Nazywaną według dzisiejszej nomenklatury drogą wojewódzką numer 188 mknie karetka. Poczciwa Nysa z wymalowanym na drzwiach czerwonym krzyżem gna na sygnale w stronę szpitala w Złotowie. Na pokładzie wiezie Jana Waldowskiego, którego serce znów odmówiło posłuszeństwa. Mężczyzna trafia pod obserwację lekarzy – ci nie wróżą nic dobrego.
Ciśnienie nieoznaczalne. Proszę włączyć EKG
– da się słyszeć. Jego wykres nie wygląda dobrze. Rozpoczyna się masaż serca pacjenta. Tak wygląda początek filmu, który powstał na zlecenie Zarządu Głównego Ochotniczych Straży Pożarnych z okazji oddania na początku lat 80–tych do użytku krajeńskiego Domu Strażaka przy ulicy Floriańskiej.

Jedna z pierwszych scen. Jan Waldowski jest wieziony karetką do szpitala ze względu na chore serce
Wielu z nas wiedziało, że taki film powstał, bo starsze pokolenie strażaków do dzisiaj doskonale pamięta jego premierę w dawnym kinie przy dzisiejszym ośrodku kultury. Jednak na kilkadziesiąt lat ślad po tej produkcji zaginał, tak jakby się gdzieś rozpłynęła
– mówi prezes OSP w Krajence dh Andrzej Martin. Próby jej odnalezienia były podejmowane wielokrotnie.
Mieliśmy informację, że ktoś zrobił kopię, nagrywając projekcję w kinie na taśmę amatorską. Do tego materiału nie udało się dotrzeć. Nie było ważne dla nas nawet to, że miałby pewnie znikomą jakość, ale fakt, że udało by się to zarchiwizować
Reklama
– dodaje. Kopii filmu wyprodukowanego przez Wytwórnię Filmową „Czołówka” z Warszawy szukano także u źródła, jednak po wytwórni pozostało tylko wspomnienie.

Scena w której występuje chór strażacki pokazuje też salę główną Domu Strażaka przy Floriańskiej

Władysław Puzio z dumą dyryguje strażackim chórem
Szukała go też w swoim mieszkaniu Genowefa Waldowska, wdowa po druhu Janie – bezskutecznie
– mówi A. Martin. Nagły zwrot akcji nastąpił dwa miesiące temu, kiedy podczas remontu mieszkania pani Genowefy i kompletnym przewróceniu wszystkiego do góry nogami, w ręce jej syna Marka przypadkiem wpadły dwie sporych rozmiarów puszki filmowe z pożółkłą metryczką sygnowaną logiem „Czołówki”, wypełnione kilkoma metrami celulozowej taśmy filmowej.
Zadzwonił do mnie i powiedział, że chyba ma ten film. Nie mogliśmy tego sprawdzić, bo do tego potrzebny byłby profesjonalny projektor kinowy. Baliśmy się też, że możemy to zniszczyć
– mówi prezes krajeńskiej straży. Z pomocą przyszedł internet i warszawska firma, która zajmuje się rekonstrukcją tego typu rzeczy oraz przegrywaniem ich na nowoczesne nośniki.
Była chwila niepewności. Po kilku dniach zadzwonili, że taśma jest w bardzo dobrym stanie. Dodatkowo poprawili jeszcze cyfrowo jakość obrazu
– mówi Andrzej Martin. Tym samym w ubiegłą sobotę, w czasie zebrania walnego, po 33 latach, ponownie na dużym ekranie strażacy mogli obejrzeć, jak po raz trzeci – wreszcie skutecznie druhowie z Krajenki pod wodzą prezesa Jana Waldowskiego kończą budowę Dom Strażaka.

Waldowscy oglądają mieszkanie przy Floriańskiej. Pani Genowefa wskazuje mężowi ile jest jeszcze do zrobienia

W momencie przeprowadzki Waldowskich wybucha pożar. Ta scena była rzecz jasna wyreżyserowana
Fabuła filmu opiera się właśnie na tym, że ówczesny prezes OSP i emerytowany komendant rejonowy straży pożarnej Jan Waldowski trzykrotnie zabiegał o to, by strażacy mieli w Krajence swoje miejsce.
Następną po szpitalu sceną jest szeroka panorama Domu Strażaka przy Floriańskiej. Ze środka dochodzą śpiewy chóru, którym dyryguje Władysław Puzio. Akcja chwilę później przenosi się do domu Waldowskich, gdzie bohater filmu uspokaja płaczącego, najstarszego wnuka Łukasza Korczaka, obiecując mu, że następnego dnia pójdą razem do straży. Chwilę później można też rozpoznać Krzysztofa Waldowskiego – kolejnego z wnuków, który dziś działa w OSP w Krajence.
W jednej z początkowych scen filmowej kroniki do budynku Krajeńskiego Ośrodka Kultury, który według pierwszej koncepcji miał być remizą, wchodzą Jan Waldowski, Antoni Smodis, Eugeniusz Wójcik i Kazimierz Pipowski. Wita ich dyrektor domu kultury Tadeusz Szostek, który przynosi plastyczne prace najmłodszych mieszkańców miasta traktujące o działalności straży.
Cieszy nas, że tak o nas pamiętacie, ale pewien żal w sercu jest, bo to była nasza pierwsza budowa
– odpowiada mu z westchnieniem J. Waldowski.
Filmowcy udokumentowali także otwarcie pawilonu handlowego, mieszczącego się na tyłach KOK. To była druga z koncepcji miejsca dla krajeńskiej straży.
Budowaliśmy jeden dom – zabrano nam. Budowaliśmy drugi – oddajemy na dom towarowy. Budowaliśmy trzeci dom – sądzę, że tego trzeciego już nam nikt nie zabierze
– mówi do zgromadzonych na otwarciu mieszkańców druh Jan.

Spotkanie w pierwszym Domu Strażaka, przeznaczonym przez władze na Krajeński Ośrodek Kultury

Jan Waldowski przed otwarciem drugiego Domu Strażaka, który został przekazany na dom towarowy
Ekipa filmowa podczas festynu, na którym gra orkiestra OSP, przepytuje też mieszkańców, czy znają Jana Waldowskiego.
Pewnie! Oczywiście! Społecznik, zasłużony dla Krajenki!
– padają odpowiedzi. Przed kamerą w czasie 12 minut filmu pojawiają się m.in. Zdzisław Osowski, Bożena Lashman, Czesław Urbański, Zbigniew Holik, Brunon Baranowski, Marek Waldowski, Marek Korczak, Andrzej Borycki i wielu innych.

- Czy zna pan Jana Waldowskiego - reporter pytał ludzi na festynie. - A kto go w Krajence nie zna. Jest zasłużony - odpowiadali ludzie
Podczas sobotniego zebrania uśmiechy na twarzach widzów wywołała scena, kiedy Waldowscy oglądają nowe mieszkanie przy Floriańskiej. Pani Genowefie nie bardzo podoba się fakt, że nie wszystko jest skończone, że okna nieumyte, ściany niepomalowane, a już trzeba meble przewozić.
Wszystko się zrobi, pomału
– uspokaja J. Waldowski. Jednak zamieszanie wokół przeprowadzki mąci nagły wybuch pożaru. Do akcji wyjeżdżają prawie nowe wówczas: jelcz, który do dziś służy w OSP Augusotowo–Głubczyn i star, który do niedawna służył w Podróżnej.
Z tym pożarem wiąże się ciekawa historia. Nie trzeba być fachowcem, żeby stwierdzić, że ten film, który powstawał przez dwa tygodnie września 1983 roku, jest wyreżyserowany scena po scenie. Na potrzeby filmu podpalone zostały ruiny opuszczonego gospodarstwa na Pogórzu, jednak aby ten pożar wzniecić, trzeba się było nieźle natrudzić, bo palić się nie chciało
– wspomina A. Martin. Jan Waldowski patrzy na ten pożar, a w jego okularach odbijają się płomienie.
Żeby zrobić taki efekt filmowcy mieli przygotowaną pochodnię, którą podtykali mu niemal pod nos
Reklama
– dodaje prezes OSP. Wyreżyserowane nie były z pewnością problemy z sercem Jana Waldowskiego.

Odbicie ognia w okularach Jana Waldowskiego wywołane było trzymaną mu blisko trwarzy pochodnią

Akcję strażaków obserwuje wnuk Jana Waldowskiego - Krzysztof
Jak zdrowie dopisze to na tym Domu Strażaka nie będzie koniec. Mamy w planie jeszcze basen...
– mówi bohater filmu w ostatniej scenie. Jego głos zagłusza komentarz lekarza: – Pańskie serce nie pozwala na żadne prace.
No tak, ale to trudno się tak od razu przestawić o kilka stopni, jak człowiek był zaangażowany cały czas do tej działalności
– odpowiada mu druh Jan.
Oj, panie Waldowski, panie Waldowski...
– odpowiada lekarz.
Bohater reportażu zmarł dwa lata później, w 1985 roku.
Zasłabł tuż przed jednostką, serce nie wytrzymało
– dodaje Andrzej Martin.
Film „Sercem budowane” możesz obejrzeć poniżej:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Minęło tyle lat,a ja wciąż pamiętam ten moment,gdy karetka pędziła do szpitala.Wspomnienia powróciły,wzruszyłam się oglądając ten dokument.Jestem z ciebie dumna Tato,gdyż całe swoje życie i serce poświęciłeś Straży.Bardzo za Tobą tęsknię...Twoja córka Jola
Minęło tyle lat,a ja wciąż pamiętam ten moment,gdy karetka pędziła do szpitala.Wspomnienia powróciły,wzruszyłam się oglądając ten dokument.Jestem z ciebie dumna Tato,gdyż całe swoje życie i serce poświęciłeś Straży.Bardzo za Tobą tęsknię...Twoja córka Jola