Ponad dwie godziny policjanci pilnowali zwłok, bo nie wiadomo było, kto ma się nimi zająć
19 września zmarł mężczyzna. Do znalezionego denata przyjechała policja, prokuratura i lekarz.Stwierdzono zgon bez udziału osób trzecich. Prokurator odjechał, pogotowie również, gdyż nie może transportować zwłok. Zostali policjanci. – Funkcjonariusze mają obowiązek przekazać ciało osobom najbliższym bądź odpowiedniej instytucji – wyjaśnia rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Złotowie Maciej Zając. Teoretycznie. Tu więc zaczyna się problem. W przypadku gdy umrze osoba nie mająca rodziny, pogrzebem zająć się musi miasto. W jego imieniu robi to Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Najpierw jednak trzeba ustalić, czy rzeczywiście nie ma nikogo, kto mógłby zająć się pogrzebem zmarłego. Starała się to zrobić policja. – Dyżurny dwoił się i troił, żeby to stwierdzić. Okazało się, że denat ma bliskich, ale na Zachodzie – twierdzi M. Zając. Mundurowi nie wiedzieli, co mają zrobić. Wzywać karawanu nie zamierzali. – Kto za to zapłaci? – zastanawiali się funkcjonariusze. Transport denata do kostnicy to koszt około dwustu złotych. – My także nie jesteśmy od tego, żeby wozić zwłoki – uważa kierownik MOPS-u Piotr Brewka.
To tylko fragment artykułu z AL 40/2013
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze