Reklama

Pielgrzymka z parafii pw. św. Trójcy powróciła niedawno z Meksyku

08/03/2016 17:15
To nasza najdalsza i obfitująca w najwięcej wrażeń kulturowych i duchowych - mówią pielgrzymi

Na koniec świata

Ta niezwykła wyprawa czternastoosobowej grupy z Łobżenicy do oddalonego o 10 tys. kilometrów Meksyku rozpoczęła się 30 stycznia i trwała dziesięć dni.

Musieliśmy dotrzeć do Gdańska, bo tam dołączaliśmy do grupy pielgrzymów z Kaszub. Ponieważ był to wyjazd zorganizowany na 25-lecie Katolickiego Biura Pielgrzymkowego takich 45-50-osobowych grup pod przewodnictwem księży i biskupów było aż sześć, co zdarza się bardzo rzadko i co później, gdy byliśmy w Guadalupe, zaowocowało naprawdę historycznym wydarzeniem

Reklama

– mówi ks. kanonik Karol Glesmer, proboszcz parafii w Łobżenicy.

Pielgrzymi z lotniska w Gdańsku dotarli do portu lotniczego we Frankfurcie nad Menem. Po przesiadce i dwunastu godzinach lotu ich oczom ukazało się Mexico City - pierwszy z przystanków podróży.

To niewyobrażalnie ogromne miasto, w którym mieszka 20 milionów ludzi. Nawet z okien samolotu nie widać, gdzie sięgają jego granice

– mówi dr Stanisław Bolanowski, uczestnik wyprawy. Choć Meksyk leży jeszcze w Ameryce Północnej, daleko mu do obyczajów przyjętych w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie. Panuje tam iście południowy klimat.

Reklama

Europa, nie Europa?

Pierwsze wrażenie po wyjściu z lotniska było takie, że chyba wsiedliśmy nie do tego samolotu i wylądowaliśmy w Hiszpanii. Uderzała podobna, południowoeuropejska architektura, podobnie wyglądający i mówiący do Hiszpanów ludzie

– stwierdza ks. Karol. O tym, że to nie Europa świadczyć mógł jednak wiek tych ludzi.

Dopiero tam widać, w jakim stopniu nasz rodzimy kontynent się starzeje. Trudno u nas, nawet w dużych miastach, w jednym miejscu, w jednym czasie, bez skrzykiwania jakiejś akcji spotkać tyle młodych małżeństw, tyle młodych rodzin, które mają tyle dzieci - dodaje proboszcz.

Reklama

VW Garbus to jeden z symboli Meksyku

Meksyk od Europy w dużej mierze różni się też motoryzacyjne.

Królują tam amerykańskie auta. Te współczesne i te bardzo już wiekowe, zachowane w przepięknym stanie lub takie, które u nas dawno trafiłaby na złom, jednak nikt, z policją włącznie, nie zwraca na to uwagi. Jeździ, to jeździ

– wspomina Stanisław Bolanowski. Na drogach można spotkać też całe mnóstwo vw garbusów, które produkowane były w Meksyku od 1973 aż do 2003 roku! Co ciekawe w tym kraju, jeśli chce się jeździć autem osobowym nie potrzeba zapisywać się na kurs ani zdawać państwowego egzaminu. Wystarczy[[pay]] 35 dolarów, zdjęcie, wizyta w urzędzie, który wystawi dokument i to wszystko. Być może dlatego na ulicach panuje chaos i nikt nie przestrzega jakichkolwiek przepisów, nie zwraca uwagi na kolor światła sygnalizacji.

Reklama

Nasz kierowca, podobnie jak wszyscy dookoła, ciągle używał klaksonu. Nie było to jednak trąbienie ze złości, raczej sygnalizacyjne. Coś w rodzaju: „jadę autobusem, wiozę ludzi, a tu jest ciasno - uważajcie na mnie”. Do wszystkich też machał rękoma, szczerząc zęby

- mówi ks. Karol.

Ruchem często kieruje policja, której jest tam pełno, ale też robi to dość frywolnie

– wtrąca St. Bolanowski. Za to chętnie pozują do zdjęć, rzecz jasna z niewymuszonym uśmiechem.

Tam się wszyscy ciągle śmieją i każdy chce każdemu pomóc, nawet jeśli nie potrafi albo czegoś nie wie. Meksykanie są bardzo otwarci. W momencie, gdy nasz autobus nie mógł zmieścić się na jednym z wyjazdów, przestawili kiosk z lodami

Reklama

- dodaje.

To też kraj ogromnych kontrastów

– mówi ks. Karol. Biedy na tle bogactwa nie da się przeoczyć.

Nawet blask fasady całkiem niezłego hotelu nie jest w stanie ukryć śpiącego tuż obok w kartonie żebraka. - Osób, które proszą o wsparcie, jest tam całe mnóstwo

- dodaje. Jednak w tym brutalnym świecie rządzi nie szarość, a kolor. Od pstrych odcieni, które po horyzont wypełniają przestrzeń potrafią rozboleć oczy, ale nawet patrząc tylko na zdjęcia należy stwierdzić, że to wszystko ze sobą w jakiś sposób współgra, pasuje do siebie.

Reklama

Stoisko z lodami po meksykańsku, czyli skrószony lód serwowany z sokami owocowmi. Przypomina to europejski sorbet

Inne niż na starym kontynencie są też smaki.

Jeśli ktoś ogląda programy Wojciecha Cejrowskiego można tylko powiedzieć, że miał on rację. Najlepsze meksykańskie jedzenie można zjeść z budki, stoiska na ulicy. Jest smacznie i bardzo tanio. Polecić można zwłaszcza tacos, czyli placek kukurydziany, w który zawijane są dodatki jakie tylko danego dnia są dostępne. Danie jest komponowane indywidualnie

Reklama

– mówi ks. Karol Glesmer. Podobnie jak o ośrodkach ruchu drogowego, w Meksyku nikt nie słyszał o sanepidzie. Gdyby było inaczej skończyłoby się to zapewne zamknięciem 98% miejsc serwujących dania albo zawałem serca inspektorów kontrolnej jednostki.

Nikt z naszej pielgrzymkowej grupy, kto próbował innych niż hotelowe dań, się nie rozchorował

– śmieje się dr Bolanowski. Dla tych, dla których tacos to zbyt mała egzotyka, Meksyk posiada ogromne pokłady smażonych na gorącym tłuszczu owadów i larw.

Traktuje się to tam jak przekąskę, jak chipsy. Też próbowałem, smakuje nawet podobnie do chipsów, ale raczej nie polecam

Reklama

– dodaje ze śmiechem ks. Karol.

Chociaż nocne życie jest tam bardzo ożywione nie spotka się pijanego człowieka. Sklepowe półki, w przeciwieństwie do tego co jest u nas, nie mienią się setkami butelek z alkoholem. Alkohol jest tam trudno dostępny

- mówi Aleksander Tadych.

BHP... jakie BHP

Wiara

Ponieważ łobżeniccy pielgrzymi dotarli do Mexico City w sobotni wieczór, następnego dnia czekała ich msza święta w Katedrze Metropolitalnej w historycznej części miasta.

To ogromna, przepiękna świątynia. W Meksyku panuje silny kult Maryi. Domy są biedne, ludzie są biedni, ale nawet pomimo tego tym co mają dzielą, się ofiarowują na chwałę Bogu. Kościoły zalane są świeżymi kwiatami. Zachwycają też przepychem

Reklama

- swoimi spostrzeżeniami dzieli się Aleksander Tadych.

U Meksykanów widać też niesamowitą szczerość i ekspresję w wyznawaniu wiary. To nie jest wyreżyserowane. Nie wstydzą się wiary

– dodaje.

To było widać zwłaszcza dwa dni później, kiedy na święto Ofiarowania Pańskiego pojechaliśmy do Guadalupe, czyli do miejsca objawienia w 1531 roku Matki Boskiej uznawanej za patronkę obu Ameryk. U nas tego dnia zapala się w kościołach świece, oni natomiast przychodzą z figurkami Dzieciątka, które często przypominają lalki. Odświętnie ubrani kroczą z tym dumnie przez miasto. Nie wstydzą się, co u nas nie byłoby już tak oczywiste. Co więcej, wizerunek Matki Bożej jest wszędzie. Na domach, w samochodach, na straganach, w sklepach, w taksówkach. Często towarzyszy mu też flaga. Meksykanie nie wstydzą się swojej wiary i tradycji, czczą ją i cieszą się tym. Sporo ludzi a nawet rodzin z dziećmi w kościele po prostu są, nigdzie się im nie spieszy.  To zupełnie inny od naszego świat, o czym może świadczyć fakt, że nawet ateistom po wizycie tam zdarza się mówić, że należą do Guadalupe

Reklama

– dostrzega ks. Karol.

Grupa po mszy w katedrze w Guadelupe. Po raz pierwszy zdarzyło się, że polscy pielgrzymi mogli odprawić mszę przed głównym ołtarzem

W katedrze w Guadalupe doszło też do wspomnianego historycznego wydarzenia.

Nasza pielgrzymka, ponieważ było nas tam ponad 200 osób, a to naprawdę ewenement, by aż tylu pielgrzymów z jednego kraju w jednym czasie tam przyjeżdżało, jako pierwsza w historii mogła przed ołtarzem głównym odprawić mszę w języku polskim

– mówi proboszcz. Wcześniej msze narodowe były odprawiane jedynie w kaplicach bocznych.

Majowie, Aztekowie

Program pielgrzymki nie ograniczał się jedynie do Mexico City. Pielgrzymi z Łobżenicy odwiedzili także m.in. Taxco, czyli miasto srebra, byli też w kompleksie piramid Cholula, będących spuścizną po kulturze Majów i Azteków.

Mówi się, że to chrześcijanie, a dokładniej hiszpańscy konkwistadorzy wycięli w pień tę cywilizację. Warto jednak pamiętać, że ich dotarcie do brzegów Ameryki poprzedziło zjawisko, które badaczom do dzisiaj trudno jest wyjaśnić. Otóż w zaledwie kilka tygodni, gdy przedstawiciele tych starożytnych cywilizacji uznali, że ich bóg deszczu żąda ofiary potrafili wyrwać serca i masakrować zwłoki 20 tys. ludzi. Do dzisiaj można oglądać tam misy, w który te serca składowano. Wspinając się na piramidy przed oczami migają brutalne obrazy z filmu Apocalypto. Najpewniej ten widok sprawił, że kolonizatorzy uznali, że takie zjawisko należy wytępić, że tych ludzi trzeba nawracać, cywilizować. Od naszego przewodnika dowiedzieliśmy się też, że Indianie przetrwali do dzisiejszych czasów głównie dzięki temu, że jednemu z nich ukazała się Matka Boska z Guadalupe, która dała początek tak silnej do dzisiaj w nich wierze. Będąc tam warto odwiedzić ich kościoły

– opowiada ks. Karol. Pielgrzymkę zakończył pobyt w Acapulco.

W święto Ofiarowania Pańskiego Meksykanie nie idą do kościoła ze świecami, lecz figurkami Dzieciątka, które przypominają lalki

Trudno było wrócić do kraju po tamtejszych upałach. Martwiłem się, żeby w Polsce nie panowały ujemne temperatury

– żartuje A. Tadych. Łatwo nie było też przez siedmiogodzinną różnicę w czasie.

Jaki cel następnym razem obiorą pielgrzymi? Już zapowiadane są letnie wyjazdy, najpierw do czeskiej Pragi, a później do Grecji.

Foto: ks. K. Glesmer,
St. Bolanowski[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama