Tak naprawdę całego przedwczorajszego dnia nie spędziliśmy od rana do wieczora na Placu Czerwonym. Rzeczywiście Plac Czerwony zrobił na nas największe wrażenie, ale oprócz niego i okalających go atrakcji odwiedziliśmy jeszcze Ochotnij Rjad – centrum handlowe usytuowane pod Placem Meneżowym (na bogato, ale już bardziej przystępne od GUM ;-)) oraz Uniwersytet Moskiewski, Wróblowskie Wzgórza (nieopodal Uniwersytetu) z tarasem widokowym na Moskwę oraz Arbat. Ogólnie mówiąc rzuciliśmy się na zwiedzanie, jak szczerbaty na suchary. Odpoczęliśmy dopiero nieco nocą na Placu Czerwonym, gdzie zajęliśmy strategiczne miejsce widokowe na balustradzie schodów do Muzeum Historycznego i napawaliśmy się widokiem. Wracając jednak do Uniwersytetu, jako budynek, jest jedną z Siedmiu Sióstr Stalina. Stalin nakazał wybudować 8 budynków, które miałyby wskazywać na mocną pozycję i prestiż Rosji (drapacze chmur, podobne do naszego Pałacu Kultury, powstały w latach 50. XX w. – ostatnich latach życia Stalina lub po jego śmierci). Wśród nich najwyższy jest właśnie Uniwersytet Moskiewski im. Łomonosowa, jego wysokość sięga 235 m. Niestety, nie można do niego wejść bez przepustki. Chyba Rosjanie obawiają się, że przechadzając się korytarzem uczelni wciągnęlibyśmy nosem odrobinę ich szlachetnej naukowej wiedzy… Szkoda, stamtąd to dopiero byłby widok na Moskwę... Zadowoliliśmy się tylko widokiem z Wróblowskich Wzgórz – stąd panorama jest znacznie słabsza niż Wiednia z Kahlenbergu, Wilna ze Wzgórza Giedymina, czy choćby Lwowa z Kopca Unii Lubelskiej, nie wspomnę o Paryżu z wieży Eiffla, a dojście tam pochłonęło sporo czasu i energii. Wieczorny spacer po Arbacie, określanego mianem miejsca moskiewskiej bohemy też trochę zawiódł w kontekście porównań jednego z przewodników do Złotej Uliczki w Pradze. To miejsce wielkiej mieszanki stylów, zgiełku i sztuki, która konkuruje z lansem współczesnych motocyklistów, wjeżdżających majestatycznie na deptak w towarzystwie muzyki huczącej z ich głośników. Mam wrażenie, że chcieliby zaapelować, bo skoro nie widzisz ich wypasionego motocykla, to może przykujesz uwagę do nich dzięki muzyce. W mojej opinii – żenujące. No cóż, ale wszędzie można znaleźć coś inspirującego… Na Arbacie bardzo spodobały mi się miejskie ławki, w których na środku jest wbudowana półeczka – znając tradycje ludzi wschodu, z pewnością do gry w szachy, czy warcaby lub inne gry planszowe – świetny pomysł! Minęliśmy także bar z muzyką na żywo zlokalizowany w trolejbusie! Świetny pomysł, zresztą w podobnej wersji znany już z Poznania, gdzie koło Kupca Poznańskiego można zasiąść w barze bimbie (zn. po poznańsku w tramwaju). Na Arbacie w przeszłości mieszkali m.in. Puszkin i Okudżawa, znajdują się tu miejsca, które upamiętniają ich życie i twórczość.
fot. Karolina Skotarczak-Dobrzyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze