Jastrowie ma najlepszego dzielnicowego w Wielkopolsce. O ciemnych i jasnych stronach służby opowiada Tomasz Idzik.
Jest Pan sławny. Piszą o Panu w gazetach, na portalach, mówią w telewizji…
Ja wiem czy sławny? Nie czuję się sławny. Tylko znajomi zwrócili uwagę na opis w gazecie. Trochę wiedzy, doświadczenia z pracy na ulicy i szczęścia – to złożyło się na ten mały sukces.
Mały? Został Pan najlepszym dzielnicowym w Wielkopolsce.
Cieszę się, bo poprzednim razem byłem trzynasty w województwie. Startując teraz żartowałem, że pójdę i wygram. Pierwsze było strzelanie, a że jestem instruktorem strzelectwa w powiecie, to nie miałem z nim problemów. Po strzelaniu objąłem prowadzenie i zaczęła się nerwówka.
Łatwiej jest gonić niż oglądać się za siebie?
Zacząłem myśleć, że może jednak wygram. Następnego dnia zadania polegały na przeprowadzeniu interwencji – przyjęciu interesanta i udzieleniu pierwszej pomocy. Pomoc zrobiłem na 100%, dalej byłem pierwszy, a ciśnienie wciąż rosło. Na końcu był test wiedzy. Nie wiem, ile miałem tam punktów, ale utrzymałem pierwsze miejsce.
Etap krajowy odbył się w Katowicach. Tam rywalizował Pan z najlepszymi policjantami z kraju.
Wiedziałem, że tam już nie będzie przelewek. Zająłem dwudzieste drugie miejsce (na 34), bo bardzo słabo poszło mi strzelanie – zdobyłem połowę tych punktów co wcześniej w Pile. Może to przez nerwy, a może przez to, że strzelaliśmy po dobiegu, a strzelnica była otwarta i było trochę zimno… Nie ma jednak co się tłumaczyć - i tak się cieszę.
Taki sukces przekłada się na pracę?
Czytając zarządzenia, przepisy, ucząc się testów nabyłem nową wiedzę, która została mi w głowie. Raczej jednak to dotychczasowa praca przydała mi się w tych zawodach. Pracuję w miejscu, w którym dużo się dzieje.
Rzeczywiście w statystykach „brylujecie”.
To się zmienia. Gdy pracowałem w ogniwie patrolowo–interwencyjnym więcej się działo. Swego czasu mieliśmy problem z kradzieżami i włamaniami, ale koledzy z zespołu kryminalnego panów rozpracowali i zatrzymali. Od kilku lat nasze miasteczko się uspokoiło. Osoby, które najbardziej grandziły były karane, wiele osób wydoroślało, część wyjechała za granicę do pracy. Sporo też osób doszło do wniosku, że nie ma sensu toczyć wojen, że można żyć normalnie. Poza tym rozumieją, że my też jesteśmy ludźmi.
Zdarzają się jednak osoby, które deklarują, delikatnie mówiąc, brak sympatii do policji.
Ludzie mają w głowach pewne zaszłości milicyjne i tak też nas nazywają, choć sami urodzili się np. w latach dziewięćdziesiątych. Ale ludzie się zmieniają i mamy z nimi coraz lepszy kontakt, coraz lepiej jesteśmy postrzegani. Nie zmienia się to, że my gonimy przestępców, a oni uciekają. Taka nasza praca.
Są jeszcze miejsca niebezpieczne w Jastrowiu, w które lepiej nie chodzić?
Szczerze mówiąc takie miejsca znam tylko z opowiadań ludzi z zewnątrz, którzy bali się wieczorem iść na PKP czy przejść przez miasto. Teraz nie ma takich miejsc. Dobrze prowadzimy służbę i ludzie też wiedzą, że dzisiaj nie pięścią się wygrywa. Chętniej składają do nas zawiadomienia czy dochodzą swoich roszczeń w sądzie. Bardzo rzadko zdarza się, że pięść tu rządzi.
Dzielnicowy musi umieć rozmawiać z ludźmi, mieć psychologiczne podejście, ale gdy trzeba potrafi Pan uderzyć pięścią w stół?
Jeżeli ktoś nie stosuje się do poleceń, to mam do tego środki przymusu bezpośredniego. Rzadko muszę użyć siły, ale gdy ktoś np. krzyczy, to potrafię podnieść głos.
Posturą też pewnie budzi Pan respekt.
Myślę, że tak. Staram się dbać o tężyznę fizyczną, bo tego też wymaga się od policjanta. Siła i gabaryty na pewno mi nie zaszkodzą, a mogą pomóc mi czy koledze.
Chłopcy marzą o założeniu munduru i karierze policjanta czy strażaka. Pan z tego marzenia nie wyrósł i stąd praca w policji?
Rzeczywiście mundur pojawił mi się w głowie za młodego. Później ta wizja odeszła, pracowałem za granicą, ale po powrocie stwierdziłem, że muszę spróbować. Pociągało mnie to, że w tej pracy każdy dzień jest inny, to nie jest taśma. Tu codziennie poznaję nowych ludzi. W służbie jestem dziewiąty rok i mówię sobie czasem, że już nic mnie nie zaskoczy, a dzieje się inaczej. Poza tym policja daje pewną stabilizację.
Miał Pan opór przed pracą w miejscu swojego urodzenia? Czasem trzeba ukarać kogoś, kogo zna się od dziecka…
Bałem się, dlatego nie przyjąłem decyzji o przydziale do Jastrowia z entuzjazmem. Ale w 2012 roku byłem tu przez cztery miesiące na delegacji z oddziału prewencji z Poznania i stwierdziłem, że fajna ekipa jest na komisariacie. Przełamałem się i zostałem. Zwłaszcza, że wówczas przekonałem się, że źle myślałem o Jastrowiu. Sądziłem, że skoro mieszkam tu 25 lat, to znam wszystkich, a przez pierwszy dzień pracy tutaj poznałem ludzi, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Po sześciu latach służby mogę powiedzieć, że trochę ludzi znam.
Jest Pan dzielnicowym, czyli z założenia tym policjantem najbliżej obywatela. To trudna praca.
Nie zamieniłbym jej na żadną inną. Lubię rozmawiać z ludźmi, pomagać im i doradzać. Fajnie, gdy później na ulicy ktoś mi za to podziękuje. Wiem, to moja praca, ale takie słowa są miłe.
Jak znajomi zareagowali na Pana w mundurze?
Różnie z tym bywało. Były jakieś zgrzyty. Wielu ludzi wówczas przypomniało sobie, że mnie zna - tacy, z którymi dotąd mało rozmawiałem. Natomiast ci, z którymi miałem dobry kontakt zaczęli mnie traktować z dystansem. Teraz to się zatarło. Przyjaźnię się z tymi samymi osobami co wcześniej.
Znajomi wiedzą, że mam taką pracę i muszę zrobić swoje. Jeżeli ktoś zrobi coś złego, to muszę zareagować. Wiadomo, że jeżeli można pouczyć to to robię. Jeśli jednak ktoś popełni przestępstwo, to nie mogę odstąpić od działania, bo stracę pracę. Nikogo nie będzie interesować, że pomogłem koledze.
Stracił Pan kolegów przez to, że jest Pan policjantem?
Dzięki temu wyszło, kto naprawdę jest moim kolegą. Przeważnie znajomi liczą się z moim zdaniem i nie robią problemów.
Można powiedzieć, że im więcej ma Pan kolegów, tym policja w Jastrowiu ma mniej pracy…
Różnie z tym bywa. Generalnie jestem osobą otwartą, więc często ludzie zaczepiają mnie po pracy i np. o coś pytają. Czasem spotkam cztery takie osoby i na zakupach schodzi mi pół dnia.
Podobnie jest na służbie. Nigdy Pan nie wie, kto i z czym przyjdzie do komisariatu.
Bywa tak, że zaplanuję sobie pracę, chcę nadgonić pewne rzeczy, dokumentację, a dzieje się coś nieoczekiwanego i muszę to odłożyć. Czasami nie zrobię nic, bo gdy przychodzę, to w korytarzu już czekają trzy osoby i kłócą się, która pierwsza ma wejść. Mówię: przepraszam, czy mogę się przebrać?
Pytanie tylko, czy i jak ludzie zgłaszają problemy. Wciąż pokutuje stwierdzenie: donosiciel...
Są sytuacje, w których ludzie zgłaszają problemy, ale chcą zachować anonimowość. Raczej nam ufają, bo przychodzą z prośbą o np. zażegnanie konfliktu z sąsiadem. Mieliśmy sytuację, w której przez lata pani nie mogła się dogadać z sąsiadem, a dzielnicowy porozmawiał z panem i sprawę wyjaśnił. Pani potem dziękowała.
Najtrudniejsze dla Pana sprawy to…
Przemoc z rodzinie, gdy widzę płaczące dzieci. Do tego widok ofiar wypadków drogowych.
W Jastrowiu zakładanych jest wiele Niebieskich Kart dla ofiar przemocy w rodzinie, prawda?
Jest ich mnóstwo, ale sytuacji na ostrzu noża, gdzie dzieci są zastraszone i płaczą, nie jest dużo. Sam nie mam dzieci, ale sprawy ich dotyczące najbardziej zostają mi w pamięci. Wróć, śmieję się, że moimi dziećmi jest pół miasta. Mój telefon jest ogólnodostępny i ludzie dzwonią do mnie z różnymi sprawami o różnych porach.
To musi być męczące.
Psychicznie bardzo. Czasami mam ochotę pójść po służbie porąbać drewno i tak odpocząć. Gdy trafi się kilka ciężkich dni z wypadkami, trudnymi interwencjami, to jestem naprawdę zmęczony. Zwłaszcza, że trudno jest mi oddzielić pracę od życia prywatnego. Czasami siedzę w domu i myślę, jak pomóc danej rodzinie. Odreagowuję ćwicząc w siłowni, jeżdżąc na rowerze. Jakiś czasem temu zająłem się też pszczelarstwem, mam kilkanaście uli.
Zauważył Pan wzrost problemów w rodzinach związanych z pobieraniem 500 plus?
Te problemy są inne. Kiedyś w wielu rodzinach nie było co włożyć do garnka, a gdy weszło 500 plus to się zmieniło. Dużo rodzin zaczęło kupować dzieciom lepsze ubrania, laptopy, zrobiło remonty, ich standard życia się podniósł. Są jednak sytuacje, w których rodziny traktują te pieniądze na zasadzie: łatwo przyszło – łatwo poszło. Nagle dostają 4000 zł i różne rzeczy się dzieją.
Działa Pan w zespole interdyscyplinarnym, więc widzi Pan zabiegi ośrodka pomocy społecznej, który uczy ludzi gospodarowania pieniędzmi.
Niektórzy nie mieli nic, więc jakoś to u nich było. Od pożyczki do pożyczki, ale było. A dziś mają problemy. Podam przykład. Przed 500 plus jedna osoba w Jastrowiu miała 4 tys. zł zadłużenia za mieszkanie, a po dwóch latach pobierania świadczenia to zadłużenie jeszcze wzrosło.
Generalnie jednak standard życia ludzi się podniósł. Problem w tylko w tym, że ludzie, którzy nie mając nic nagle dostali dużą gotówkę, nie widzą potrzeby pójścia do pracy…
Dzielnicowym jest Pan czwarty rok. Długo wytrzyma Pan na tym stanowisku? Są policjanci, którzy ten rodzaj służby traktują jak karę.
Jeśli dla kogoś bycie dzielnicowym jest przecinkiem w karierze, to może się tym męczyć. A mi się ta praca podoba, nie widzę siebie nigdzie indziej. Chcę tu zostać jak najdłużej.
Do służby wszedł Pan na starych zasadach, więc emerytura przysługuje Panu po 15 latach. To przywilej często negatywnie odbierany przez społeczeństwo.
Od 2013 roku trzeba mieć 25 lat służby i 55 lat wieku, by pójść na emeryturę. Ja mam stary przywilej, ale nie sądzę, bym z niego skorzystał. W ogóle mało kto to robi. Jeśli jednak ktoś to komentuje, to zapraszam, by sprawdził, jaki to lekki chleb. Każdy miał otwarty wybór - mógł iść do służby więziennej, wojska czy policji.
Wracając do zawodów dzielnicowych, następnym razem wygra Pan na szczeblu krajowym?
Mam karencję, więc w przyszłym roku nie będą mógł wystartować, ale chciałbym kiedyś to 22. miejsce w kraju poprawić. Będę próbować na pewno.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie dzielnicowy może szepnął by Pan słówko kolegom ze Złotowa żeby dobrali się do tyłka gościom lepszego sortu którzy od kilkunastu lat dorabiają sobie na dilerce.
Pozdrowienia Tomaszu! :-)
nielubie psiarskich ale ten trzyma się ok
Założę się , że mało kto wie , którego rejonu Pan jest Dzielnicowym , oraz większość mieszkańców nie kojarzy Pana ze swoim Dzielnicowym !! Ja od niedawna wiem , ale wiem również , że od wielu lat żle dzieje się z rozwydrzoną młodzieżą w okolicy wiaduktów przy ul . Mickiewicza oraz piractwie drogowym w tym samym rejonie mimo strefy zamieszkania ! Jeśli jest Pan najlepszy w województwie , to w Pana rejonie działania takich negatywnych zjawisk być nie powinno !! Czas pokazać swoją rzeczywistą wartość jako funkcjonariusz !!
ty filipiak zejc na ziemie a nie czepiaj sie wiaduktów bo to juz jest nudne
Miałem okazje pogadać kiedyś tym tym facetem i wydaje się że jak na policjanta ma normalnie poukładane w głowie.
W imieniu lumpow, marginesu społecznego,pijaków, meliniazy dziękujemy panie Tomaszu za zainteresowanie nami,za mandaty,wnioski. Ale my i tak się nie zmienimy!!!
DO tego, co odkrył jakiegoś Filipa ! Jak dostaniesz pod tym wiaduktem butelką w łeb, albo ci na niego naszczają , albo przebijesz kilka razy rower na potłuczonych butelkach, to zmienisz zdanie ! Jest to zbyt poważny temat , żeby wypowiadali się ignoranci !
No fajny taki a ma kobiete ? Hihi
Fajny facet jedyny normalny policjant w mundurze w Jastrowiu...chyba ogólnie najbardziej w porządku. Nawet jak mandat da to wiadomo za co...Nie czepia się głupot i nie nosi wysoko głowy jak niektórzy...z tego komisariatu
Tomek masa jest teraz czas zrobić rzeźbę.
Racja dobrać się tym dilerom do tyłków. Dorabiają sobie na dilerce dlatego psioczą na PiS bo im dobrze. Callin' Out Names: ......
panie Tomaszu! pan się marnuje tu w Jastrowiu, niech pan zabiega o większe miasto, w tym zaścianku niczego się pan nie dorobi, bo kto to widział żeby NAJLEPSZY policjant wielkopolski zbierał z drogi rozbite szkło butelczane, albo obstawiał mosty???od tego są inne służby , pana Burmistrza trzeba "targać" a nie Policjanta, tu w Jastrowiu będzie pan ścigał pokątnych handlarzy jakimś badziewiem, bo przecie nie narkotyki oni sprzedają,Panie Tomaszu niech pan pomyśli o sobie Pana miejsce jest dużo wyżej niż posterunek gminny, i niczego pan nie musi udowadniać, pan jest urodzonym funkcjonariuszem, szkoda Pana dla tej mieściny , pewien etap już Pan przeszedł tutaj teraz ..na głębszą wode z tymi wynikami nie będzie kłópotu z awansami. SZACUNEK PANIE TOMASZU I życzę dobrej pracy.
Panie dzielnicowy może szepnął by Pan słówko kolegom ze Złotowa żeby dobrali się do tyłka gościom lepszego sortu którzy od kilkunastu lat dorabiają sobie na dilerce.
Pozdrowienia Tomaszu! :-)
nielubie psiarskich ale ten trzyma się ok