Prosi o pomoc, bo dzieci muszą mieć wszystko za darmo, również te żyjące w złotych klatkach. I choć odmowa boli, to dziękuje za nią z uśmiechem. Z Anna Olszanowską, prezes TPD w Krajence, rozmawia Łukasz Opłatek
Pani Anno, kto jest przyjacielem dziecka?
Trudne pytanie. Może ktoś, komu chce się działać i robić coś dla dzieci. Ktoś, kto daje tylko dziecku pieniądze to nie jest przyjaciel. Dziecko lubi się przytulić, pożartować, wspólnie pohasać. Te wszystkie osoby i instytucje, które z nami współpracują, są przyjaciółmi dzieci.
Pani ma dużo przyjaciół wśród dzieci?
Myślę, że tak. Jak idę z domu do swojej mamy, to potrzebuję półtorej godziny. Bo dzieci podbiegną, przytulą się, opowiedzą, co było w szkole.
Jak zaczęła się Pani przygoda z TPD?
Towarzystwo Przyjaciół Dzieci działało tutaj wiele lat, gdy ja jeszcze chodziłam tu do szkoły. Potem zawiesiło działalność, a w 2004 roku Maria Piszczek i panie z opieki społecznej na nowo powołały je do życia. Pani Marysia organizowała tu różne imprezy, ale z czasem stwierdziła, że nie potrafi znieść zbywania i niegrzecznych odpowiedzi ludzi.
[[reklama]] I zrezygnowała, a na jej miejsce członkinie Towarzystwa wybrały Panią. Dlaczego?
Może dlatego, że lubię dzieci.
To chyba jak wszyscy w TPD?
(śmiech) Może dlatego wybrano mnie, że nie boję się pracy społecznej. Wcześniej niewiele się udzielałam społecznie, bo mam niepełnosprawną córkę i jej poświęcałam więcej czasu. Wie pan, czasem jest tak, że nie chce się ludziom działać na pierwszej linii. Jak Pani Marysia wytypowała mnie, to wszystkie koleżanki były jak najbardziej za. A mi szkoda też było tego, co zaczęła pani Marysia. Już wtedy zaczął działać program pomocy żywnościowej z Unii. To był zalążek powołania TPD, bo tym mogły się zajmować tylko organizacje pozarządowe.
Rozdzielając żywność z Programu Unijnego PAED miała Pani kontakt z najbardziej potrzebującymi mieszkańcami gminy. To trudna praca.
Są ludzie, którzy przychodzą, bo potrzebują, ale i tacy, którzy przychodzą, bo dają. Biorą, czy im się to należy, czy nie. Czasami tak było, ale my nie mogłyśmy tego weryfikować – robiła to później opieka społeczna. Ale jak przyszedł do mnie mężczyzna z prośbą, bo stracił pracę, a ma czwórkę dzieci, to nie mogłam tego zostawić.
Pamięta Pani swoją pierwszą decyzję na stanowisku prezesa TPD?
To było podpisanie umowy z Pilskim Bankiem Żywności na kontynuację akcji, a potem Mikołajki. Jeśli chodzi o żywność, to po krótkim czasie miałam dwie kontrole z Poznania i nie zapomnę pytania: dlaczego jedna rodzina dostała kilogram mąki więcej niż inne? A ja zapytałam, jak mam podzielić ten kilogram na tysiąc osób?
To miała Pani od razu ciężką przeprawę.
Wiem co to odpowiedzialność i nie boję się konsekwencji decyzji. Myślę, że jestem twarda przez tę walkę o zdrowie mojej niepełnosprawnej córki. [[nowa_strona]] Zastanawiam się, jak bardzo trzeba kochać ludzi i lubić im pomagać, by przez lata poświęcać im swój prywatny czas...
Bardzo, a mi to sprawia ogromną radość. Zawsze tak sobie mówię, że jak daję dobro komuś, to to dobro do mnie wróci. Kiedyś w ten sposób nie myślałam, a teraz dopadają mnie takie ideały. Człowiek się starzej chyba (śmiech).
Podstawowym zadaniem TPD jest jednak pomoc dzieciom. Za Pani kadencji słowo to nabrało szerszego znaczenia.
Chciałam pomagać dzieciom, ale nie mogłam się pogodzić z tym, że TPD bierze pod swoją opiekę tylko dzieci z rodzin niewydolnych wychowawczo, niepełnosprawnych, biednych. A ja uważam, że dzieci żyjące w złotej klatce, które mają wszystko, też potrzebują zainteresowania, zachęcenia do wspólnej zabawy. To mnie nakręciło i chciałam to zmienić. [[reklama]] Wszystkie dzieci nasze są, tak?
Nie powinno być tu granic, podziałów. Moim zdaniem charaktery dzieci, które mają wszystko, się wypaczają.
Jako prezes TPD jest Pani na pierwszej linii ognia. To Pani prosi o darowizny, o finansowe wsparcie imprez dla dzieci. Jak Pani to robi?
Tak jak teraz, z uśmiechem na ustach (śmiech). Wie pan, kiedyś powiedziałam mojej córce: jak idziesz po szkole i widzisz nauczyciela, którego nie lubisz, to uśmiechnij się do niego. On na pewno uśmiechnie się do ciebie i zaraz będzie inaczej. Tak robię ja. Jak załatwiam pieniążki, to z uśmiechem. Ludzie nie umieją prosić, ludzie żądają i może dlatego nie uzyskują tego, co ja uzyskuję.
Mimo to odmowy się zdarzają. Jak Pani na nie reaguje?
Dziękuję i mówię, że rozumiem trudną sytuację firmy. I że przyjdę za rok.
Rozumiem, daje Pani szansę na przyzwyczajenie się do tej myśli, że TPD znowu poprosi.
Dokładnie. A wie pan, że potrzeba takiego czasu? Ludzie wiedzą, że przyjdę i głupio się czują z odmową, bo to dla dzieci.
Co Pani szczególnie zapadło w pamięć podczas takich zbiórek?
Negatywnie to, że ktoś mi kiedyś powiedział: dlaczego ciągle do mnie? Odparłam, że mi też jest trudno tutaj przyjść i prosić. Ja nie proszę dla siebie, tylko dla wszystkich dzieci. I ta osoba wyłożyła pieniążki. Ja oczywiście zawsze potem chodzę i dziękuję.
A pozytywne zaskoczenie?
Jedna osoba powiedziała, że nie ma, ale da, bo była na naszej imprezie, widziała, jak to perfekcyjnie jest zrobione i da choćby ostatni grosz.
[[nowa_strona]] I co Pani czuje w takich momentach?
Siłę. Siłę na następną imprezę. Szczególnie działają tak na mnie uśmiechy dzieci.
Także tych nastoletnich? TPD bierze pod swoje skrzydła dzieci od przedszkola po gimnazjum, prawda?
Tak, ktoś mi nawet kiedyś zarzucił, że gimnazjaliści to za daleko. Ale oni potrzebują jeszcze tego zainteresowania i potraktowania czasem jak dziecko.
Takie podejście przekłada się na coraz większe zainteresowanie Państwa imprezami. Kilka lat temu dzieci spoza Krajenki właściwie nie uczestniczyły w Dniach Dziecka.
Ja kiedyś nawet poprosiłem dyrektora szkoły i burmistrza, żeby wysłali po dzieci ze wsi autobusy, bo może one nie mają czym przyjechać. I te autobusy wróciły puste. [[reklama]] Tegoroczny Dzień Dziecka przyciągnął jednak tłumy.
Bo działa poczta pantoflowa. Jeden drugiemu przekazał, że fajne są zawody wędkarskie, które organizujemy, że fajny jest Dzień Dziecka. To się samo napędza. Podczas Dni Dziecka założyłam sobie, że co roku musi być jedna atrakcja więcej. Pomaga mi w tym straż pożarna, policja, nigdy nikt mi nie odmawia.
Podobno jest Pani perfekcjonistką. Wszystko musi mieć swój czas i miejsce. Porządek ponad wszystko.
Jak się coś robi, to nie można tego robić na odczepnego, żeby potem odnotować sobie, że się odbyło. Ja muszę mieć harmonogram, muszę wiedzieć, gdzie co będzie poustawiane, ile czasu mi to zajmie. Nie jestem pedantyczna, jestem perfekcjonistką.
To dobrze?
Myślę, że dobrze. Wie pan dlaczego, bo opinia jest taka, że Dzień Dziecka to jest najlepsza impreza w gminie. Wydaje mi się, że samorządowi też zależy na tej imprezie.
To widać po pieniądzach, jakie TPD miało na organizację tego dnia – 17,5 tys. złotych. To dużo, prawda?
Tak, ale tyle potrzeba, żeby to tak wyglądało, gdyż ceny atrakcji są bardzo wysokie. Jeśli miałoby ich nie być, to wolę nie robić w ogóle.
Pani woli iść w jakość, nie w ilość, bo dzieci trudniej nabrać?
Wolę zrobić coś raz a porządnie. Dziecko jest prawdomówne i powie, co myśli. Dlatego zadowolić dzieci jest o wiele trudniej. Dlatego też u nas jest wszystko za darmo, żeby to był prawdziwy Dzień Dziecka. Żeby dzieci nie tupały przy rodzicach, że chcą kolejne pięć złotych.
[[nowa_strona]] A Pani na kogo tupie? Zakładam, że dobrała sobie Pani dobrych współpracowników.
W TPD, które ja przejęłam, zostały osoby, które wytypowały placówki oświatowe z terenu gminy, a powoli dołączały kolejne. Widziały, że to co robimy jest potrzebne, wpływa pozytywnie na nasze środowisko, a ranga TPD jest wysoka.
A osoby spoza środowiska nauczycielskiego? One też się angażują w prace TPD?
Muszę z przykrością przyznać, że inne osoby rzadko chcą działać. Dopiero od niedawna w nasze prace angażują się ludzie spoza kręgu nauczycielskiego. [[reklama]] Bo społecznik to gatunek na wymarciu?
To się wiąże z pogonią za pieniędzmi. Czasami ludzie pracują na dwóch etatach i zmęczenie nie pozwala im na pracę społeczną.
Pani po tych ośmiu latach jest zmęczona?
Ja od kilku lat prowadzę Towarzystwo, organizuję Dni Dziecka i czuję już zmęczenie. Ale jak podchodzi do mnie dziecko i pyta: Pani Aniu, można się zapisać na zawody wędkarskie na przyszły rok, to mija. I jak tu można zrobić sobie przerwę, żeby odpocząć?
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze