Straszne przeżycie. Trafiłam na pacjentkę z chorobą psychiczną, a obiecywano zupełnie co innego. To była opieka domowa, czyli opiekunka mieszka u swojego podopiecznego i zajmuje się nim całą dobę. Pacjentka była bardzo agresywna. Rzucała we mnie wózkiem inwalidzkim, gdy wyjeżdżałam nie chciała otworzyć drzwi, uszkodziła mi palec. W sumie wyjeżdżam od trzech lat, ale ta kobieta utkwiła mi głęboko w pamięci. Agencja opiekunek od razu rzuciła mnie na głęboką wodę i przypisała do trudnego pacjenta.
Po szkole chciałam pójść do szkoły policyjnej, nie udało się. Z początku wcale nie myślałam o pracy opiekuńczej. Przyszło z czasem. Potem moja ciocia dostała udaru mózgu. Przekonałam się jak wygląda pielęgnacja osoby niepełnosprawnej.
Reklama
Gdy rodzina jest dobrze sytuowana senior w Niemczech ma zapewnione dosłownie wszystko. Przychodzi kucharka, sprzątaczka, pomoc medyczna, kosmetyczka, fryzjerka. Ci ludzie całe życie odkładają pieniądze po to, by na starość móc żyć wygodnie. Gdy mają dzieci, młodsze pokolenia pomagają finansowo starym rodzicom. Poza tym po dopełnieniu procedur niemiecki senior dostaje spory dodatek pielęgnacyjny. Dwa lata temu miałam podopieczną, którą oddano do domu starców. Córka płakała, nie chciała tego, ale zięć był bezwzględny. Teściowa dała się tej rodzinie we znaki. Wymyślała cuda, wzywała córkę o drugiej w nocy, by poprawiła poduszkę albo podrapała ją po nodze. Po tygodniu w zakładzie opiekuńczym seniorka stwierdziła, że chce wrócić do domu i się poprawi. Zięć nie pozwolił. Staruszka wykańczała swoją córkę psychicznie. Dla opiekunek też była straszna.
Niemcy są zimni jak lodówka. Pracowałam w rodzinach, gdzie dzieci wpadały na 10 minut raz na miesiąc, nawet gdy mieszkały w pobliżu. Szybka kawka z mamusią i wymówka, że dużo pracy, że terminy ścigają. Tam nie ma relacji, tylko komunikaty. Rodziny są słabe. Najlepiej oddać seniora do domu starców, zapłacić za opiekę i zmienić numer telefonu, żeby się nie naprzykrzał. Gdy umiera jeden z małżonków, druga strona często zostaje zupełnie sama. Usycha jak kwiat bez wody. Nawet, gdy są gdzieś dzieci jest problem, bo młodzi mają swoje życie i nie interesują się staruszkami. Do momentu, gdy zdrowie dopisuje wszystko jest w porządku. Jednak, gdy pojawi się jakaś choroba zaczynają się schody, bo trzeba coś z takim seniorem zrobić. Na Zachodzie, zresztą w Polsce też ludzie gonią za pieniądzem, ale za pieniądze nawet duże zdrowia nikt nie kupi.
Reklama
Zwykle to choroba Alzheimera i różne przypadłości starcze. To, co mnie tam zaskoczyło to ich żywotność. Dziewięćdziesiąt lat, przytępione zmysły, a seniorzy wsiadają za kierownicę i jadą na zakupy. Strach się bać. Poza tym Niemcy strasznie piją. Pacjenci wlewają w siebie litry alkoholu. Ledwo co oddychają, ale nie żałują sobie rozrywek. Czasami opiekunki albo rodzina organizują spotkania seniorów np. z sąsiedztwa. Pamiętam sytuację jak pięć seniorek siadało do kawy. Kawałki ciasta odliczone i pokrojone od linijki. Seniorki demencyjne zaczynają przy stole rozmowę. Jedna o porodzie, druga o obiedzie, każda, o czym innym. Każda dostaje napój, jedna kakao, druga sok, trzecia herbatę i gdy ta pierwsza mówi o rodzeniu, druga wsadza palce do kakao.
Każdej opiekunce przysługują wolne dwie godziny dziennie. To jest czas na swoje sprawy. Oczywiście jak przychodzi rodzina albo terapeutka, albo kosmetyczka mamy czas dla siebie. Nie musimy siedzieć wtedy przy pacjencie. Druga osoba zapewnia mu opiekę. Tak samo, gdy pacjent odpoczywa. Ale jest i druga strona, opiekunki często są wykorzystywane do zadań zupełnie niezwiązanych z zawodem. Te, które przyjeżdżają po raz pierwszy często dają sobie wmówić, że są od odśnieżania podjazdów u wszystkich sąsiadów i sprzątania piwnic.
Reklama
Te panie są tak zazdrosne, że jedna drugiej najchętniej wbiłaby igłę w serce. Zawiść o pieniądze, o pacjentów, o lepsze warunki pracy jest tak potężna, że nie ma mowy o solidarności Polonii. Wręcz przeciwnie. Taka jest tam rzeczywistość. Poza tym te opiekunki, które się znają przyjeżdżają często w różnym czasie. Ja preferuję kontrakty na miesiąc lub dwa. Dłuższy pobyt za granicą może skutkować chorobą psychiczną. Nie można żyć tylko i wyłącznie życiem pacjenta. Psychika z dala od rodziny, w obcym kraju, szybko wysiada.
Powinna, ale zdarzają się osoby, które bardzo słabo mówią po niemiecku. Pacjenci leżący nie zawsze potrzebują rozmówcy. Czasami są tak schorowani, że nie ma z nimi kontaktu, ale w opiece domowej komunikacja na poziomie podstawowym jest niezbędna. Podopieczni pytają przecież o różne rzeczy. Trzeba z nimi uzgadniać ich potrzeby, przyzwyczajenia, preferencje.
Reklama
Najgorsze wspomnienie nie dotyczy mnie bezpośrednio. To historia znajomej mojej znajomej. Byłam tłumaczem i w imieniu rodziny tej kobiety załatwiałam różne sprawy. Historia kobiety była tragiczna. Czterdziestoletnia opiekuna z Polski wyjechała busem do pracy w Niemczech. Miała powikłania pogrypowe, a mimo to zdecydowała się na wyjazd. Leki zapiła alkoholem. Wykończyła się w ciągu czterech dni. Staruszka, u której pracowała usłyszała hałas. Na szczęście była sprawna umysłowo. Wezwała sąsiadkę, a tamta pogotowie. Ratownicy znaleźli opiekunkę przy wannie. Chciała wziąć kąpiel. Była wycieńczona i odwodniona. Zrobiono jej tracheotomię, by udrożnić drogi oddechowe, ale było za późno. Zmarła. Osierociła dziecko. Największe kłopoty zaczęły się później. Kobieta pracowała „na czarno”. Ściągnięcie zwłok było bardzo trudne. Skremowano ją na terenie Niemiec. Pomagałam dogadać się rodzinie tej kobiety z Niemcami. Mieli trudną sytuację. Koszt kremacji i urny wynosił 1550 euro. Nie dość, że spotkała ich tragedia to jeszcze mieli problem z pochowaniem córki. Udało się załatwić sprawę polubownie poza procedurami, ale na tym nie koniec. Urna zaginęła na trasie Niemcy - Polska. Znalazła się dopiero po trzech tygodniach. Dramat. Młoda kobieta pojechała do pracy, a wróciła w urnie.
W opiece domowej pojawiają się różne sytuacje. Niekiedy zarówno pacjent jak i rodzina traktują Polki z góry. Miałam przykre doświadczenie z seniorką, która o szóstej rano włączała na cały regulator Mozarta. Na złość. Niektórzy Niemcy traktują Polaków jak tanią siłę roboczą. Zarobki opiekunek są trzy razy wyższe niż w Polsce, ale dla Niemców to i tak drobne kwoty.
Reklama
Tak jak w Polsce. Pobudka, toaleta ciała (niektórzy seniorzy unikają mycia, ale zakładamy rękawice i działamy), śniadanie, odpoczynek, telewizor, gry w karty, spacer, obiad, druga runda rozrywek, potem kolacja i sen. U każdego pacjenta wygląda to inaczej, w zależności od jego przyzwyczajeń i chorób, na które cierpi. Ciekawie wygląda sytuacja, gdy opiekunki się wymieniają. Ostatnio miałam przekazać nowej pani zakres obowiązków i plan opieki, a pani od razu zaczęła swoje porządki. Chciała oszczędzać prąd i powyłączać większość domowych urządzeń. Nie przyjmowała do wiadomości jak używać sprzętów. Stwierdziła, że nie dotknie suszarki, którą włącza się jednym guzikiem. Czasami opiekunki zachowują się jakby wyszły z lasu, innym razem chodzą z zadartym nosem i migają się od pracy. Kiedyś miałam styczność z opiekunką, 67 lat, która opowiadała, że jest w opiece od 20 lat i wszystko ma już opanowane. Była bardzo pewna siebie, któregoś razu schyliła się po coś i nie mogła wstać, podnosił ją ponad dziewięćdziesięcioletni pacjent.
Miałam jeden taki przypadek. Pacjentka z sm, żona prezydenta miasteczka. Byłam u niej 4 dni. Była zamożna, ale bardzo schorowana, ważyła 35 kg i nosiła plastry morfinowe. Na ręku miała zegarek ratunkowy (łączył z pogotowiem w razie spadku ciśnienia i tętna). Na trzeci dzień seniorka poszła jeszcze do fryzjera, a potem powiedziała mi: „W mojej szafie 14 sweter jest dla Pani”. Czarny z cekinami. Kazała się budzić o 9, przyszłam, miała chrapliwy oddech, potem coraz płytszy. Gdy przyszła sprzątaczka pacjentka już nie żyła. Zgony się zdarzają, to naturalne, ale należy pochwalić opiekę medyczną w Niemczech. Kiedy mój pacjent z chorobą Parkinsona dostał drgawek, wezwaliśmy pogotowie i ratownicy przybyli dosłownie po 3-4 minutach. U nas samo dodzwonienie się na 112 trwa dłużej. Przyjechało 4 ratowników i lekarz. Od razu zrobili EKG, podłączyli kroplówkę z glukozą. Wszystko trwało minuty. Działo się błyskawicznie. Uratowali go.
Reklama
Nie mogą zmieniać opatrunków i obcinać paznokci. Była jakiś czas temu afera z polską opiekunką. Zrobiła to nieprofesjonalnie, wdało się zakażenie, pacjent ucierpiał. Od tamtej pory robią to tylko i wyłącznie kosmetyczki. Zresztą to średnia przyjemność. Wielu pacjentów ma grzybicę i wrośnięte paznokcie.
Staruszka i jej syn z zespołem Downa. Kobieta urodziła się koło Poznania, ale przeniosła się do Niemiec. Była bardzo miła. Gdy zmarła zostałam sama z Matthiasem. Opiekowałam się nim przez 6 tygodni, potem rodzina zdecydowała, że należy go oddać do ośrodka. Matthias miał koło 30. lat. Bardzo się z nim zżyłam. Był jak kwiat. Któregoś razu miał atak, spadło mu ciśnienie. Ratowałyśmy go razem z zięciem, który nie pozwolił wezwać pogotowia, potem dowiedziałam się, że Matthias razem z matką nie podpisali zgody na reanimację w razie wypadku. Matthias nie wszystkie opiekunki tolerował, ale mnie polubił ze wzajemnością. Do domu opieki przenieśliśmy cały jego pokój. Wszystkie sprzęty. Gdy odchodziłam powiedziałam, że zawsze będzie moim przyjacielem, a on popłakał się i pocałował mnie w policzek. Łamacz serca.
Reklama
Cała gama charakterów. Większość przyjeżdża zarobić. Wiele jest weteranek, które jeżdżą tam od lat, ale wiele też pań bez kompetencji i predyspozycji do zawodu. Są też kobiety, które wyruszają na łowy. Po starego męża. Moja znajoma z Gorzowa (48 lat) wyszła za mąż za pacjenta (92 lata). Chodziło o pieniądze. Zostawiła dzieci i zamieszkała ze starcem, z którym nic ją nie łączyło. Była też opiekunka złodziejka, której sprawę skierowano do sądu i którą wydalono z Niemiec. Ona od początku przymilała się do żonatego seniora. Mówiła mu: „My sobie życie ułożymy bez twojej żony”. To pojedyncze przypadki, ale zdarzają się częściej niż można przypuszczać. Co łączy opiekunki? Niesamowity stres, tęsknota za rodziną i domem, wiele z nas cierpi na depresję, bo pacjenci geriatryczni są męczący. Zwłaszcza ci, którzy biorą leki psychotropowe. Wracamy do Polski zakręcone jak motyle.
Tak. Oczywiście.
Reklama
Rozmawiała Małgorzata Modrak[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Artykuł nie przedstawia prawdy na 10 przypadków, jeden taki. 3lata to żaden staż. W tej pracy trzeba się liczyć ze to nie wczasy. Czasem jest jak urlop czasem trzeba się napracować. Na szczęście wynagrodzenie jest nagroda. .lepiej zarobić 1500 euro niż 1500 zł w kraju za ta samą pracę
Przez ponad 8lat nigdy nikt mnie nie pinizal. Agresja itd. .przecież to często ludzie z chorobami wieku starszego. Empatia, chęć wykonywania tej pracy. .3lata i dyplom nie świadczą o niczym
Pani dyrektor !! Super artykuł no i fotka.Pozdrówka...
Mam koleżankę która też tam pracowała. Dała se spokój po dwóch latach. Jak mi opowiadała to włos się na głowie jeży. Wyzwana od polskiej świni,drapana,oplówana,kopana..A idźcie. Współczuję tym co źle trafią,a chcą pomóc.Co do kasy.To jak każdy wie setki polaków za nią wyjeżdża za granicę ,w KAŻDYM zawodzie.
Do pigułki; A Ty chodzisz do pracy dla idei, nie dla kasy? A " ohyda" pisze się przez samo h, jakby co.
Zazwyczaj im więcej kasy , tym większa znieczulica. Zobaczysz za kilka lat w Złotowie . Ale jak we wszystkim są wyjątki.
weź se kredyt i zmień pracę
Bzury piszecie, opiekunka/opiekun nad seniorem w Niemczech zarabia pieniądze których pracując na tym stanowisku w Polsce nigdy by nie zobaczyła na oczy. Pieniądz jest głównym powodem a nie miłość do bliźniego. Pracując w szpitalu czy domu pomocy w kraju też trafi się upierdliwy podopieczny.
Jakby się nie chciało Pani Ewie pracować to by nie pracowała ,miała odwagę opowiedzieć prawdę i bardzo dobrze . Brawo pani Ewo
Po co wogóle wylewać swoje żale.Nie chce się babie pracować i tyle.
Czytałam artykuł, pracuję jako opiekunka ładnych parę lat i mam kompletnie inne doświadczenia, może dlatego, że nie mam dyplomu tylko serce? Rodziny, u których pracowałam bardzo troszczyły się o swoich rodziców, mnie też nie spotkała większa przykrość, czasem brak zrozumienia. Nie wolno uogólniać, nie ,, wszyscy Niemcy" zimni, pewnie i tacy są, ale czy przypadkiem u nas wszyscy tacy troskliwi i serdeczni?
Też czytałam ten artykuł w całości i absolutnie nie zgadzam się z tymi uogólnieniami. Pracuję tam jako opiekunka już 10 lat. Pierwszy raz jechałam z duszą na ramieniu. Staruszka na początku nie była zbyt przyjazna, za to rodzina bardzo serdeczna. Zarówno dla mnie jak i dla swojej seniorki. Pracowałam w kilku miejscach i za każdym razem było podobnie. Staruszkowie ze względu na wiek i różne choroby na całym świecie bywają kapryśni, nieprzyjemni, wręcz agresywni. Nie jest to jednak normą. Seniorzy częściej niż u nas trafiają do domów starców, ale nieprawdą jest, że wszyscy są zimni i nieczuli. Mam zupełnie inne doświadczenia, a prawda leży jak zapewne pośrodku.
Czytałam artykuł w gazecie - myślałam że Niemcy tacy porządni i fajni , a tu niespodzianka ha, ha, ha
Ha ha a jakaż to zajebiście duża kasa 24 na dobę praca z czubka mi za 2 euro na GODZINĘ lepiej w Polsce
Pracowałam co prawda tylko przez 6 miesięcy jako opiekunka w Niemczech ale nie czułam się ani poniżona ani też wykorzystywana . Mieszkałam ze starszą panią w domku i normalnym było dla mnie ,że muszę podać jej jedzenie , posprzątać i zrobić zakupy ,Każdego dnia przychodziły do niej trzy razy pielęgniarki ,które podawały leki myły ją i ubierały .Rodzina była przesympatyczna .Przyjeżdżali do nas co tydzień na pół dnia ,zawsze zapowiedziani ,pytali czy nie brakuje pieniędzy i przywozili ciasto oraz zgrzewki wody mineralnej abym nie musiała jej taszczyć ze sklepu sama .Miałam też w domku obok , przemiłą starszą sąsiadkę zawsze chętną do pomocy .No i ten zwyczaj w małych miejscowościach kiedy nawet mnie osobie nieznajomej mówiono dzień dobry .Dzisiaj z perspektywy czasu cieszę się że miałam szansę przeżyć coś takiego .Gdyby nie sytuacja rodzinna pewno jeżdziłabym częściej .
Zgadzam sie z Pania Ewa jezdze 6 rok i bywa pezeroznie raz jest tragicznie ze ledwo sie da wytrzymac,ale mialam rowniez bardzo dobre miejsca nawet nieraz czulam sie jak turystka Niemozna napewno uogolniac tego poprostu loteria lepiej lub gorzej...zalezy od choroby i podejscia rodziny W sumie to tez mam dosc psychicznie i wole isc pracowac do fabryki
Artykuł nie przedstawia prawdy na 10 przypadków, jeden taki. 3lata to żaden staż. W tej pracy trzeba się liczyć ze to nie wczasy. Czasem jest jak urlop czasem trzeba się napracować. Na szczęście wynagrodzenie jest nagroda. .lepiej zarobić 1500 euro niż 1500 zł w kraju za ta samą pracę
Przez ponad 8lat nigdy nikt mnie nie pinizal. Agresja itd. .przecież to często ludzie z chorobami wieku starszego. Empatia, chęć wykonywania tej pracy. .3lata i dyplom nie świadczą o niczym
Pani dyrektor !! Super artykuł no i fotka.Pozdrówka...