Z domu wychodzi tylko w pełnym rynsztunku - uczesana, w makijażu i w przemyślanym stroju. - Zwycięstwo w drugiej edycji Metamorfoz zobowiązywało. Czułam na sobie wzrok przechodniów - mówi Ewelina Bartosz z Piecewa
Za nami trzecia edycja Metamorfoz. Trzecia edycja i siedem kolejnych kobiet, które miały szansę na profesjonalną poradę dotyczącą wizerunku oraz szansę, aby na dobre zmienić podejście do własnego ciała, zacząć pracować nad nim i lepiej czuć się we własnej skórze. Lepiej wyglądać dla siebie i bliskich. Taką szansę dostała już niemal trzydziestoosobowa grupa mieszkańców powiatu złotowskiego, w większości kobiet (był również jeden mężczyzna), która na przestrzeni minionych trzech lat poddała się metamorfozie. Ilu z nich zachowało metamorfozę, ilu wróciło do poprzednich przyzwyczajeń, a ilu nadal eksperymentuje i poszukuje nowego kierunku? Wracamy do wcześniejszych metamorfoz i sprawdzamy, jak potoczyło się życie kobiet po Metamorfozie. [[reklama]]
Dzisiaj rozmowa z Eweliną Bartosz z Piecewa, zwyciężczynią drugiej edycji Metamorfoz.
Jest kwiecień 2011 roku. Wygrywasz drugą edycję Metamorfoz. Ludzie zaczęli Cię rozpoznawać na ulicy?
Tak. Na początku było to dla mnie trochę dziwne i krępujące. Może dlatego, że nie lubię się fotografować, a moje zdjęcia pojawiły się w gazecie i w Internecie. Zdarzały się sytuacje, że ludzie oglądali gazetę, a chwilę potem wskazywali mnie palem, mówiąc: patrz, to ona, na co ja odwracałam się i wychodziłam. Na początku ucinałam temat, nawet jeśli ktoś ze znajomych chciał rozmawiać o tym, ale tylko na początku. Potrzebowałam trochę czasu. Dopiero później potrafiłam się zdystansować do tego medialnego szumu. Doszłam do wniosku, że wszyscy mnie już widzieli, nie ma co się kryć z tym. Wszyscy wszystko o mnie już wiedzieli, bo przeczytali w gazecie.
A jak było ze strojem? Wzięłaś sobie do serca porady, których udzieliła Ci Alicja Kulengowska, nasza wizażystka i stylistka?
Tak. Zaczęłam eksperymentować z kolorami. Przed metamorfozą ulubione moje kolory, czyli czerń i granat, zeszły na dalszy plan. Dowodem na to jest mój pierwszy zakup po finale – różowy płaszcz. Mój mąż był w szoku.
A jak było z nową fryzurą? Pamiętam, że fryzjerka znacznie skróciła je i rozjaśniła, wbrew Twojej zasadzie, że włosów lepiej nie tykać…
Tak, na tym punkcie zawsze byłam wrażliwa, dlatego tak bardzo obawiałam się wizyty u fryzjera. Przyznaję jednak, że był to duży przełom. Po finale eksperymentowałam z kolorem. Miałem odcienie brązu, blond, czerwienie.
W Twoim życiu pojawiły się kolory. A fasony strojów też są nowe?
Z tym nie miałam problemów, pomimo swojego ówczesnego rozmiaru starałam się tak ubierać, aby eksponować swoje atuty. Przyznaję jednak, że z kwadratowych i łódkowatych dekoltów przeszłam na stożki. Po metamorfozie robię zakupy świadomie, zastanawiam się i analizuję kolor i fason.
[[nowa_strona]] Pamiętam, że przez miesiąc ćwiczeń w klubie Kwadransowych Grubasów Justyny Gmurczyk znacznie schudłaś. Jak było po wszystkim z ćwiczeniami? Utrzymałaś formę?
Ćwiczyłam jeszcze przez dwa miesiące. Potem praca nie pozwoliła mi na bywanie na zajęciach, no a potem zaszłam w ciążę. Fabianek ma już dwa i pół miesiąca, a ja wracam na ćwiczenia do Justyny. Chcę wrócić przynajmniej do wagi sprzed ciąży. Przyznam, że nawet w ciąży pilnowałam się z jedzeniem.
Jak się czujesz jako młoda mama po raz trzeci?
Inaczej, dwoje starszych dzieci miałam bardzo wcześnie, rok po roku. Teraz jestem bardziej opanowana, spokojniejsza. Zależy mi na tym, żeby dobrze wyglądać, a nie jak zmęczona mama, dla której ostatnią rzeczą, o której myśli, jest jej wygląd. Wolę wstać pół godziny wcześniej i mieć ten czas, aby chociaż zrobić makijaż. Dzisiaj, po wygranej, czuję się w obowiązku, aby dobrze wyglądać. Z domu wychodzę uczesana, wymalowana, a przed wyjściem trzy razy potrafię się przebrać. Mąż czasem narzeka, że zanim gdzieś się wybiorę to potrzebuję minimum dwóch godzin na przygotowanie się, ale ja to lubię. Lepiej się czuję sama ze sobą. [[reklama]] Czy Metamorfoza zmieniła Twoje życie?
Stałam się bardziej otwarta, to na pewno. Choćby to miał być jeden dzień w tygodniu, to znajdę czas, aby wystroić się, wymalować i ładnie uczesać. Raz, ale konkretnie.
Warto było poddać się metamorfozie?
Na pewno. Nie żałuję. To był bardzo aktywny czas w moim życiu: praca, dom, dzieci, kosmetyczka, fryzjer, ćwiczenia, zdjęcia. Nawet nie wiedziałam, kiedy minęło półtora miesiąca. Potem brakowało mi tego tempa. To była przygoda.
Rozmawiała A. Głyżewska-Klofik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze