Reklama

Piękne oblicze straży

07/05/2012 00:00
Kiedyś bała się dźwięku strażackiej syreny, dzisiaj na sygnał zrywa się o każdej porze dnia i nocy. Razem z mężczyznami rusza z pomocą. Jest jedyną kobietą w ochotniczej jednostce w gminie Tarnówka, która jeździ do akcji

Weronika Bartosz od roku jest czynną druhną Ochotniczej Straży Pożarnej w Osówce. Od roku na równi z mężczyznami wyjeżdża do akcji i stara się w porę zapobiec nieszczęściu mieszkańców gminy Tarnówka. Jest jedyną kobietą w gminie, która bierze udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych.

Niepopularne wśród rówieśniczek


Przygodę ze strażą zaczęła w młodzieżowej drużynie OSP Osówka. Była jedną z kilku dziewcząt, które zapaliły się do strażackiego życia. Swego czasu na zawodach powiatowych zajęły nawet drugie miejsce. Zapału starczyło tylko Weronice. Z czasem drużyna się rozpadła i w straży została jedyną kobietą. – Dziewczyny mówią, że są za stare na taką zabawę, inne, że to siara – mówi wprost Weronika. – Dla mnie to coś więcej niż dodatkowe zajęcia, a już na pewno przynależność do straży nie jest wstydem. Im dłużej działam w jej strukturach, tym bardziej mnie to wkręca.

Zgodziłam się


Weronika od zawsze związana była ze strażą w Osówce. Często udzielała się przy strażackich działaniach. Była zawsze, gdy działo się coś ważnego w życiu miejscowej jednostki. Towarzyszyła kolegom na zawodach strażackich i szczerze im dopingowała. - Aż w końcu Dawid Jackowski i Tomek Liwcza zapytali, czy nie chcę iść na kurs przygotowujący dla strażaków – ochotników. Zgodziłam się – opowiada Weronika. Bez problemów zdała testy i od roku na równi z mężczyznami może wyjeżdżać do akcji.

Chrzest ogniowy


Weronika jest ochotniczką dopiero z rocznym stażem, a już zdążyła posmakować strażackiego życia. Do pierwszej akcji pojechała na wezwanie mieszkańców, którzy prosili o zdjęcie gniazda os. – Bałam się, zastanawiałam, czy jechać, ale ciekawość i chęć sprawdzenia się zwyciężyły – przyznaje 22-latka. Druga akcja, do której wyjechała, była o wiele poważniejsza - pożar domu jednorodzinnego w Tarnówce. Mieszkańcy stracili w nim dobytek życia, a Weronika po raz pierwszy w życiu zobaczyła, na czym naprawdę polega praca strażaka. – To był szok. Strasznie się bałam, ale chciałam pomóc. Na początku koledzy odsuwali mnie od działania, bali się o mnie, ale w końcu pozwolono mi wejść do budynku. Potem traktowali mnie na równi z innymi.

Przerażający widok płonącego domu nie zraził ani nie przestraszył młodej kobiety, wręcz przeciwnie. – Od tamtej pory jestem praktycznie na każdej akcji, a i koledzy z jednostki zaczęli mnie inaczej traktować. Na początku odsuwali mnie od działania, teraz jestem dla nich chyba równym partnerem – wyznaje Weronika, dodając, że dzisiaj nie ma znaczenia, czy jest to dzień, czy środek nocy. – Gdy słyszę dźwięk strażackiej syreny we wsi, biegnę do remizy. Nawet gdy nie zdążę dotrzeć na czas, często jadę na miejsce samochodem. To jest silniejsze ode mnie – dodaje mieszkanka Osówki.

Jedna rodzina

Do straży Weronikę przyciągnęła nie tylko adrenalina towarzysząca akcjom, ale także niespotykana gdzie indziej atmosfera i zgrana grupa ludzi. – Tworzymy jedną drużynę – potwierdza młoda druhna. – Ludzie robią wszystko razem. Nie trzeba nikogo prosić ani namawiać. To mi się w straży bardzo podoba – przyznaje, dodając, że cieszy ją również fakt, że może komuś pomagać, że jest potrzebna.

A. Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości