Może zacznę od głupiego porównania. Ostatni raz takie wrażenie miałam, jak weszłam do EuroDisneylandu. Chociaż nie byłam fanką Myszki Miki i bajkowych postaci, to jak zobaczyłam pałac, przecierałam oczy i nie mogłam uwierzyć, że coś takiego naprawdę istnieje. Dziś miałam podobnie, gdy weszłam na Plac Czerwony. To, co znane było z telewizji, co oglądałam z rozdziawioną buzią jako dzieciak, zobaczyłam że istnieje naprawdę. W tamtych czasach, kiedy oglądało się defilady jako jedno z barwniejszych wydarzeń w telewizji, wydawało się to dla mnie podobne do bajki Disneya.
Oczywiście można powiedzieć, że spłaszczyłam tym porównaniem historię. Jednak jak poczyta się co wyrabiali z niektórymi budynkami na Placu Czerwonym i z jakich powodów, to porównanie takie wcale nie jest aż tak płytkie.
fot. Karolina Skotarczak-Dobrzyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze