Reklama

Poparzona olejem i ogniem

15/02/2012 15:18
Przytomność umysłu męża uratowała życie Łucji Sitkowskiej. - Oddychaj Łucuś. Nie zostawiaj mnie teraz ? małżonek kobiety wspomina słowa, jakie wypowiadał w tych dramatycznych chwilach

Wtorek 13 grudnia 2011 roku na zawsze pozostanie w pamięci Łucji Sitkowskiej. Tego właśnie dnia mieszkanka Kujana otarła się o śmierć, a wybawienie przyniósł jej mąż, który wyciągnął małżonkę z płomieni. Dramatyczne wydarzenia zaczęły się od prozaicznej czynności – smażenia frytek. Pani Łucja, na co dzień, paradoksalnie, kucharka w Szkole Podstawowej w Śmiardowie Złotowskim, podgrzewała w rondlu olej, w którym miała przygotować obiad. Zmęczona po pracy zasnęła w fotelu przed telewizorem. Olej zapalił się, co zauważył przez okno małżonek, który obok domu obierał właśnie ryby. Zawołał żonę, która szybko pobiegła do kuchni, aby ugasić płomienie. Działając w emocjach pani Łucja chwyciła za rondel, przeniosła go nad zlew i odkręciła wodę. Ciecz i palący się olej wykipiały, płomienie dostały się na rękę kobiety, która jak najszybciej próbowała dostać się do uchylonego okna i tam wyrzucić zapalony rondel. Pech chciał, że w korytarzu mieszkania poślizgnęła się i upadła w rozlany i palący się olej.

Nie zostawiaj mnie teraz

Do mieszkania wbiegł mąż z 13-letnim synem, którzy zaczęli przykrywać mamę i żonę czym tylko się dało. Gdy ugasili płomienie, małżonek natychmiast wezwał pogotowie. Mężczyzna szybko zdjął też z pani Łucji dres. Zaniósł żonę do wanny, gdzie poparzone ciało oblewane było chłodną wodą. Mieszkanie było mocno zadymione, co bardzo dawało się we znaki chorującej na astmę kobiecie. W pewnym momencie pani Łucja zaczęła tracić oddech. Małżonek wyniósł ją do przedsionka. Do tego momentu kobieta dokładnie pamięta wszystkie wydarzenia. Wtedy pojawił się też ból poparzonego ciała, a pani Łucja zaczęła tracić przytomność. Syn jeszcze raz zadzwonił po pogotowie. – Chwile wydawały się wiecznością. Wołał przez telefon, żeby pospieszyli się, bo mama mu umiera – wspomina małżonek, który był cały czas przy żonie. Był i widział, że ta traci przytomność. Na poparzonych miejscach zaczęły już powstawać bąble, zaczęła też schodzić skóra. – Oddychaj Łucuś, nie zostawiaj mnie teraz – małżonek wspomina słowa, jakie wypowiadał w tych dramatycznych chwilach. Kilka sekund po tym, jak pani Łucja straciła przytomność, na podwórko wjechała karetka. U poparzonej doszło już do zatrzymania akcji serca. Reanimacja trwała kilka minut.

Dobra opieka, silny charakter

Pani Łucja trafiła do szpitala w Złotowie. Na drugi dzień przetransportowano ją śmigłowcem do Poznania. Dopiero w czwartek odzyskała przytomność. W wyniku nieszczęśliwego wypadku doznała poparzeń 30% ciała, w tym połowę stanowiły głębokie oparzenia. Kolejne tygodnie spędzone na oddziale intensywnej terapii to czyszczenie poparzonych miejsc, przeszczepy skóry i oczywiście nieustanne przyjmowanie leków przeciwbólowych. Poparzeniom nie uległy jedynie głowa, tors i lewa noga, wszystkie pozostałe części ciała doznały poparzeń – przede wszystkim prawa noga, plecy i pośladki.

Dzisiaj pani Łucja przyznaje, że z niedowierzaniem ocenia to, jak szybko została postawiona na nogi. Była już przecież prawie na tamtym świecie. – Opieka medyczna to jedno, ale prawda jest też taka, że żona ma silny charakter – mówi małżonek pani Łucji. Ból też doskwiera coraz mniej, najbardziej daje o sobie znać nocami, ale z dnia na dzień stan poszkodowanej jest coraz lepszy. Po dramatycznym zdarzeniu pozostały głównie wspomnienia, wciąż mocno poraniona prawa stopa, ale też radość z tego, że życie dalej toczy się z udziałem bohaterki tej historii. Dlatego pani Łucja dziękuje wszystkim, którym zawdzięcza drugie życie – lekarzom, księdzu Stanisławowi Goszycowi, przyjaciołom, krewnym, znajomym, sąsiadom za modlitwę i wsparcie, a przede wszystkim małżonkowi i synowi.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości