Kiedyś bała się dźwięku strażackiej syreny, dzisiaj na sygnał zrywa się o każdej porze dnia i nocy. Razem z mężczyznami rusza z pomocą. Jest jedyną kobietą w ochotniczej jednostce w gminie Tarnówka, która jeździ do akcji
Weronika Bartosz od roku jest czynną druhną Ochotniczej Straży Pożarnej w Osówce. Od roku na równi z mężczyznami wyjeżdża do akcji i stara się w porę zapobiec nieszczęściu mieszkańców gminy Tarnówka. Jest jedyną kobietą w gminie, która bierze udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych.
Niepopularne wśród rówieśniczek
Przygodę ze strażą zaczęła w młodzieżowej drużynie OSP Osówka. Była jedną z kilku dziewcząt, które zapaliły się do strażackiego życia. Swego czasu na zawodach powiatowych zajęły nawet drugie miejsce. Zapału starczyło tylko Weronice. Z czasem drużyna się rozpadła i w straży została jedyną kobietą. – Dziewczyny mówią, że są za stare na taką zabawę, inne, że to siara – mówi wprost Weronika. – Dla mnie to coś więcej niż dodatkowe zajęcia, a już na pewno przynależność do straży nie jest wstydem. Im dłużej działam w jej strukturach, tym bardziej mnie to wkręca.
Zgodziłam się
Weronika od zawsze związana była ze strażą w Osówce. Często udzielała się przy strażackich działaniach. Była zawsze, gdy działo się coś ważnego w życiu miejscowej jednostki. Towarzyszyła kolegom na zawodach strażackich i szczerze im dopingowała. - Aż w końcu Dawid Jackowski i Tomek Liwcza zapytali, czy nie chcę iść na kurs przygotowujący dla strażaków – ochotników. Zgodziłam się – opowiada Weronika. Bez problemów zdała testy i od roku na równi z mężczyznami może wyjeżdżać do akcji.
Chrzest ogniowy
Weronika jest ochotniczką dopiero z rocznym stażem, a już zdążyła posmakować strażackiego życia. Do pierwszej akcji pojechała na wezwanie mieszkańców, którzy prosili o zdjęcie gniazda os. – Bałam się, zastanawiałam, czy jechać, ale ciekawość i chęć sprawdzenia się zwyciężyły – przyznaje 22-latka. Druga akcja, do której wyjechała, była o wiele poważniejsza - pożar domu jednorodzinnego w Tarnówce. Mieszkańcy stracili w nim dobytek życia, a Weronika po raz pierwszy w życiu zobaczyła, na czym naprawdę polega praca strażaka. – To był szok. Strasznie się bałam, ale chciałam pomóc. Na początku koledzy odsuwali mnie od działania, bali się o mnie, ale w końcu pozwolono mi wejść do budynku. Potem traktowali mnie na równi z innymi.
Przerażający widok płonącego domu nie zraził ani nie przestraszył młodej kobiety, wręcz przeciwnie. – Od tamtej pory jestem praktycznie na każdej akcji, a i koledzy z jednostki zaczęli mnie inaczej traktować. Na początku odsuwali mnie od działania, teraz jestem dla nich chyba równym partnerem – wyznaje Weronika, dodając, że dzisiaj nie ma znaczenia, czy jest to dzień, czy środek nocy. – Gdy słyszę dźwięk strażackiej syreny we wsi, biegnę do remizy. Nawet gdy nie zdążę dotrzeć na czas, często jadę na miejsce samochodem. To jest silniejsze ode mnie – dodaje mieszkanka Osówki.
Jedna rodzina
Do straży Weronikę przyciągnęła nie tylko adrenalina towarzysząca akcjom, ale także niespotykana gdzie indziej atmosfera i zgrana grupa ludzi. – Tworzymy jedną drużynę – potwierdza młoda druhna. – Ludzie robią wszystko razem. Nie trzeba nikogo prosić ani namawiać. To mi się w straży bardzo podoba – przyznaje, dodając, że cieszy ją również fakt, że może komuś pomagać, że jest potrzebna.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze