Przynajmniej raz w ciągu dnia jest to dłuższy przystanek, w czasie którego można wyjść z pociągu i przespacerować się wzdłuż peronu. Na większych stacjach na peronach są kioski, w których można kupić żywność. Na dworce przychodzą też lokalni sprzedawcy różnych artykułów. Sprzedają je zazwyczaj z podręcznej torby. Niektórzy, są tak zorganizowani, że swój asortyment prezentują w wózku spod supermarketu. Jednak wbrew opisom na forach i w przewodnikach nie ma ich zbyt wielu. Warto jednak przed rozpoczęciem podróży zrobić sobie duże zakupy. Najlepiej w centrum handlowym przy dworcu, żeby nie trzeba było ich daleko dźwigać. Na większych stacjach na peronach są kioski, w których można uzupełniać braki. Ostatecznie można też co nieco dokupić u prowadnicy.
Kim jest prowadnica? W każdym wagonie dowodzi „prowadnica” lub „prowadnik”. Osoba ta kontroluje bilety przy wejściu do wagonu, dba o to, żeby każdy otrzymał świeży zestaw pościeli z małym ręcznikiem, sprząta w wagonie i toaletach, jest odpowiedzialna za bieżący dostęp do wrzątku w tzw. samowarze, na ok. godzinę przed stacją docelową informuje indywidualnie pasażerów o ich wysiadaniu z pociągu. Dodatkowo zwołuje swoich podróżujących z peronu, kiedy postój dobiega końca, później jeszcze weryfikuje wewnątrz wagonu, czy wszyscy powrócili. Są cztery klasy wagonów: „plackarnyj”, czyli bez przedziałów, w takim wagonie jest miejsc na 54 osób; „kupe” z przedziałami, jak standardowe polskie wagony z kuszetkami (4 kuszetki w przedziale, w tym 2 na piętrze), w wagonie jest 36 miejsc; „lux” przedziały 2-osobowe, bez piętrowo usytuowanych kuszetek, w wagonie jest 18 miejsc oraz „VIP” 8 miejsc z przestrzennymi przedziałami i prywatnymi łazienkami. W każdym wagonie, oprócz VIP, są 2 łazienki bez prysznica. Jest w nich ciepła woda oraz dostęp do prądu. Oprócz łazienki i miejsca przy wejściu do niej w wagonie jest również miejsce z dostępem do prądu. Spokojnie można naładować telefon, laptopa, czytnik e-booka, itp. Jest też wagon restauracyjny, ale panuje tam dość mroczna atmosfera. Obsługujący go mężczyzna nie zachęca do częstych wizyt. Siedzi tam zmęczony życiem i wiecznie pali papierosa, choć oczywiście palić w pociągu nie wolno. Nawet w restauracyjnym wisi tabliczka informująca, że palenie zabronione. Poza tym ceny w restauracyjnym menu są bardzo wysokie. Wobec całej opisanej sytuacji nie byliśmy częstymi gośćmi w tym wagonie.
W „plackarnyj”, czyli wagonie którym przyszło nam podróżować, wszyscy stanowią swoistą społeczność. Ludzie ze sobą rozmawiają, wspólnie jedzą posiłki (w niektórych przypadkach są to prawdziwe uczty). Jeżeli ktoś w nocy chrapie, to cała wspólnota jest narażona na ten dyskomfort. Da się jednak przeżyć, zawsze można mieć zatyczki, albo mp3 w uszach. Ostatecznie przy braku tych dwóch rzeczy będzie czas na odespanie w czasie tej długiej podróży. Niektórzy ludzie w zasadzie śpią przez większość czasu, jakby na czas przejazdu przechodzili w stan hibernacji, budzą się tylko po to, żeby jeść. Ciekawym zwyczajem jest to, że jak Rosjanie wsiadają do pociągu, od razu rozpoczynają podróż od zrobienia sobie „czaju” (herbaty) i przygotowania posiłku. Na początek przeważnie mają ze sobą całe pudełka warzyw, ugotowanych jajek, usmażonego lub wędzonego mięsa (przeważa „kurica”, czyli kuczak), kiełbasy, itp. Oprócz tego owoce i słodycze oraz różne dania typu chińskie zupki i gorące kubki. Nieważne czy wsiadają do pociągu w ciągu dnia, czy w nocy – rytuał musi być spełniony. Dlatego nie ma się co dziwić, że raptem budzi cię zapach jedzenia. Nasze menu dnia składa się z zakupionych konserw, sera, pomidorów i ogórków, orzeszków i cukierków. Na obiad Jarek przygotowuje „żarcie kosmonautów”, tak nazywamy liofilizowane dania zakupione jeszcze w Polsce. Przyznam, że obśmiewałam je wcześniej, teraz jem ze smakiem, bo nie jest chemiczne jak zupki chińskie i inne gorące kubki. Jestem przyzwyczajona do spędzania czasu w małej przestrzeni i w ekstremalnych warunkach, także w otoczeniu ludzi nie zawsze znajomych, bo z Jarkiem żeglujemy, więc przebywanie w „plackarnyj” nie było dla mnie szokiem. Całą podróż przechodziłam z dużą wewnętrzną tolerancją. Niemniej jednak, odwołując się do swojej osoby, w sytuacjach podróży zwykłam włączać tryb oszczędnościowy – niewiele jeść, niewiele pić, bo dostępność toalety jest ograniczona, choćby przez ilość osób. Poza tym przebywając w stałej temperaturze i ogólnym bezruchu trudno dużo jeść… Jednak widocznie inni mają inaczej… I trzeba ten fakt przyjąć i zaakceptować. W „plackarnyj” obowiązują niepisane zasady. Osoby, które mają miejscówkę na piętrze, w ciągu dnia przesiadują u sąsiada z dołu, gdy ten jednak chce iść spać, to albo przysiadają się do sąsiadów albo udają się na swoją „półkę”. Okna w pociągu się nie otwierają – działa klimatyzacja. Ma to oczywiście wadę, choćby taką, że nie można zrobić zdjęć okolicy (zdjęcia przez lekko przykurzone okno nie mają efektu), ale też zalety: nikt nie otwiera okna przy twojej głowie, nie rozregulowuje temperatury wewnątrz i nie jest się narażonym na przewianie. Z drugiej strony bezkresna Rosja z okien pociągu wcale nie jest aż tak ciekawa, poza tym w wielu miejscach pozostały za czasów sowieckich posadzone drzewa, żeby zbyt wiele oko podróżnika nie ujrzało (dotyczy to głównie okolic miast). Ludzie w czasie podróży zachowują się bardzo spokojnie, cicho i grzecznie. Wzajemnie szanują siebie. Byłam zaskoczona, jak grzeczne były dzieci, które podróżowały w naszym wagonie. Nigdy nie słyszałam, żeby krzyczały, a o bieganiu w wagonie w ogóle nie było mowy. Rodzice dbali, aby miały zajęcie i nie były uciążliwe dla innych podróżujących.
Podróż koleją transsyberyjską jest bez wątpienia podróżą w czasie i przestrzeni. O odległościach już pisałam, natomiast trzeba pamiętać, że wraz z nimi zmienia się czas. Moskwę od Irkucka dzieli 5 godzin. Trudno nam do tego przyzwyczaić organizm. Najpierw śpimy według naszego polskiego czasu. Potem staje się to niemożliwe, bo rytm wschodów słońca zupełnie przestaje pasować do naszego snu. Im bliżej Irkucka jesteśmy, staramy się przystosować do lokalnego czasu, choć jest to trudne. Twardo trzymamy się normalnej dawki godzin spania, żeby nie doprowadzić się do stanu zombie. Zawsze o 22:00 lokalnego czasu normalne oświetlenie w pociągu zastępowane jest wersją nocną, czyli taki półmrok, że swobodnie można przejść do toalety, czy zrobić sobie herbaty. Jeżeli śpi się na górnym łóżku można nawet spokojnie czytać, bo to posłanie znajduje się bliżej lampy. Zasięgając informacji z forów, wybraliśmy sobie miejscówki na górze i na dole, co daje nam możliwość spokojnego leżenia i siedzenia, kiedy mamy na to ochotę. Miejsce na bagaż jest pod dolnym łóżkiem i nad górnym. Spokojnie mieszczą się tam nasze plecaki i żywność, jeszcze przechowujemy część bagażu sąsiadów.
Warto na dłuższych przystankach wychodzić i robić sobie spacery wzdłuż peronu, bo długi bezruch odbija się pogorszeniem samopoczucia. Czas umilają nam rozmowy z towarzyszami podróży, czytanie książek, słuchanie audiobooków, pisanie relacji… Przemieszczanie się koleją transsyberyjską wcale nie jest uciążliwe, czy ekstremalne.
Pozdrawiamy
Karolina i Jarek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze