Często jest wśród ludzi. Otacza ją wiele życzliwych osób, które są dla niej skarbem, a przede wszystkim niewyczerpanym źródłem energii. Nie jest sama, bywa jednak czasami samotna. Stara się nie narzekać i patrzeć w przyszłość z optymizmem. Kiedyś znajdzie się ktoś tylko dla niej. Póki co ona jest dla wszystkich, a choć życie artystyczne i zawodowe przysparza jej dużo wysiłku, to daje również sporo radości. Lilia.
Jak kwiat
– zaznacza nasza rozmówczyni, mieszka w Polsce od 13 lat. Jej historia zaczęła się daleko za wschodnią granicą. Zanim trafiła do Okonka, życie rzucało ją w różne rejony świata. Najpierw Mongolia, potem Buriacja, a nawet Sybir. Wreszcie Drohobycz na Ukrainie, w którym spędziła swoje lata młodzieńcze i zaczęła zakochiwać się w Polsce.
Lilia Czaja, z domu Łeskiw (spolszczony zapis z języka ukraińskiego), jak sama mówi oprócz czytania książek, nigdy wcześniej żadnych pasji nie posiadała. W wieku 7 lat trafiała jednak do szkoły muzycznej, gdzie okazało się, że całkiem dobrze radzi sobie z grą na pianinie. Jej kolejne, szkolne wybory były zatem logiczne: Wyższa Szkoła Pedagogiczna, na której zdobyła uprawnienia do nauczania muzyki, ale to jeszcze nie było jednak „to”. Prawdziwą pasją okazała się dyrygentura. Swoje pierwsze kroki młoda dyrygentka stawiła na początku lat 90.
Choć nie umiałam języka polskiego, zajęłam się chórem polonijnym „Śpiew Duszy”, który istnieje zresztą do dziś. Było to w 1995 roku
Reklama
– wspomina Lilia Czaja, zaciągając wyraźnym ukraińskim akcentem. Początki nie były łatwe, ale większe problemy w dogadywaniu się mimo wszystko nie istniały. Język polski, ku zdziwieniu naszej rozmówczyni, udało się jej opanować dość szybko.
Dużo przebywałam z Polakami. Jakoś tak przesiąknęłam tym. Jest to dla mnie dziś dziwne, bo jak miałabym nauczyć się angielskiego czy niemieckiego, to jest dla mnie jakaś masakra
– mówi. Lata spędzone na dyrygowaniu polskim chórem, a dodatkowo prowadzeniu zajęć muzycznych w Polskiej Sobotniej Szkole oraz ukończenie studiów polonistycznych sprawiały, że polskość stała się stałym elementem życia naszej bohaterki. Dodatkowo coraz częściej wraz z chórem, na przeróżnych koncertach i festiwalach, gościła w Polsce. Więzi się zacieśniały, ich kulminacją stała się przyjaźń z Brygidą Mańkus, ówczesną dyrygentką chóru „Tęcza” z Zakrzewa, z którą zaczęły odwiedzać się także prywatnie.
Brygida zawsze powtarzała, że na tych terenach potrzebują takiego dyrygenta jak ja
– wspomina pani Lilia. Tym sposobem, dzięki zaangażowaniu pani Brygidy, nasza bohaterka znalazła się w Złotowie.
Jedyny taki chór – Początki nie były łatwe. Pani Lilia miała trudności ze znalezieniem stałego zatrudnienia. Poszukując pracy rozpoczynała karierę dyrygencką w Zakrzewie, gdzie na kilka lat przygarnął ją chór „Tęcza”...
Ja już nic nie wiem – W Okonku, jak zapewnia pani Lilia, realizuje się w stu procentach. Spełnia każde wizje artystyczne, nawet te najbardziej szalone. Co ważne, może liczyć na wsparcie swoich chórzystów i aktorów występujących w kabarecie...
Dyscyplina musi być – Pani Lilia jako dyrygent jest znana z szalonych pomysłów, ale i twardej ręki. Zresztą sama uczyła się pod bacznym i rygorystycznym okiem wykładowców...
Początki nie były łatwe. Pani Lilia miała trudności ze znalezieniem stałego zatrudnienia. Poszukując pracy rozpoczynała karierę dyrygencką w Zakrzewie, gdzie na kilka lat przygarnął ją chór „Tęcza” (została tam drugim dyrygentem).
Swego czasu byliśmy przedstawiani jako jedyny chór, który ma ich dwóch
– wspomina pani Lilia. W niedługim czasie stanęła jednak na czele nowo powstałego chóru Gromada w Starej Wiśniewce. Było to dokładnie 10 lat temu (w tym roku chórzyści będą obchodzić okrągły jubileusz). Życie zawodowe, dzięki nowym kontaktom, również zaczęło się powoli układać. Najpierw kilka godzin zajęć z muzyki w Powiatowym Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Złotowie, a potem zastępstwo w Gimnazjum w Okonku.
Jak dostałam tę propozycję byłam przerażona. Gdzie taki kawał jechać do tego Okonka?! Tam się jedzie, i jedzie, i jedzie... Ale szybko przyzwyczaiłam się
– wspomina. Nasz bohaterka dojeżdżała autobusami, siedzenie za kierownicą nie jest bowiem dla niej.
A gdzie ja i samochód! Od rancza do rancza po pustyni ewentualnie dojechałabym, ale jakieś parkowanie, manewrowanie! To nie dla mnie
– wyjaśnia. Do dziś zresztą chórzyści przywożą i odwożą swoją dyrygentkę na próby.
Dobrze, że jeszcze im się chce
– żartuje. Członkowie chórów stali się dla niej bliscy, zresztą to dzięki nim zdecydowała się osiąść w Okonku. Pierwsze lata pani Lilia spędziła w rozjazdach między Złotowem, Okonkiem i Starą Wiśniewką, zapuszczając korzenie w różnych częściach powiatu.
Zdarzały się lepsze i gorsze chwile, aż w końcu uznałam, że zamieszkiwanie w Złotowie niezbyt mi odpowiada. Czułam się tam bardzo samotna. Przez codzienne, życiowe problemy rozważałam nawet ewentualność powrotu do domu, na Ukrainę. „Sonata” na to mi jednak nie pozwoliła
– wspomina pani Lilia. I tak w 2015 roku, dzięki wsparciu chórzystów, ich dyrygentka zamieszkała w Okonku.
W Okonku, jak zapewnia pani Lilia, realizuje się w stu procentach. Spełnia każde wizje artystyczne, nawet te najbardziej szalone. Co ważne, może liczyć na wsparcie swoich chórzystów i aktorów występujących w kabarecie. Naszą rozmówczynię nadal trapi jednak prywatna sfera życia. To zresztą ona ma duży wpływ na to, czy ma się starać o polskie obywatelstwo, czy też nie.
Gdyby był ktoś, z kim zechciałabym się związać, kto powiedziałby mi: zostań, tu jest twoja przyszłość, na pewno byłoby mi łatwiej, a tak ciągle odkładam tę decyzję
– wyjaśnia. Obecnie pani Lilia posiada kartę na osiedlenie, którą musi odnawiać co 10 lat. Poza tym do wyrobienia obywatelstwa dodatkowo zniechęca ją cała procedura.
Wszystko mogę zrobić z łatwością. Napiszę scenariusz, zrobię aranżację utworów, wymyślę kabaret na poczekaniu, ale jak widzę dokumenty, te papiery, to aż chora się robię
– mówi.
Jeszcze jak sobie pomyślę, że mam jechać do Poznania, a tam się okaże, że czegoś brakuje i znowu wracać, potem jechać z powrotem to już mam dosyć
– dodaje pani Lilia. Coraz częściej nie widzi też powodu.
Córka wyjechała za miłością do Rosji, matka mieszka na Ukrainie, siostra w Niemczech...
Mimo to ciągle czeka na jakiś znak, który utwierdzi ją w tym, aby osiąść tutaj na stałe. Niewykluczone bowiem, że jeszcze kiedyś los rzuci ją w zupełnie inne miejsce na świecie.
Póki co stara się nie próżnować. Każdy dzień to kolejne wyzwania. Kalendarz ma zapełniony do końca roku. Obecnie pod jej opieką są trzy chóry (Gromada ze Starej Wiśniewki, Ballada z Debrzna, Sonata z Okonka) oraz nowy zespół wokalny OK!tawa. Poza tym ludzie na niej polegają.
Czasami sobie myślę, że spokojnie dałabym radę pracować jako dyrygent z profesjonalnymi grupami. Jak jednak tak patrzę na tych moich amatorów, to wiem, że urodziłam się dla tego, aby pracować właśnie z nimi. Ci profesjonalni na pewno nie daliby mi tyle uznania i miłości
– zauważa.
Pani Lilia jako dyrygent jest znana z szalonych pomysłów, ale i twardej ręki. Zresztą sama uczyła się pod bacznym i rygorystycznym okiem wykładowców.
Wszyscy zachwycają się chórem Aleksandrowa, rosyjskim baletem. Gdyby tak widzieli ich próby... Jaka tam jest dyscyplina i jaka orka! Ja to naprawdę na tym tle jestem jeszcze bardzo miła
Reklama
– mówi. Dyrygentka lubi jak są efekty i to dość szybko, na cackanie się nie ma zatem miejsca.
Nie wiem, może to taka nasza wschodnia przypadłość. Póki co nie uciekają mi ludzie z chórów, przynajmniej na pewno nie przeze mnie
– mówi.
To znaczy, że zaakceptowali taki styl pracy
– wtrącamy.
A mają inne wyjście!?
– z uśmiechem odpowiada pani Lilia. Jej metody się sprawdzają. Gdy tak patrzy na swoich śpiewaków i widzi, jak w wielu z nich ujawniło się i rozkwitło przez te lata wiele skrytych talentów, to napawa ją duma. Jak z cichych, skromnych emerytek wychodzą nagle diabły, które potrafią rozśmieszyć publiczność do łez, zresztą zawsze tłumnie przychodzącą na występy, pani Lilii wie, że jest w swoim żywiole. Nie ukrywa jednak, że zdarzają się jej momenty wypalenia. Gdy ktoś daje tyle energii z siebie ludziom, w pewnym momencie czuje się pusty. Wtedy najchętniej nie wstawałaby z łóżka. W domu raczej niczego nie słucha, woli, gdy jest włączony telewizor i ktoś po cichu mówi, bo nie znosi całkowitej ciszy. Wtedy dyrygentka odpoczywa. Za Ukrainą, a dokładniej za otwartością i emocjonalnością duszy wschodniej czasami tęskni, ale nie bardzo chce tam wracać. Tu ma lepsze warunki dla samorealizacji, nie mówiąc o tym, że ogólny poziom kultury i poziom życia też są lepsze. Tutejsza mentalność społeczeństwa jej bardziej odpowiada. Polska stała się dla niej drugim domem. Sprawili to ludzie i sztuka, w której może od kilku lat realizować się bez żadnych ograniczeń. Czy kiedyś formalnie stanie się Polką? Nie wiadomo, zresztą nawet główna zainteresowana nie potrafi na to pytanie dziś odpowiedzieć. Nadal czeka na powód, który pomoże podjąć jej ostateczną decyzję.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pani Lila jest wspaniała. Posiada olbrzymią wiedzę muzyczną. Lila nie wyjeżdżaj z Polski. Jesteś nam potrzebna. Bardzo Cię lubimy i cenimy.
Lekcje muzyki nie zapomniane! :D
Co się czepiasz tej pani! Niech ona zostanie w Polsce i czegoś uczy niż mają przyjechać ciapaci, którzy siali by tylko niepokój.
Jeśli się pani Lilia waha to Polki z niej nie będzie.A dyrygować chórem można na całym świecie...
Droga Nelu, pani Lila jest wspaniałą osobą, na pewno lepszą niż Pani. Komentarz napisany przez Panią jest skandaliczny. Dla takich osób jak Pani znajdzie się miejsce gdzie indziej.
Pani Lila jest wspaniała. Posiada olbrzymią wiedzę muzyczną. Lila nie wyjeżdżaj z Polski. Jesteś nam potrzebna. Bardzo Cię lubimy i cenimy.
Lekcje muzyki nie zapomniane! :D
Co się czepiasz tej pani! Niech ona zostanie w Polsce i czegoś uczy niż mają przyjechać ciapaci, którzy siali by tylko niepokój.