Reklama

Poproszę o kopniaka

18/05/2013 00:00
- Bardzo się boję. O przyszłość tej szkoły i o swoje postępowanie - przyznaje dyrektor Szkoły Podstawowej w Starej Wiśniewce. Z Aleksandrem Kaszubą rozmawia Piotr Steffen

Jest Pan zadowolony, że Agnieszka Miela zastąpi Pana od nowego roku szkolnego w roli dyrektora?
Tak. Agnieszkę proponowałem na stanowisko dyrektora już dwa lata temu, kiedy podczas rady pedagogicznej oznajmiłem nauczycielom, że nie będę ponownie się ubiegał o funkcję dyrektora. Wskazałem Agnieszkę jako swoją następczynię. M.in. dlatego mogła spokojnie ukończyć kurs zarządzania, niezbędny do prowadzenia szkoły.

Jak Pana wskazanie przyjęli wtedy pozostali nauczyciele?
Dobrze. Tym bardziej, że nikt z pozostałych nie aspirował do tej roli. Przede wszystkim ze względu na staż pracy, bo 90% naszej kadry to osoby, które w oświacie pracują około 30 lat. Robić kurs z zarządzania po to, żeby na pięć lat zostać dyrektorem? Nie miało to sensu, zwłaszcza, że takie szkolenie kosztuje, a wszystko trzeba pokryć z własnej kieszeni.
[[reklama]]
Dlaczego nie chciał Pan dłużej sprawować funkcji dyrektora?
25 lat kierowania szkołą wystarczy. Tak naprawdę nigdy nie miałem aspiracji, żeby kimkolwiek i czymkolwiek kierować, być szefem czy przewodniczącym, a tak się składało, że już od szkoły podstawowej zawsze czymś lub kimś kierowałem. Chciałbym od tego odpocząć. Najlepiej czuję się w klasie, z uczniami. I dalej będę z nimi pracował, bo nie nabyłem jeszcze praw emerytalnych.

Gdyby Agnieszka Miela nie wyraziła zgody na kandydowanie na stanowisko, ubiegałby się Pan o nie nadal? Pytam, bo z praktyki wiem, że kadry szkół z reguły nie chcą jednak wpuszczać na fotel dyrektora osób spoza szkoły.

Trudno mi w tej chwili gdybać, ale sądzę, że rzeczywiście ponownie kandydowałbym na stanowisko. Faktycznie jest tak, że kadry nauczycielskie raczej wolą pracować ze „swoimi” dyrektorami. Ja pracuję w tej szkole 25 lat, podobnie jak pozostała większość nauczycieli, niektórzy nawet ponad trzy dekady. Trudniej byłoby nam dostosować się do nowej osoby. Tym bardziej, że gdyby rzeczywiście wszedł ktoś z zewnątrz, Agnieszka Miela dostałaby wypowiedzenie, bo dla niej nie byłoby wtedy godzin, a szkoda, aby nasza szkoła straciła tak dobrą i zaangażowaną nauczycielkę. Dlatego tak się cieszę, że jej kandydatura pozytywnie została oceniona przez komisję konkursową.

Jak podsumowuje Pan ćwierć wieku kierowania szkołą?
Wydaje mi się, że parę rzeczy udało się zrobić. Chociażby ubiegłoroczne nadanie imienia i sztandaru szkole, które to wydarzenia w niejednej placówce oświatowej spowodowały konflikty, a nawet przysłowiową wojnę. U nas też było małe spięcie, ale szybko załatwiliśmy temat, a że ja nie jestem pamiętliwym człowiekiem, dzisiaj wszyscy dalej normalnie współpracujemy.

Poszło o imię szkoły?
Nie, o sztandar. Mniejsza z tym, to już historia. Wracając do wcześniejszego pytania... Udało się też doprowadzić szkołę do dobrego stanu technicznego, a trzeba pamiętać, że to bardzo stary budynek. Mamy nowe ogrzewanie, nowe dachy, drzwi, wygipsowane ściany, itd. Jedyne, co nie jest może miłym wspomnieniem... Albo nie. Nie ważne.

Śmiało.
Chciałem powiedzieć tylko tyle, że zanim trafiłem do tej szkoły pracowałem w Głomsku i pamiętam, jak wtedy była traktowana szkoła w Starej Wiśniewce. Zawsze liczyło się Zakrzewo, Głomsk, Śmiardowo Złotowskie, a na końcu była ta szkoła. Tak przynajmniej to wyglądało z zewnątrz w tamtym czasie.

Skończyło się jednak na tym, że to szkoły w Głomsku dzisiaj nie ma, a w Starej Wiśniewce istnieje.

W ogóle wydaje mi się, że ta kolejność postrzegania szkół trochę się odwróciła. Choć wiadomo, że Zakrzewa nigdy nie przebijemy, choćby z punktu widzenia liczebności dzieci. Ale jeśli już popatrzymy na wyniki uzyskiwane przez naszych uczniów... Trzeba przyznać, że w ostatnich latach naprawdę są one dobre, również te sportowe, gdzie nie mamy przecież nawet porządnej sali gimnastycznej. Orlika też nie mamy, gramy na asfalcie. Ale te dobre wyniki szkoły to efekt naszej solidnej pracy. Swego czasu kadra mocno się zmobilizowała. Poza tym – może wyda się to dziwne i może trudno będzie w to uwierzyć – ale w naszej kadrze naprawdę nie ma poważniejszych zgrzytów. Jesteśmy dowodem na to, że kiedy pracuje się wspólnie, można coś osiągnąć. Nawet przy tak niewielkiej liczbie dzieci. Czasami żartuję, że my i nasi uczniowie nie jesteśmy chyba normalni. Najczęściej dzieci trudno zatrzymać w szkole, a u nas... Jak są ferie, większość naszych uczniów spędza je w szkole czy na naszej małej sali gimnastycznej.

Ale rzeczywistość jest nieubłagana, przy spadającej demografii, małe szkoły coraz częściej są likwidowane. Boi się Pan o przyszłość tej szkoły?
Bardzo się boję. Te demograficzne problemy w naszej szkole też już widać.
[[nowa_strona]]
Gdyby w najbliższych latach miało dojść do zamknięcia jakiejś szkoły na terenie gminy Zakzewo, którą wskazałby Pan jako pierwszą? Ale nie jako dyrektor szkoły w Starej Wiśniewce, ale jako A. Kaszuba, mieszkaniec gminy.
To trudne pytanie i ciężko na nie odpowiedzieć. Odległość od Zakrzewa, miejsce i warunki są korzystniejsze w przypadku śmiardowskiej szkoły, ale nie mają tam dzieci. My mamy ich więcej, ale jesteśmy bliżej od Zakrzewa i nie mamy takiego zaplecza czy miejsca na to zaplecze. Jesteśmy ściśnięci. Mamy za to niższe koszty utrzymania.

Gdyby kiedyś doszło do likwidacji tutejszej szkoły, ta niezwykle ambitna, miejscowa społeczność wybaczyłaby władzom gminy taką decyzję?
Jestem optymistą i mam nadzieję, że nie doszłoby do sytuacji, jaka powstała w Głomsku. Czyli że nawet gdyby w gminie podjęto taką decyzję, to w Wiśniewce zostałaby szkoła, nazwijmy ją, społeczna. Głomsk nie miał w swojej kadrze ludzi zainteresowanych pracą za mniejsze pieniądze, tymczasem u nas kadra jest inna. Alina Marglewska – 30 lat pracy, od lat związana z tym środowiskiem; ja i moja małżonka podobnie; Bogusia Jonatz także, również Beata Justyna, podobnie Krystyna Zdrenka czy Agnieszka Miela (jej pierwsza praca). Zmierzam do tego, że te osoby raczej nie poszłyby gdzieindziej szukać pracy i pewnie mogłyby pracować tutaj na innych warunkach. To mam na myśli mówiąc, że nie powinna się powtórzyć sytuacja z Głomskiem. Wierzę, że z tymi ludźmi udałoby się przedłużyć życie tej szkoły. Bo w Głomsku kadra się rozsypała, nie było tam spójności.

Jak przez te ćwierć wieku Stara Wiśniewka odbierała dyrektora Aleksandra Kaszubę?

Nie jestem w stanie tego ocenić, bo bezpośrednie opinie raczej nigdy do mnie nie docierały.

Przed naszą rozmową zasięgnąłem nieco opinii na Pana temat. Były one różne, ze zdecydowaną przewagą pozytywnych, ale jednak często powtarzającą się kwestią, że nie był Pan do końca skory do współpracy z lokalnym środowiskiem. Tzn. był Pan, ale trzeba było Pana do współpracy namawiać, a niekoniecznie wykazywał się Pan inicjatywą.

Nie zgadzam się z taką opinią. Po prostu z jednej strony nie chcę wciskać się gdziekolwiek na siłę, a z drugiej też nie chcę być angażowany we wszelkie możliwe przedsięwzięcia. Nie na wszystkim się znam i wolę robić jedynie to, co potrafię. Robić to dobrze. Nie chciałbym być traktowany jak pan Edmund Bindek w środowisku Zakrzewa. Wszędzie go biorą, wybierają, gdzie się pojawia, tam proponują mu jakąś funkcję, zajęcie, bo on taki już jest, że nie chce nikomu odmówić. A po co to? Dlatego niektórych sytuacji rzeczywiście, celowo wręcz unikam, bo nie lubię wychodzić przed szereg. Powiem inaczej – czy widać mnie gdzieś przy Dniach Kwitnących Wiśni?

Nie. Chociaż ja wiem, że Pan przy nich działa.

Ale spokojnie robię swoje i o nic się nie upominam. Nawet na zdjęciach mnie nigdzie nie widać. A dlaczego? Bo jak je robię, to jak mam być na nich widoczny? Nie widać mnie również na nagraniach wideo z naszych imprez, ale dla przykładu, w bieżącym roku nagrania z 3 maja już 4 maja można było oglądać w internecie. Sprawdziłem, wszystkie nagrania na yotube opracowane i przesłane przeze mnie obejrzało blisko 20 tysięcy osób. Przez 15 edycji DKW zajmowałem się przygotowaniem sprzętu i nagłośnieniem całej imprezy. To praca, którą wykonuje się przed imprezą lub poza główną widownią. Osoby w tym nie zorientowane mogą odnieść wrażenie, że moje zaangażowanie jest skromne.

[[reklama]]
Ponoć bardzo interesuje się Pan techniką, komputerami. Sam prowadzi Pan też lokalny portal.

Tak. Lubię to, trochę się na tym znam i dlatego akurat w to chętnie się angażuję. Ale nie chcę być wszędzie tylko dlatego, że wypada albo że ktoś poprosił. Nie chcę być figurantem.

Trudno było zadowolić miejscowe społeczeństwo jako dyrektor tutejszej szkoły?

Chyba nie, bo wymagania mieszkańców zawsze były dość racjonalne. Tym bardziej, że ja nigdy nie byłem żadnym dyktatorem i umiałem nastawić się na dialog. Słuchałem ludzi. A niezadowolone jednostki zawsze i wszędzie się znajdą.

Będzie Pan wspierał nową dyrektor czy pozostawi jej Pan pełną swobodę działania?
Agnieszka na pewno będzie potrzebowała pomocy, bo nie jest łatwo wejść w nowe, poważne obowiązki. Będzie jej trudno, bo przyjdzie jej pracować z kadrą doświadczoną, starej daty. Pewnie będę próbował jakoś na nią wpływać i dlatego nawet trochę boję się, że w pewnym momencie mogę przesadzić. Dlatego, gdy będę jej przekazywał obowiązki, przy całej kadrze poproszę, ażeby upominali mnie, kiedy za bardzo zacznę się rządzić. A o to będzie łatwo, gdyż po 25 latach kierowania szkołą człowiek ma pewne nawyki, których od razu się nie wyzbędzie. Dlatego, mówiąc żartem, poproszę o kopniaka, gdy ktoś zauważy, że przesadzam.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama