Reklama

Ostatni wywiad z Reginą i Tadeuszem Korczak

12/02/2025 16:10

W listopadzie 2019 r. Julicie Milczyńskiej udało się jednak porozmawiać z Reginą i Tadeuszem Korczakami. Zapraszamy w świat nieopisanej miłości i wielkiego szacunku, najwyższej elegancji i niezwykłego poczucia humoru, cudowny świat z tamtych lat.

- Do udanego małżeństwa trzeba „tylko” nieustającej miłości – mówi Tadeusz Korczak, patrząc w oczy swojej żony Reginy. Od 67 lat trzymają się codziennie za rękę i wspominają: - Lipka to był najszczęśliwszy okres w naszym życiu. W świat nieopisanej miłości i wielkiego szacunku, najwyższej elegancji i niezwykłego poczucia humoru, cudowny świat z tamtych lat państwa Reginy i Tadeusza Korczaków zaprasza Julita Milczyńska. On pełnił obowiązki lekarza w Lipce, Ona kierowała złotowską biblioteką miejską. Podczas wywiadu musiała siedzieć po lewej stronie męża, stronie od serca.

Reklama

Wojna

Tadeusz Korczak: Pochodzę z Bądecza koło Wysokiej. Gdy miałem 6 lat byłem z rodzicami i piątką rodzeństwa w łagrze niemieckim w Potulicach koło Nakła. Mieliśmy niemiecki nalot w domu, skąd nas zabrali na siłę. Spaliśmy w ubraniach, bo byliśmy o nim uprzedzeni, a w środku nocy nie byłoby czasu na ubieranie się, dlatego mama nas położyła spać gotowych do wyjścia. W tym obozie jeden niemiecki żandarm kopnął mnie w lewe ucho i uszkodził mi je na całe życie. Dlatego dzisiaj na lewe ucho w ogóle nie słyszę. Obóz i ten wypadek to był potem jednak mój przywilej, bo zostałem kombatantem.

Regina Korczak, z domu Koczorska: Ja miałam szczęście, bo mnie wojna tak jakby ominęła, nie dotknęła osobiście.

Reklama

Tadeusz: Pamiętam to wszystko tak jakby było wczoraj. Z Potulic wyratował nas przyjaciel mojego tatusia – adwokat, który perfekcyjnie znał niemiecki. Dobrze porozmawiał z Niemcami i nas wykupił. Wtedy trafiłem do Niemca, u którego pasłem gęsi, a tatuś był wywieziony na Wschód, gdzie kopał rowy przeciwczołgowe, żeby Ruski nie mogli wjechać do Polski.

Szkoła średnia

Tadeusz: Myśmy z Reginką poznali się w technikum rolniczym w Złotowie. Mieliśmy po naście lat. Chodziliśmy do jednej klasy. Jak ją zobaczyłem, to od razu wiedziałem, że to jest moja przyszła żona. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Reklama

Regina: Fajny był chłopak z niego rzeczywiście. Przede wszystkim sympatyczny, grzeczny dla dziewcząt. Inni chłopcy lubili tam pstryknąć czymś czy klepnąć, a on tego nigdy nie robił. Dobrze umiał matematykę, a ja trochę słabiej i mi pomagał.

Tadeusz: Dobraliśmy się: matematyk i polonistka. To się uzupełnialiśmy, jak chodziłem do niej w zaloty.

Wycieczka klasowa 26 maja 1950 rok

Praca

Regina: Ja 11 lat dojeżdżałam do pracy z Lipki do Złotowa. Kolejarze wołali na mnie „pani pospieszna”, bo zawsze byłam w biegu, nie raz, nie dwa do pociągu biegłam co sił w nogach… Całe życie byłam dyrektorem tutejszej biblioteki. 41 lat tam pracowałam. Piętnaście lat w miejskiej, potem w powiatowej. Bardzo się starałam. Mimo że było nas tam szesnaście, starałam się zawsze dbać o moje dziewczyny. Dlatego na przykład Złotów jako jedyny w województwie koszalińskim miał wtedy największe pobory. Natomiast nigdy nie pozwoliłam się poklepywać po plecach. Z nikim nie przeszłam na „ty”, może dlatego mogłam utrzymać taki ład w pracy i szacunek do biblioteki. No i musiały dziewczyny dbać o siebie i się ubierać jak ludzie. Do dziś wspominają, jak im mówiłam, żeby nie chodzić w „kapciach i fartuchach”, bo to byle jak wygląda, a należy się ładnie ubierać. Mówiłam: jak jest impreza na poziomie, to żebyście mi w spodniach nie przyszły, tylko w sukienkach albo spódnicach.

Reklama

Tadeusz: W Złotowie pracowałem w szpitalu powiatowym aż do emerytury. Byłem zastępcą kierownika wydziału zdrowia, a moim szefem był doktor Sztykowski, z którym utrzymujemy bardzo serdeczne kontakty do dzisiaj. On teraz mieszka za Lędyczkiem.

Lipka

Tadeusz: W Lipce pracowałem w ośrodku zdrowia jako lekarz. To był najpiękniejszy i najszczęśliwszy czas w naszym życiu. Na dole piętrowego budynku miałem ośrodek zdrowia. Jeden pokój zajmowała położna, a u góry była izba porodowa. Jak coś się w izbie porodowej działo, to salowa miała taki drewniany młoteczek i trzy razy pukała w rury. Wtedy już wiedziałem, że muszę lecieć do góry, bo coś z porodem jest nie tak. Inną historią są wizyty domowe. Ja nie raz, nie dwa z wizyt domowych wracałem do domu dopiero nad ranem. Był jeden taki ranek, że po powrocie z pracy, to jest po całodniowym dyżurze i wieczorno-nocnych wizytach domowych, przyszedłem do domu, do żony i mówię, że jakby teraz ktoś zapukał o pomoc, to powiedz, proszę, że mnie nie ma w domu. Nie miałem już fizycznie siły. I co? Za chwileczkę słyszymy: puk, puk do drzwi. Córka miała wtedy 6 lat, dobiegła do drzwi i powiedziała: tatuś kazał powiedzieć, że go nie ma w domu. To nie było wyjścia: tatuś wstał, siadał na bryczkę i jechał ponownie na wizytę.

Reklama

Regina: Mąż ma wielki sentyment do Lipki, bo tam naprawdę byli szczerzy, serdeczni ludzie. Nie było zazdrości i zawiści. Stosunek człowieka do człowieka był bardzo serdeczny. Myśmy to odczuli wielokrotnie. Tam ludzie byli bezinteresowni. Maż, za prywatne wizyty, nigdy nie brał pieniędzy. Zapłatą były jajka, wędliny... To były dowody wdzięczności. Do dwóch wspaniałych sąsiadów w Lipce chodziliśmy po mleko. Takie były piękne czasy.

Tadeusz: Na wizyty jeździłem bryczką. Często zimą. Gospodarze dawali mi w nogi swoje psy, by mnie ogrzewały. Potem, gdy kupiłem sobie pierwszy motor, to już jeździłem motorem. A jak mieliśmy malucha to już byliśmy wygrani i miałem luksus.

Reklama

Regina: Pierwszymi pacjentami męża w Lipce była rodzina Grochowskich z Lipki. Pamiętam to dokładnie. Do dziś mamy z nimi kontakt, a to już trzecie pokolenie. Nawet niedawno w Lipce były pacjent dziękował mężowi, że ten onegdaj uratował mu życie…

Kombatanci

Tadeusz: Prezesem Związku Kombatantów jestem od 1955 roku. Chodzi już tutaj bardziej o zachowanie pamięci o kombatantach niż działalność jako taką. Bo nie ma nas wielu. Nie mamy już spotkań. Związek istnieje na papierze. Nie ma tu u nas już kombatanta poniżej 80 roku życia. Nie robimy już spotkań, bo kto na nie przyjdzie? Biuro mamy w starostwie, tam urzędujemy razem z panią Ewą, sekretarzem. Przyjmujemy raz w tygodniu, w piątki, od godziny 9:00 do 13:00. Pierwsze biuro mieliśmy w piwnicy urzędu miasta. Jak zobaczył to starosta Goławski, którego mamę wiele lat leczyłem, powiedział zdecydowanie, że kombatanci nie mogą być w piwnicy, bo to nie wypada. I on nam załatwił wtedy biuro w starostwie. My na wojnie już siedzieliśmy w piwnicy...

Reklama

Regina: Mąż już tyle lat jest prezesem kombatantów, że dawno by zrezygnował, choćby ze względu na stan zdrowia, ale żal mu tych ludzi. Zwłaszcza tych kilku wdów, pań podopiecznych, które mają małe emerytury. Mąż im pomaga pisać wnioski o wsparcie z medycznym uzasadnieniem i dzięki niemu dostają jeszcze raz w roku jakieś dodatkowe pieniądze.

Rodzina

Regina: Mamy dwie córki i troje wnuków. Marylka i Ewunia to nasze córki, a Iwo, Dominik, Feliks i Zosia to nasze wnuki. Iwuś już pracuje, a Feliks studiuje ostatni rok. Młodsza córka, Ewunia, jest po sztukach pięknych i mieszka w Warszawie, a starsza, Maria, mieszka w Poczdamie. Tutaj mamy dużo przyjaciół.

Reklama

Tadeusz: Ja przy moich wnukach wyglądam już jak krasnoludek. Oni rośli, wysocy, ja już w drugim kierunku idę. Mój tatuś miał na imię Feliks, dziadek i pradziadek też, dlatego jeden z wnuków także nosi takie imię. Tutaj na meblach mam ich wszystkich zdjęcia. Pani zobaczy.

Małżeństwo

Tadeusz: Do udanego małżeństwa trzeba „tylko” nieustającej miłości, szacunku, zaufania i wzajemnego zrozumienia. Moja żona wie, co myślę, zanim to powiem. Ja mam tak samo! A jak w nocy idę spać, to żona wie, co mi się śni [śmiech]. A tak poważnie – w każdym domu może być tylko jeden dyrektor, reszta to muszą być pracownicy, dobrzy i wierni, ale jednak pracownicy. Moja żona nie musi nic mówić, wystarczy, że spojrzy i ja już wiem, co mam robić.

Reklama

Regina: No nie przesadzaj już, Tadzik, co Ci się śni to nie wiem. Ale to prawda, należy swoje problemy rozwiązywać rozmową przy kawie. Nie krzykiem, kłótnią, cichymi dniami. Nie znamy tego. A i tak zawsze nazajutrz udało mi się każdą sprawę załatwić po swojemu [śmiech]. Tak to zrobiłam, żeby wyszło jak chciałam. W małżeństwie trzeba się wzajemnie słuchać, nie robić żadnych tajemnic. Być szczerym. My tak robimy od lat do dziś. Mamy szczęśliwie życie. Rozumiemy się, szanujemy i kochamy. Wszystkim młodym mówimy, żeby się nie kłócić!

Reklama

50-lecie ślubu

Podróże

Regina: W naszym życiu dużo podróżowaliśmy. Dużo zwiedzaliśmy. Byliśmy we Francji, bo tam mieszkała moja ciocia. Jeździliśmy też do Belgii i do Niemiec. Wszystkim szczerze zalecam podróżowanie. Nie rezygnujcie z tego, bo kiedyś przyjdzie czas, że nie będzie na to sił. Nasze córki też dużo jeżdżą, i to od małego. Młodsza córka to prawie cały świat zwiedziła. Pojechała kiedyś do Londynu, tam pracowała jako pokojówka i zarobiła na kolejny wyjazd.

Tadeusz: Opowiem pani taką jedną przygodę. Jak raz wracaliśmy z Paryża, to ciocia i kuzynki obdarowały żonę paryskimi sukienkami. Ale aż tak, że bagażnik auta był pełen i jeszcze na dachu mieliśmy też pełno tych sukien. Kiedy przyjechaliśmy na polską granicę, a należy pamiętać, że wtedy była komuna i wszystko by należało oclić albo, nie daj Boże, oddać, celnik pyta się mnie, co ja tam mam tak naładowane wszędzie?! Już myślałem, że wszystko będzie nam trzeba wypakować lub nam zabiorą. Podszedłem do niego jednak i pytam: czy był pan kiedykolwiek z żoną na urlopie? Na wakacjach? Był pan? W Paryżu padał cały czas deszcz i żona ani jednej nie ubrała, tak jak je zabraliśmy tak je przywiozła nieruszone teraz do domu... Celnik machnął ręką, westchnął ze współczuciem i mówi: jedź pan dalej.

Poczucie humoru

Tadeusz: Mam ogromne poczucie humoru, zawsze takie miałem. Widzę, że czasem pani nie wie, czy mówię poważnie, czy na żarty, prawda?

Regina: Między innymi dlatego mąż mi się tak bardzo spodobał. Jego poczucie humoru bardzo pomagało w trudniejszych chwilach. Zjednuje sobie tym ludzi.

Kapelusze i savoir vivre

Regina: Kapelusze uwielbiam ponad wszystko, jeśli chodzi oczywiście o modę. Mam ich ponad dwadzieścia. Moja prababcia nosiła kapelusze, moja babcia nosiła kapelusze, moja mama nosiła kapelusze, ja noszę kapelusze i nasze córki też. Odziedziczyliśmy to jedna po drugiej chyba. Kapelusz dodaje szyku i można odpuścić sobie trochę z fryzurą [śmiech]. Jak byłam teraz u lekarza na badaniu kontrolnym, to pan doktor dziwił się, że na mój wiek tak dobrze wyglądam. Swoją cerę zawdzięczam także zapewne uwarunkowaniom genetycznym. Proszę mi uwierzyć, że pomadkę używałam od zawsze, nawet mając zaledwie 20 lat. Używam jej do dziś. Ale na twarz kładę od lat tylko i wyłącznie krem nivea. Teraz trochę pudru od czasu do czasu. A gości zawsze przyjmuję w butach, inaczej kultura mi nie pozwala.

Życie codzienne

Tadeusz: My cały czas spędzamy razem. Nie rozstajemy się praktycznie ani na chwilę.

Regina: Często, jak tylko pogoda nam na to pozwala, spacerujemy na promenadzie, koło której teraz mieszkamy. Zawsze idziemy pod rękę, mąż jest bardzo szarmancki. Poza tym mąż dużo czyta, szczególnie wieczorem. Lubi właściwie każdą literaturę, ale czyta też dużo prasy. Ogląda telewizję, przede wszystkim sport i gry typu teleturnieje wiedzy. Oczywiście zna większość odpowiedzi.

Tadeusz: Mamy wspaniałe życie! Mamy siebie!

Dom państwa Korczak to skarbnica wspomnień

Plan na dziś

Regina: Sprawdzę w kalendarzu. Dziś idziemy do siostrzenicy na kawę na 15:30.

Tadeusz: Renia, a ubierać krawat i marynarkę?

Regina: Tadzik. No jak nie!? Zawsze nosisz, a teraz się pytasz! Ubierać! Nigdy nie zrezygnowaliśmy ze spotkań społecznych ani towarzyskich. Stale mamy kontakt z ludźmi, znajomymi i przyjaciółmi. To bardzo ważne, by się nie zamykać w mieszkaniu i sobie, bo wtedy to już jest „kaplica”. To żadne życie w samotności. Takie umieranie za życia. Wtedy nie ma motywacji, żeby się ubrać, uczesać, bo to tak już jest. Jedno jest ważne na emeryturze - nie wolno siedzieć w domu.

Bóg

Regina: Jesteśmy bardzo wierzący i myślę, że to Bóg dał nam siebie, pozwolił nam się poznać i dał wiele lat w zdrowiu i szczęściu. Myślę, że ten Ktoś tam u góry dobrze tym wszystkim zarządza.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/02/2025 09:15
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gajka - niezalogowany 2021-04-01 11:21:53

    Piękne życie, piękna miłość i piękne wspomnienia.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dobra znajoma - niezalogowany 2021-04-01 12:18:06

    To cudowni LUDZIE. Każdy kontakt z Nimi to była wielka przyjemność! Naprawdę nie znam małżeństwa równie uroczego, pogodnego, barwnego, a przede wszystkim szanującego się. Ona zawsze elegancka i życzliwa, On zawsze szarmancki i dowcipny. Wielka szkoda, że Pani Reginka została sama.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Złotowianka - niezalogowany 2021-04-01 12:26:09

    Takich małżeństw już nie ma, moi nieżyjący już dziadkowie też mieli do siebie szacunek i chociaż nie było im łatwo nigdy nie słyszałam żeby się kłócili albo wyzywali kogoś

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości