratownictwa wodnego, tak żeby zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców nad wodą i umożliwić rozwój złotowskim WOPR-owcom. Możliwe będzie prowadzenie szkoleń na patenty i licencje motorowodne. Zapomniano u nas o regatach smoczych łodzi, a to zawsze była fajna rekreacja i dobra zabawa dla ponad 150 osób, które chętnie się w te zawody angażowały. Akwen jeziora Zaleskiego wykorzystamy także do rozwoju szkółki żeglarskiej oraz organizacji triathlonu.

G. P.: Jezioro Zaleskie jest miejscem wprost wymarzonym do tego rodzaju aktywności, jak choćby żeglarstwo czy wioślarstwo. Nie jestem nadmiernym zwolennikiem stref ciszy i myślę, że sporty motorowodne mogłyby się cieszyć naprawdę dużą popularnością. Akwen jest na tyle duży, że z pewnością dałoby się to pogodzić z oczekiwaniami zwykłych, spokojnych plażowiczów czy wędkarzy. Choć akurat ten pomysł mocno koliduje z Wielkopolskimi Zdrojami.

Nie bez kozery byłoby też pochylić się nad jakością okolicznych wód. Czy idea pogłębiarki ssąco-refulującej, wspominana w kampanii przez jednego z kandydatów, miała by u nas rację bytu?

J.P.:Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie i nie znam dokładnie tej metody, natomiast każdy skuteczny sposób na oczyszczenie naszych jezior, uważam za słuszny. Jeśli zostanę burmistrzem obiecuję przyjrzeć się tej metodzie, ale też powrócić do pomysłu zamontowania urządzeń, które dotleniałyby jezioro Miejskie. Swego czasu zgłaszałem ten pomysł na sesji Rady Miejskiej. Możemy budować zjeżdżalnie i parki zabawy, ale jak będzie czerwona flaga, to tego nie przeskoczymy. Dlatego wszystkim nam powinno zależeć na poprawie jakości naszych akwenów.

G. P.: Ten pomysł odnosił się do jez. Miejskiego, które jest akwenem przepływowym i pozostaje w zarządzie Wód Polskich. To z nimi przede wszystkim trzeba taki pomysł skonsultować. Sama idea może być dobra, ale z różnych względów może nie mieć szans na pozytywną realizację. Chciałbym kontynuować ideę Wielkopolskich Zdrojów, więc wszelkie sposoby na polepszenie jakości naszych wód, będą przeze mnie mile widziane. Może nie trzeba od razu wyważać otwartych drzwi, tylko pochylić się nad tym, co już jest wymyślone i ewentualnie to zmodyfikować. Burmistrza Pulita można lubić lub nie, ale trzeba mu oddać, że przygotował kilka ciekawych koncepcji.

W mieście istnieją pojedyncze klasy sportowe, jak te w Szkole Podstawowej nr 2 czy w CKZiU przy ul. Norwida. Czy to dobry pomysł na rozwój młodych talentów i czy warto by ten temat w mieście bardziej usystematyzować?

J.P.: Jedno musiałoby tu wynikać z drugiego. Młodzi sportowcy ze szkół podstawowych musieliby mieć szansę kontynuowania nauki w naszych szkołach ponadpodstawowych, a nie w Wałczu, Człuchowie czy Szczecinku. Nad tym zagadnieniem na pewno warto by się pochylić wspólnie z nowymi władzami powiatowymi. Rozwój młodych talentów poprzez sport to niezwykle bliski mi obszar.

G. P.: To jest bardzo ciekawy kierunek. Na pewno nie wykorzystujemy potencjału jaki tkwi np. w Czwartkach Lekkoatletycznych. Jest mnóstwo młodych talentów, które się – przepraszam za wyrażenie – marnują. Czwartki kończą się na szóstej klasie podstawówki, ale władze powiatowe od jakiegoś czasu organizują zawody sportowe i starają się również aktywizować uczniów klas 7 i 8, bo dwuletnia przerwa od treningów w tym wieku to jest prawdziwa przepaść. Niewątpliwie powinno nam zależeć na stwarzaniu możliwości dla tych młodych ludzi i ich rodziców. Nie wiem czy w Złotowie mamy potencjał do stworzenia Szkoły Mistrzostwa Sportowego, podejrzewam że niestety nie, chociaż nowe klasy sportowe jak najbardziej mogłyby powstawać. Wiele zależy od aktywizacji samych szkół oraz nauczycieli wychowania fizycznego, którzy by te klasy prowadzili. Żeby zachować jakąś ciągłość wymagana byłaby na pewno ścisła współpraca z powiatem.

Czy sport klubowy może być dobrym narzędziem marketingowym dla całego miasta? Wsparłby pan dodatkowymi środkami kluby sportowe, które by na to „zasłużyły”, np. awansem do wyższej klasy rozgrywkowej?

J.P.: W mojej idealnej wizji Złotowa za 5 lat na koniec kadencji w 2029 roku, w sobotę pójdziemy na mecze co najmniej III ligi piłki nożnej, a po południu na spotkania I ligi w piłce siatkowej. Marzy mi się, żebyśmy jako miasto wrócili do czasów, kiedy nasze drużyny grały w liczących się ligach, a na stadiony i hale przychodziły prawdziwe tłumy. Chciałbym, żeby Złotów promował się w dużej mierze także przez sport na tym wyższym poziomie. Żeby takie marzenie zrealizować potrzebne jest zaangażowanie wielu ludzi, sportowców, trenerów, działaczy, stowarzyszeń, przedsiębiorców, radnych i oczywiście samego magistratu. O tym jak podchodzi się do promocji sportu w naszym mieście, dobrze świadczy fakt, że w Złotowie odbyły się tydzień temu zawody disc golfa, w których wzięło udział ponad 70 zawodników z całego kraju. Problem w tym, że poza zorientowanymi, niewielu z nas o tej imprezie słyszało. Szkoda, bo osoby, które w ten sposób promują nasze miasto, zasługują na szczególne uznanie. Jako burmistrz będę takich społeczników na pewno wspierał.

G. P.: Przede wszystkim należałoby zmienić mechanizm przyznawania środków dla klubów sportowych, które działają głównie w oparciu o zasady sportu kwalifikowanego. Dlatego uważam, że nie powinniśmy iść w ilość, a w jakość. Musimy oceniać potencjały danych klubów i odnoszone przez nie sukcesy. Jeśli klub wywalczy awans do wyższej klasy rozgrywkowej, to oczywiście powinno to być brane pod uwagę przy ocenie kolejnego wniosku o dofinansowanie.

W minionej kadencji klubom sportowym zdarzało się czekać na środki z dotacji nawet do końca marca. Nie będzie to chlubna karta dla ustępujących urzędników.

J.P.: Taki problem nie będzie miał nigdy więcej mieć miejsca. Jako burmistrz zagwarantuję klubom i stowarzyszeniom dofinansowania od 1 stycznia każdego nowego roku. Konkursy będą odbywały się już w drugiej połowie listopada poprzedniego roku, tak aby zapewnić finansową ciągłość. To można zrobić i to da się zrobić.

G. P.: Wiele zależy tu od współpracy burmistrza i rady, to tylko pokazuje jakie braki były w tym zakresie do tej pory. Mam szczerą nadzieję, że teraz to się zmieni. Większość radnych to są nowi ludzie, nieskażeni awanturnictwem i uprzedzeniami. Jeśli ich ktoś takim złym podejściem nie zarazi, to podejrzewam, że da się to szybko zmienić. Procedura jest w gruncie rzeczy bardzo prosta, wystarczy ją tylko w odpowiednim momencie uruchomić, tak żeby najpóźniej w połowie stycznia dofinansowanie było już przyznane. Wystarczy w porę przyjąć program współpracy, uchwalić budżet i jest to do zrobienia. Nie trzeba żadnych dodatkowych nakładów, należy tylko przeorganizować nieco styl pracy i współpracy.

 

Rozmawiał Leszek Chełmowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/05/2025 15:46