Spotkanie z misjonarzem odbyło się w czwartek 22 października. Opowiadanie o dalekim kraju ks. Adam rozpoczął od jego przedstawienia. Stolica - Port Moresby, liczba ludności - niecałe 6 mln mieszkańców, powierzchnia - nieco ponad 462.000 km2 (w tym 2800 wysp), najwyższy szczyt - Góra Wilhelma 4509 m n.p.m., a na fladze tego kraju widnieje rajski ptak - tyle suchych faktów. Dalsza część opowieści dotyczyła już zdarzeń, które podczas dziewięciu lat pobytu misjonarz przeżył oraz jego obserwacji dotyczących miejscowej ludności. Ta żyje skromnie, utrzymując się głównie z rolnictwa (85% społeczeństwa). Mięso jest tam rzadko jadane - do tego stopnia, że jeśli ktoś je komuś ukradnie (zwłaszcza jeszcze żywe) - czeka za to surowa kara. Rozwój cywilizacyjny jest daleki od tego znanego z Europy. Często wykorzystywane są jeszcze narzędzia ręcznie robione z drewna czy kamienia, nierzadko łączone sznurem wykonanym z włókien roślinnych. Na dowód ks. Adam zaprezentował papuaską siekierę, która ni jak ma się do tego, co zobaczyć można w marketach budowlanych. Drogi są kiepskiej jakości - zdecydowanie zaleca się korzystanie z aut terenowych, jeśli kogoś na to stać. Ciekawostką jest, że najlepszą walutą w Papui Nowej Gwinei są świnie. Płaci się nimi odszkodowania za wypadki komunikacyjne - nawet śmiertelne lub wchodzą one w ramach posagu panny młodej, która trafia pod dach domu swojego męża. We wsiach, miejscowościach rządzi tzw. „Big Man”, czyli odpowiednik naszych wójtów i burmistrzów, wybierany niekoniecznie demokratycznie. Takiego człowieka rozpoznać można po charakterystycznej, kolorowej, wełnianej czapce. Podobnej nikt inny nie ma prawa nosić.

Opowieści ks. misjonarza dzieci słuchały z zaciekawieniem. Zadawały też pytania
Działalność ewangelizacyjna też zaczyna się od rozmowy z „Big Man’em”. Jeśli on uzna, że wiara katolicka jest dobra, chrzest w ślad za nim chce przyjąć każdy mieszkaniec miejscowości, co znajduje odzwierciedlenie w metrykach. - Gdy w nie zerkałem zdarzało się, że jednego dnia chrzest przyjęło ponad sto osób. Wyobraźcie sobie, jak wielkie to musiało być wydarzenie - mówił ks. Adam. Praca misjonarzy wymaga wielu poświęceń. Zdarza się, że na mszę nie uda się dojechać, bo droga po deszczach zamieniła się w rwący potok, którym nie da się też popłynąć. Wtedy pozostaje czekać. Dzień, dwa, trzy... Papuasi mają sporo czasu. Ten płynie inaczej niż w naszej cywilizacji. - Jako księża mieliśmy możliwość przyjazdu do kraju raz na trzy lata, siostry zakonne, które też tam pracują, w rodzinne strony jeżdżą raz na dziesięć lat – specyfikę misyjnego poświęcenia wyjaśniał ks. Adam.
Spotkanie zakończyło wspólne śpiewanie i oglądanie eksponatów przywiezionych z Papui Nowej Gwinei. Furorę zrobił ks. Łukasz Krzewiński, wikariusz krajeńskiej parafii św. Anny, który ubrał się w papuaski strój ludowy.
Więcej zdjęć z tego wydarzenia znajdziesz w galerii:
[[gal=11841]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze