O przygotowaniach do jubileuszu 600-lecia wsi Łąkie, o tym, jaka to wieś i o tym, dlaczego głaz przez moment staje się kamieniem (nie)zgody opowiada Bernadeta Lach. Z radną i sołtysem w jednej osobie rozmawia Piotr Steffen
600-lecie za pasem. Czym jest ta impreza dla mieszkańców wsi? Ludzie żyją tym jubileuszem? Na pewno jest to wielkie wydarzenie i myślę, że ludzie nim żyją. Chcemy pokazać Łąkie z dobrej strony, a tych pozytywów jest sporo. Zależy nam na wypromowaniu wsi, bo ona zwyczajnie na to zasługuje. Na przykładzie Łąkie chcemy też pokazać innym, że warto zagłębiać się w historię swojej miejscowości i wcześniejszych pokoleń. Leżymy na terenach odzyskanych, gdzie sporo mieszkańców z okresu międzywojennego wyjechało na Zachód. Do nich także wysłaliśmy zaproszenia na jubileusz, m.in. do partnerskiego powiatu Gifhorn. Spodziewamy się przyjazdu potomków tych, którzy przed laty wyjechali. Ich wnuków, czyli przedstawicieli trzeciego pokolenia, osób, które mają dzisiaj koło 70 lat. Zresztą niektórzy sami się do nas odzywali. I to ludzie z różnych stron, nawet ze Stanów Zjednoczonych.
Też przyjadą? Wysłaliśmy zaproszenie, jeden z panów może przyleci. Najstarsi mieszkańcy kojarzą nawet nazwisko, które nosi.
Od kiedy przygotowujecie się do imprezy? Ja przeglądam dokumenty od około dwóch lat. Niestety, udało się dotrzeć do niewielu źródeł.
Jakie w Pani ocenie były dwa, trzy najważniejsze momenty w historii wsi? Na co dokumenty wskazują jako na przełomowe wydarzenia? Trudno ocenić. Z tych dokumentów wynika, iż Łąkie zawsze było bardzo specyficzną wsią. Mam tu na myśli mieszkańców. W 1910 roku mieszkało tu ponad 730 osób, w tym zaledwie około 10% stanowili Polacy. To była bardzo niemiecka społeczność. Wieś była zresztą w tamtych czasach mocno rozwinięta. Mieścił się tu hotel, restauracja i stacja paliw. Było też sporo rzemieślników, którzy prowadzili m.in. kuźnię czy zakład szewski. W Łakie znajdował się też młyn, jezioro było pięknie zagospodarowane, była plaża, pomosty. Niestety to wszystko, prawdopodobnie w okresie wojny, zostało zniszczone.
[[reklama]]
W XX wieku wieś upadła? Niestety tak. Z dokumentów wynika, że sporo rzeczy przestało istnieć. Nie tylko w samej wsi, ale też w jej okolicach. Były folwarki, dworki. Nic już z tego nie zostało.
Jakie nazwiska najczęściej przewijają się w tych kartach, jako osób, które miały największy wpływ na wieś w jej historii? To też trudno powiedzieć. Zwłaszcza, jeśli chodzi o początki historii wsi, dysponujemy niewielką liczbą informacji. W pewnym momencie wiodącą rolę pełniły nazwiska Wacholz czy Fisher. Wacholz być może przyjedzie na naszą uroczystość.
Dla Pani najważniejsza jest chyba ta bieżąca historia? Tym bardziej, że pełni Pani rolę zarówno radnej jak i sołtysa. Te funkcję pełnię krótko, choć mieszkam w Łąkie od 36 lat. Prawda jest taka, że przez ostatnie dekady w tej miejscowości nie działo się zbyt wiele. Od kiedy pracuję społecznie, próbuję coś w tym względzie zmienić.
Jak duża jest grupa organizatorów jubileuszu? Ma Pani duże wsparcie? Ten jubileusz to jest, wbrew pozorom, wielkie przedsięwzięcie. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że z jego organizacją porwałam się z motyką na słońce. Przyznaję, że niektóre sprawy czasami mnie przerastają. Głównie dlatego, że nie mam samochodu, poruszam się wyłącznie rowerem. Jest oczywiście grupa, która pomaga. Nad jubileuszem pracuje jakieś 30-40 osób. Czy to dużo? Jako grupa tak, ale jeśli porównać tę liczbę to ilości mieszkańców, jest to zaledwie kilka procent. Sądziłam, że zainteresowanych będzie więcej, bo gdy pierwszy raz padło w ogóle pytanie, czy mieszkańcy chcą takiej uroczystości, gremialnie odpowiedziano, że tak. Później, jak to w życiu, zapał do pracy u większości osiadł. Na szczęście na niektórych do końca można liczyć.
Z tego co słyszałem, dość nerwowo było na niedawnym zebraniu, gdzie podsumowaliście przygotowania i ostatecznie ustaliliście przebieg uroczystości. Ponoć poszło o kamień. Niestety. To też była jedna ze wspólnych propozycji. Żeby przywieźć go i postawić w miejsce starego skalniaka. Kamień waży 8,5 tony, przywieziony był z Lędyczka. Kosztował nas 200 zł, składali się mieszkańcy i to jest w zasadzie pamiątka od nich wszystkich. Problemem okazała się kwestia umieszczenia na nim herbu gminy. Był pomysł, żeby lipa też została na nim wygrawerowana, skoro od lat przynależymy do gminy Lipka. Tym bardziej, że Łąkie nie ma własnego herbu. Na ostatnim zebraniu niektórzy, na szczęście nieliczni, pokazali, co potrafią. Te osoby nagle zażyczyły sobie wyboru i opracowania własnego herbu, który miałby trafić na kamień. A przecież taka procedura trwa miesiącami, jeśli nie latami. Nadanie miejscowości herbu nie jest takie proste. Nie chcę się nad tym zresztą rozwodzić. W każdym razie, nie chcąc podgrzewać emocji, zrezygnowaliśmy z umieszczenia herbu gminy na kamieniu.
Co tak nagle wzięło tę, jak Pani mówi, nieliczną grupę przeciwników? Nie wiem. Może tu chodzi o coś innego, o to, że niektórym przeszkadza, że osoba pochodząca spoza tego środowiska jest sołtysem i radną.
Przecież większość wybrała Panią w demokratycznych wyborach. Że nie wspomnę o tym, że wygrałam je w cuglach. Ale mniejsza z tym. Gdy zaczęłam kadencję, chciałam coś dla tej wsi zrobić, bo jestem przecież na emeryturze, mam czas i lubię się udzielać. Rzeczywiście przez tych kilka lat trochę rzeczy udało się zrobić, pobudzić niektórych do działania poza swoim podwórkiem. Chciałam jeszcze więcej przy okazji 600-lecia. Dlatego zaskoczyła mnie ta niedawna sytuacja na zebraniu. Ale za to w tych przygotowaniach możemy też liczyć na ludzi z zewnątrz, choćby z sąsiedniej gminy, z Zakrzewa, Ługów czy Starej Wiśniewki. Oni też nam sporo pomogli. Lista tych, którzy nas wsparli, jest zresztą długa. Od ofiarowujących najmniejsze datki po większych sponsorów. Jesteśmy tym bardziej wdzięczni, że mamy świadomość, jak trudno zdobyć dzisiaj każdą złotówkę. A ciągłe chodzenie po sponsorach i proszenie o pieniądze też nie jest łatwe, lekkie, ani tym bardziej przyjemne.
Ile zebraliście, licząc swój wkład, pieniędzy z gminy i z powiatu? Powiat nie dał pieniędzy. Tzn. przygotowywane są chodniki, to taki prezent dla wsi na jubileusz, gdzie powiat pokrył koszty robocizny i dał krawężniki, a cały pozostały materiał dała gmina. Gmina dała też pieniądze, podobnie jak urząd marszałkowski, mieszkańcy, no i sponsorzy. Szacujemy, że łącznie jubileusz będzie nas kosztować około 10 tys. zł. Do Urzędu Marszałkowskiego składałam wnioski na dwa projekty. Z pierwszego nie udało się pozyskać środków, ale w drugim już tak. W ten sposób zdobyliśmy około połowę budżetu imprezy, 5 tys. zł.
Ilu spodziewacie się gości? Około 500-600 osób. Wszystkim trzeba zapewnić godne warunki, dlatego organizacja jubileuszu to naprawdę niełatwe zadanie. Tym bardziej, że obok głównej części imprezy odbędą się jeszcze Biegi im. Romana Kęcińskiego i zawody wędkarskie. Cały dzień będzie wypełniony uroczystościami i towarzyszącymi im atrakcjami.
Jednym z punktów jubileuszu jest przyznanie tytułów honorowych. Zdradzi Pani, kto i za co je otrzyma? W ciągu ostatnich miesięcy padało wiele kandydatur, a gdy zebrało się ich około 30, wiedzieliśmy, że trzeba jakoś ograniczyć to grono. Chociażby po to, żeby ta nagroda miała jednak pewną wartość. Dlatego ostatecznie wybraliśmy siedem osób. Są to: biskup Paweł Cieślik, który będzie celebrował mszę podczas jubileuszu, a który 15 lat temu wyświęcał nasz kościół; śp. ksiądz Stanisław Chojnowski, nasz były proboszcz, który zabiegał o powstanie tego kościoła; były wójt Wojciech Kurdzieko, który przez lata kierowania gminą finansowo mocno wspierał naszą wieś; obecny wójt, który też już coś dla nas zrobił, a oprócz tego tytuł ma otrzymać jakby na zachętę, ażeby pamiętał zawsze o naszej wsi; dyrektor Iwona Peciak, która odbierze nagrodę w imieniu swoim i pracowników szkoły, na którą jako sołectwo zawsze możemy liczyć; a także Stanisław Gortat i śp. Roman Kęciński – kandydatur tych dwóch osób chyba nie muszę argumentować. Muszę też wyjaśnić, że nie będą to tytuły honorowego obywatela wsi, a honorowego przyjaciela naszej miejscowości.
Będzie Pani jeszcze sołtysem i radną? Przyznaję, że na dzisiaj mam dość. Jestem już trochę tym wszystkim zmęczona. Nie wykluczam, że po tej kadencji zrezygnuję ze społecznej pracy. Ostatnio wspomniałam już nawet o tym wójtowi.
600-LECIE WSI ŁĄKIE – 15 czerwca 2013, PROGRAM IMPREZY
7.00-14.00 – Impreza wędkarska nad jeziorem (godz: 7.00-8.00 rejestracja zawodników, 8:30-12:30 – łowienie, 12:30-13.00 – ważenie, 13.00-14.00 – podsumowanie i wręczenie nagród, 14.00 – obiad na plaży). W trakcie występy zespołów ludowych, aktywność gminna – wystawy rękodzielnictwa, itd.
10.00-14.00 (Zespół Szkół w Łąkiem) – Bieg Przełajowy im. Romana Kęcińskiego (10.00 – inauguracja, rozpoznanie tras biegowych, 11.00 – początek biegów w młodszych kategoriach wiekowych, od przedszkolaków po gimnazjalistów, 11.30 – wydawanie obiadu, 13.00 – bieg główny, 14.00 – dekoracja zawodników kategorii OPEN. Zgłoszenia zawodników i informacje: termin zgłoszenia do 15 czerwca w szkole od godz. 9.00 do 30 minut przed każdym biegiem. Kontakt: J. Dopytała, tel. 668 950 025, dyr. I. Peciak tel. 609 780 378
Zespołu Szkół w Łąkiem, tel. 067 2631595 16.00-17.40 (kościół) – msza święta celebrowana przez bp Pawła Cieślika oraz koncert zespołu instrumentalnego „Frygi” 17.50-18.40 – poświęcenie kamienia pamiątkowego oraz nadanie Tytułów Honorowych gościom; przemarsz do szkoły przy akompaniamencie orkiestry dętej 18.45-19.25 (Zespół Szkół w Łąkiem) – spotkanie towarzyskie w szkole – „Wystawa wspomnień” 19.30 (scena nad jeziorem) – powitanie gości na scenie nad jeziorem, wręczenie odznaczeń strażackich, występ taneczny SP Łąkie oraz Młodzieżowej Orkiestry Dętej z Lipki 20.30 – koncert zespołu „Alibi” 21.30 – festyn i zabawa taneczna z zespołem „Lucyna i Marcin”
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze