Reklama

Polka, która pokochała Anglię

26/04/2017 19:00
Kamil Grosicki w Hull nie powinien czuć się samotny jak na obczyźnie, gdyż jest tam spora Polonia, a wśród niej osoba, która nakręca życie kulturalne Polaków i dba o edukację ich dzieci – to Donata Ankudowicz, pochodząca ze Świętej

Ja w tym wywiadzie obalę mity, że Polacy za granicą są wrogo do siebie nastawieni, że przyjeżdża się tu tylko dla pieniędzy

– zapowiada na wstępie mieszkanka Hull w Anglii. Pochodzi ze Świętej, jej panieńskie nazwisko to Polasik. Choć od 12 lat mieszka w Anglii, to o Złotowszczyźnie nie zapomina.

Złotów jest bliski memu sercu, tam się uczyłam, wychowałam. Pochodzę z Matysarka

– tak mówi o swoich korzeniach, bo teatr to ważna część jej życia. Z czasów szkolnych z radością wspomina także „Dziewczynę i chłopaka na 102.”, organizowane przez rolniczak. „Aktualności Lokalne” miały wówczas patronat nad tym wydarzeniem, a zwycięzcy pojawiali się na okładce gazety. Dzisiejsza publikacja nie jest więc debiutem Donaty na naszych łamach. Drugą, oprócz teatru, pasją, która miała wpływ na jej późniejsze losy jest od dziecka harcerstwo.

Reklama

To pani Elżbieta Kozicz zaszczepiła we mnie tego bakcyla na całe życie

– wspomina z wdzięcznością Donata. Po szkole średniej wyjechała ze Złotowa studiować na Politechnice Koszalińskiej, a potem wyleciała ze znajomymi do Anglii.

To miała być przygoda typu: nauczymy się języka, poznamy ciekawych ludzi, poznamy trochę świata, zarobimy pieniądze i wrócimy

– życie napisało jednak inny scenariusz.

Koncerty, sztuki teatralne, pokazy filmowe, bale i długo by jeszcze wymieniać – lista działań, w które angażuje się Donata jest imponująca

Reklama

Od inżyniera do logopedy

W Anglii na początku udało jej się znaleźć pracę zbieżną z jej inżynieryjnym wykształceniem, ale czuła, że to nie jest to, co ją pociąga. Niemniej poznała tam wspaniałych ludzi, a z byłym szefem wciąż utrzymuje przyjazne stosunki, odwiedził on nawet parę razy Złotów. Gdy już powiedziała sobie, że nigdy nie będzie dobrym inżynierem, bo jest duszą kulturalną, humanistą, to poświęciła 2 lata, aby się przekwalifikować. Bardzo chciała pracować w szkole i swojego dopięła. Zaczęła od wolontariatu w szkole polskiej, która wtedy powstawała. W soboty uczą się w niej dwujęzyczne dzieci polskich emigrantów. W krótkim czasie zaproponowano jej nauczanie dzieci na etapie wczesnoszkolnym, co potem robiła przez kilka lat. Na początku bardzo pomogła jej koleżanka z Polski, Ania Witecka, która jest dyrektorem szkoły podstawowej w Sławianowie.

Gdy otwieraliśmy polską szkołę, bardzo mi pomogła, otrzymałam od niej duże wsparcie, nawiązaliśmy kontakt z szkołą w Sławianowie, utrzymywany do tej pory. Duże podziękowania, gdyż była to jedna z nielicznych szkół, która wysyłała mi materiały do pracy.

Reklama

To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Kształcenie po brytyjsku – Klasy, w których pracuje Donata w collegu liczą od 10 do 30 uczniów. – Jeśli dziecko jest słabsze to trafia do mniej licznej klasy o programie na niższym poziomie – tłumaczy. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy...

Pasja w praktyce – Donata harcerką była jeszcze w Polsce. Tu także nie zapomniała o swojej pasji. – W Anglii spotkałam bardzo ciekawych ludzi, między innymi koleżankę, która też jest harcerką i postanowiłyśmy utworzyć polską drużynę...

Smutny Brexit – Nie sposób nie poruszyć tematu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. – Dotknęło nas to. Pomyśleliśmy, że może nas tu nie chcą. Te wyniki pokazały, że ludzie tej prostej klasy społecznej głosowali za wyjściem...

Reklama

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


W międzyczasie otrzymała propozycję pracy w angielskim collegu. St. Mary’s College w Hull to katolicka szkoła ciesząca się dużą renomą. Pracuje tam jako asystent, czyli nauczyciel wspomagający w departamencie, który wspiera dzieci z zaburzeniami, dzieci autystyczne, dzieci z ADHD, Aspergerem, ale na tyle dobrze funkcjonujące, że dzieci te radzą sobie w normalnym collegu i nie muszą uczęszczać do szkoły specjalnej.

Moja praca polega na tym, że obserwuję dzieci na lekcji i widzę, czy muszę któremuś pomóc, usiąść obok, wytłumaczyć mu pytanie, czy muszę je motywować, by lepiej pracowało, czy pomóc mu fizycznie, np. przy niedowładzie górnej kończyny. Robię również spotkania wyrównawcze dla dzieci, ze względu na to, że przedmioty te nie są proste [ze względu na politechniczne wykształcenie bierze udział w lekcjach biologii, chemii i fizyki – red.]. Prowadzę również klub zadań domowych i dużo innych rzeczy

Reklama

– tak w skrócie opisuje swoją pracę w angielskiej szkole. Dwa lata temu postanowiła, że zrobi studia podyplomowe z logopedii.

Wymyśliłam to sobie przypatrując się tym naszym dzieciom, zarówno dwujęzycznym i angielskim, że jest ogromny problem z wymową dzieci, że jest mnóstwo zaburzeń językowych i tak naprawdę nie ma specjalistów

– opowiada Donata. Żeby było ciekawiej, studia robiła w Lublinie. Dlaczego? Bo program umożliwiał w dużym stopniu samodzielną pracę i zdalne zapoznawanie się z materiałami, a ponadto było dobre połączenie lotnicze z tym miastem. Studia skończyła niedawno i w tej chwili w szkole polskiej pracuje już wyłącznie jako logopeda, a z nowo nabytych kwalifikacji korzysta także w collegu.

Reklama

Donata przekonuje, że warto razem robić coś dla innych

Kształcenie po brytyjsku

Klasy, w których pracuje Donata w collegu liczą od 10 do 30 uczniów.

Jeśli dziecko jest słabsze to trafia do mniej licznej klasy o programie na niższym poziomie

– tłumaczy. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy, gdy zaczęła pracować w angielskiej szkole, to fakt, że jeśli nauczyciel czy jakikolwiek pracownik szkoły idzie korytarzem z uczniem i mija dyrektora, to ten najpierw mówi dzień dobry do ucznia, zwracając się do niego po imieniu, a dopiero później do pracownika.

Reklama

Tam najważniejszy jest uczeń. Uczeń ma imię, nie jest grupą, jest jednostką najważniejszą dla każdego nauczyciela. To mnie poraziło, że mimo 2 tysięcy dzieci w szkole każdy nauczyciel mówi do dziecka po imieniu, wie, kogo uczy, tam nie ma nazwisk

– na początku to szokowało. Zachwyca się także systemem kar i nagradzania.

Jest tam bardzo prosty system: dziecko, które przeszkadza na lekcji, dostaje pierwsze ostrzeżenie. Trzeciego ostrzeżenia już nie ma, dziecko dostaje żółtą kartkę i wyprasza się je za drzwi. Wówczas wysyłany jest e–mail do biura roku i ktoś zostaje wysłany po to dziecko, by zabrać je z korytarza. Zabiera je do pastoral center. To wygląda jak miejsce odbywania kar, są tam izolatki, jeśli dziecko przeskrobie coś bardzo, są też stoliki, gdzie dzieci siadają, dostają pracę do wykonania bądź prace z lekcji. Panuje tam cisza, nikt się nie odzywa, nie rozprasza

Reklama

– wyjaśnia Donata. Takie działania i wysoki poziom nauczania są możliwe dzięki dużej ilości pracowników, na co polskie szkoły, póki co, nie mogą sobie pozwolić. W collegu w Hull ok. 10% uczniów stanowią polskie dzieci.

Pasja w praktyce

Donata harcerką była jeszcze w Polsce. Tu także nie zapomniała o swojej pasji.

W Anglii spotkałam bardzo ciekawych ludzi, między innymi koleżankę, która też jest harcerką i postanowiłyśmy utworzyć polską drużynę harcerzy za granicą

– opowiada, od czego się to zaczęło. Harcerzem zresztą jest także jej mąż. Drużyna nie podlega pod polskie ZHP, ale jest pierwszym przypadkiem, kiedy to drużyna mniejszości narodowej działa w brytyjskiej organizacji skautów.

Reklama

Jesteśmy polską drużyną, ale działającą pod skautami brytyjskimi w celu integracji. Nasze zbiórki są raz w tygodniu po polsku, ale gdy są spotkania z osobami mówiącymi po angielsku czy inną drużyną angielską, to mówimy po angielsku. Nasze dzieci są o tyle wygrane, że mogą mówić w 2 językach

– tłumaczy.

Ostatnio był u nas Kamil Grosicki, który jest tutaj naszym nowym skarbem miasta i obiecał mi, że na pewno przyjedzie na zbiórkę, przedstawić się dzieciakom i pogadać trochę o sporcie

– podaje kolejny przykład tego, że Polacy za granicą się wspierają. Mamy więc już pracę asystenta w collegu, logopedy w szkole polskiej, harcerstwo, ale to jeszcze nie wszystkie pola aktywności energicznej Polki. W Hull Donata nie porzuciła także swojej drugiej pasji – teatru. Wraz z polskimi dziećmi bierze więc udział w krajowym konkursie recytatorskim dla szkół polskich, którego finał odbywa się w Londynie. Zgarniają tam wiele nagród indywidualnych i grupowych.

Reklama

Polska drużyna skautów „Białe Orły” (Donata po lewej)

Dzieciaki są niesamowite! Niektóre mało mówią po polsku, ale bardzo chcą się nauczyć. My staramy się, by ta nasza kultura była utrzymywana i by były dumne z siebie, by to nie był tylko konkurs, ale frajda i taka nagroda, że jedziemy zobaczyć Londyn i że występujemy na deskach teatru dla Polonii. To wszystko pokrywa się z ciężką pracą rodziców i całej naszej społeczności

– występy są podobno na bardzo wysokim poziomie i stanowią niezwykłe przeżycie. Jeśli chodzi o działalność kulturalną Donaty to wybiega ona daleko poza szkołę. W Hull organizowała m.in. koncerty dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Cieszy się, że w jeden weekend udało się zebrać przeszło 16 tys. funtów.

Jest tu mnóstwo biznesmanów polskich, którzy wspierają nasze licytacje. Staramy się sobie pomóc nawzajem

– opowiada o tym, że nie każdy odkłada tu każdy funt, żeby potem wrócić do Polski i kupić nowy samochód. Przy okazji tego typu wydarzeń powstał projekt „Psu na budę”, który organizuje m.in. maratony filmowe dla Polaków, bale dla dzieci i rodziców, okazjonalne koncerty czy wystawia różne formy teatralne. Donata sama często pojawia się na scenie. Przyznaje także, że na wzór złotowskiego koncertu kolęd dla przyjaciół, który ją oczarował, zorganizowała coś podobnego w Hull. Czasem czuje zmęczenie, bo tych projektów rzeczywiście jest wiele, ale nie wyobraża sobie, by mogła żyć inaczej, bo robi to co kocha.

Przeróżne projekty, wydarzenia, koncerty i praca – wszystko to można robić z sukcesem, jeśli ma się wsparcie rodziny i gra się z mężem w tym samym zespole. Jestem szczęściarą

– wyjaśnia, skąd czerpie niespożytą energię.

Miłość do teatru wyniosła z Matysarka. Tutaj ze swoimi podopiecznymi na finalen Wierszowiska w Londynie

Smutny Brexit

Nie sposób nie poruszyć tematu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Dotknęło nas to. Pomyśleliśmy, że może nas tu nie chcą. Te wyniki pokazały, że ludzie tej prostej klasy społecznej głosowali za wyjściem. Ludzie mający większą wiedzę o świecie, Europie, z którymi mam przyjemność pracować, byli wstrząśnięci. Mnie w pracy przepraszali, mówili, że to wstyd, że musicie czytać i słuchać takie rzeczy

– opowiada, ale dodaje, że z kolei mąż spotkał się w pracy z zupełnie innym nastawieniem. W Hull czuje się jednak bezpiecznie i zapewnia, że nie dostrzega tu zagrożenia prześladowaniami.

Nie wyobrażam sobie mieszkać gdzieś indziej. Mimo że oczywiście tęsknimy, to jest nasz dom. Na to wszystko zapracowaliśmy, tu robimy to, co kochamy

– deklaruje. Na zakończenie dodaje, że chciałaby, aby ten artykuł przekonał ludzi, że z dala od ojczyzny też można znaleźć dom, spotkać wspaniałych ludzi (w tym naszych rodaków) i, co najważniejsze, żyć po polsku, pielęgnując naszą kulturę i zwyczaje.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Maria - niezalogowany 2017-04-27 12:38:31

    Bardzo fajna koleżanka z duszą anioła!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gaja - niezalogowany 2017-04-27 09:55:51

    ...Nie znam, ale wygląda na sympatyczną dziewczynę, a jeżeli jest synową Ulki i Jurka, to już ją lubię...Pozdrawiam i życzę powodzenia na obczyźnie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gaja - niezalogowany 2017-04-27 09:55:50

    ...Nie znam, ale wygląda na sympatyczną dziewczynę, a jeżeli jest synową Ulki i Jurka, to już ją lubię...Pozdrawiam i życzę powodzenia na obczyźnie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama