Reklama

Porządek musi być. Zdaniem radnego Bernarda Krolla w okoneckim ratuszu jednak na próżno go szukać

19/12/2017 12:00
Nasz rozmówca nie chce się już temu dłużej przyglądać i postanawia zaprotestować. Nie tylko w gazecie, ale i sądzie

Rozumiem, że jest Pan pewny swojej racji, skoro zdecydował się skierować sprawę do sądu?

W załączniku nr 3 Planu Zagospodarowania Przestrzennego z 2010 roku te wszystkie drogi są oznaczone. Co więcej, widnieją pod hasłem: drogi gminne. Z mojej wiedzy, a nie jestem prawnikiem, jasno wynika, że budowa i utrzymanie dróg to zadanie własne gminy. Poza tym doszło do porozumienia pomiędzy mną a ówczesnym burmistrzem, rada to zatwierdziła. Czy oni nie wiedzieli, co robią? Wydawało mi się, że podejmując decyzję o bezpłatnym przekazaniu gruntów idę na rękę gminie, która nie będzie musiała ponosić przez to dodatkowych kosztów. Tym bardziej, że coś takiego jest przecież zarówno u nas, jak i w innych samorządach praktykowane. Dodam, że niejako zostałem obdarowany tymi działkami. Ja nie składałem żadnych wniosków dotyczących przekształcenia ich w budowlane. Co więcej, według planu ma tam też powstać przepompownia gminna. Czy ja mam wybudować, a potem utrzymywać drogę, którą będą jeździć gminne, publiczne pojazdy kierowane z innych gminnych dróg?

Czemu to tak długo trwa? Dlaczego wcześniej nie udało się tego rozwiązać? Przecież uchwała została podjęta pięć lat temu?

Po zawale, prawdę mówiąc, skupiłem się na zdrowiu. Gdy wreszcie udało się je podreperować, wróciłem do tematu. Poza tym zainteresowanie klientów nie było duże. Gmina zresztą też wtedy dysponowała nowymi gminnymi gruntami budowlanymi i ludzie chętnie kupowali je między innymi ze względu na drogi dojazdowe. Moje grunty są uprawiane rolniczo, poszatkowanie ich drogami utrudniałoby uprawę. Dlatego też nie spieszyło mi się. Od 2014 roku jednak, gdy dowiedziałem się, że  w naszej gminie praktykowana jest wymiana gruntów, stwierdziłem, że czas najwyższy zakończyć i moją sprawę. W końcu to mój majątek, człowiek tyrał na to latami. Ma co zostawić dzieciom, więc trzeba zrobić porządek. I tak się zaczęło moje chodzenie do urzędników, do pani burmistrz, pisanie pism, których jest już łącznie z wcześniejszymi chyba kilkanaście. Zawsze słyszałem tylko, że zajmą się tym, ale muszą zdobyć więcej informacji, dokładniej się temu przyjrzeć. Trzy lata minęły. I nagle patrzę, na komisji uchwała dotycząca porozumienia z 2012 roku, dotycząca mojej sprawy: jest poddana pod obrady jako przepis do uchylenia.

Reklama

Jak Pan na to zareagował?


Pozostało jeszcze 81% artykułu[[pay]]

Nie będę ukrywał, że wycofanie tej uchwały podniosło mi trochę ciśnienie. Powiedziałem kolegom radnym już na wstępie, że ta sprawa dotyczy mnie. Niektórzy wiedzieli o co chodzi, bo przecież sami podjęli decyzję o jej przyjęciu w poprzedniej kadencji (chociaż mam wrażenie, że woleli nie wiedzieć, nie pamiętać). Wyjaśniłem im zatem, co i jak. Dziwiło mnie, że tak niewielu radnych w ogóle zabrało głos w tej sprawie. Po decyzji przewodniczącego o odłożeniu tej sprawy do czasu sesji, czyli na kolejny tydzień, przemyślałem wszystko i stwierdziłem, że nie dam dalej się tak rozgrywać, że chcę tę sprawę wreszcie zakończyć. Dlatego wystąpię do sądu o uregulowanie spraw finansowo–własnościowych. Złożyłem wniosek do burmistrza o rezygnacji z bezpłatnego przekazania gruntów prosząc o załatwienie sprawy na zasadach zgodnych z prawem praktykowanych w naszej gminie. Myślę, że wartość działek, które chciałem przekazać bezpłatnie, to około 50 tys. złotych.

Nie chce Pan jeszcze poczekać? Naprawdę nie ma już innych sposobów?

Ja już nie mam siły walczyć z urzędem. Może to trochę głupio wygląda, że radny walczy w swojej sprawie. Ludzie mogą tak na to patrzeć. Ja jednak jestem też przede wszystkim mieszkańcem. Tutaj wychowałem dzieci, płacę podatki. Z tą gminą związałem się w 1978 roku. Jeśli my, radni, urzędnicy będziemy tak wszystkich traktować i wszystkie sprawy będą tak traktowane, to po co nam ta gmina? Jestem rozgoryczony zachowaniem urzędników i pani burmistrz. To co mówią niektórzy mieszkańcy, że z pracownikami urzędu ciężko się rozmawia i trudno załatwić swoje sprawy, potwierdzam, jest w tym racja. I wcale nie chcę się tu w tym momencie jakoś wypromować, bo na to już jestem chyba za stary. Zależy mi jednak, żeby urząd wykonywał swoje zadania, do których został powołany.

Reklama

Nie zależy Panu na rozgłosie? To czemu ja tutaj jestem?

Pani zaproponowała ten wywiad, a ja się zgodziłem. To jest mój protest, krzyk na takie załatwianie spraw mieszkańców.

I nieszanowanie zasad demokracji? Na komisji mówił Pan, że tak nie może być, aby jedni radni uchwalali uchwały, a kolejni je uchylali bez większych wyjaśnień. Co więcej, nie może być tak, aby burmistrz, władza wykonawcza nie wykonywała postanowień władzy ustawodawczej?

Jest taki niesmak. Takie zachwianie wiary w demokrację, praworządność, w fachowe załatwianie sprawy, bez względu na politykę. Sprawa związana z przekazaniem tych dróg kosztowała mnie dużo nerwów. Niejedną paczkę leków uspokajających zjadłem, a to chyba nie na tym polega, aby petent musiał brać leki uspokajające, aby załatwić coś w urzędzie? Gdyby to była tylko jedna, moja sprawa, to mógłbym to sobie wytłumaczyć. Ludzie piszą do nas, do rady i burmistrza listy, przychodzą też. Czasami mam wrażenie, że sprawy te często są umniejszane, bagatelizowane, przekładane w czasie albo po prostu mówi się mieszkańcom wprost, że to nie problem gminy. Tymczasem nawet nie zawsze chodzi o pieniądze, a dobrą wolę. Ja w urzędzie od czasów wyborów bywam często, orientuję się w tym wszystkim. Co ma jednak zrobić taki zwykły mieszkaniec, który nie ma pojęcia o przepisach?

Reklama

To Pana pierwsza kadencja w radzie miejskiej. Odnoszę wrażenie, że chyba się Pan zawiódł na tej służbie?

Czy się zawiodłem? No nie da się ukryć. Z kim bym nie rozmawiał, zawsze na wierzch wychodzi polityka, to 9 do 6 [liczba radych w Radzie Miejskiej – przyp. red]. Czasami myślę, że tych 6 radnych jest niepotrzebnych. My tylko przedłużamy czas obrad. Reszta raczej nie zabiera głosu, chociaż przepraszam, może traktuję kolegów w tym miejscu niesprawiedliwie, ale takie odnoszę wrażenie. I jak patrzę na górę na to, co się dzieje na szczeblu centralnym, to co my się dziwimy, jak i to samo jest w takim małym Okonku. Nigdy nie pchałem się w politykę, tym bardziej, że żona pracowała w gminnym domu kultury. Staraliśmy się być neutralni, bo wiadomo, władze się zmieniają. Poza tym Okonek to mała miejscowość, my wszyscy się tutaj znamy. I te podziały są nam niepotrzebne, powinniśmy zawsze mieć na względzie każdego mieszkańca, a nie jakieś przynależności. Poszedłem do wyborów z komitetu śp. R. Duszary. Po długich namowach i przemyśleniu, że jednak może coś się uda zrobić, zgodziłem się, chociaż zawsze z Romkiem staliśmy po dwóch stronach barykady. Przyszła jednak demokracja, więc te podziały, myślałem, zniknęły. Okazuje się, że niekoniecznie. Jestem jednak daleki od krytyki i zabraniania komuś przynależności partyjnych, bo nie mam do tego przecież prawa. Na takim poziomie, jakim jest gmina, uważam, że mimo wszystko jest to niepotrzebne.

Czy to oznacza, że z walki o kolejną kadencję raczej Pan zrezygnuje?

Nie wiem jeszcze. To zależy od tego, jak te wybory będą wyglądały. Chciałbym startować indywidualnie, więc jeśli będę musiał się opowiedzieć za jakąś opcją polityczną to nie wiem, czy się zdecyduję. Czasami mam dość służby w radzie, bo wydaje mi się, że niewiele się zmienia, że nie mam wielkiego wpływu na to wszystko. Coraz częściej spoglądam w stronę Złotowa, tam gdzie mieszkają moi synowie. Wtedy sobie też myślę: dlaczego w tym Okonku jest tak, że ci nasi młodzi wyjeżdżają? Czemu nic nie robimy, żeby ich zatrzymać? Zbudowałem duży dom i co? Tylko my dwoje w nim zostaliśmy. Gdy jednak przyjeżdża mój wnuk i mówi: dziadek, u ciebie jest tak fajnie, jak będę duży to zamieszkam w Okonku, wtedy znowu pojawia się nadzieja, że jednak jest dla kogo to robić, że może nie dziś, ale w przyszłości i nasza gmina będzie przyjazna młodym.

Reklama

Panie Bernardzie, ale przecież gmina podejmuje kolejne działania. Uchwaliliście program rewitalizacji, powstaje też nowy plan zagospodarowania przestrzennego. Naprawdę nic nie idzie ku lepszemu?

Moim zdaniem problem tkwi w tym, że ciągle u nas rządzą ci sami ludzie. Zmieniają się barwy, poglądy, ale ludzie zostają raczej ci sami. Okonek potrzebuje świeżego spojrzenia. Radni powinni się zmienić, ale nie mentalnie, a osobowo. Władza natomiast musi pamiętać, że nie jest nieomylna i że jest tutaj po to, aby służyć nie tylko tym, którzy ją wybrali, a wszystkim. U nas tego ciągle nie ma i chyba to jest największy problem. Poza tym jesteśmy biedną gminą i uważam, że jeśli już coś robimy, to róbmy to porządnie, jak np. remonty dróg. Lepiej zrobić mniej, na lata, a nie na chwilę. Potem mamy taką sytuację, że wszystko psuje się naraz. Te drobne remonty przecież kosztują i to niemało.
Korzystając zatem z okazji, w związku ze świętami Bożego Narodzenia, chciałabym życzyć mieszkańcom wszystkiego dobrego, a przede wszystkim mądrych decyzji w najbliższych wyborach.

Rozmawiała Klaudia Siekańska

Reklama

Streszczenie sprawy z punktu widzenia Bernarda Krolla, mieszkańca gminy Okonek i radnego Rady Miejskiej w Okonku:

W roku 2010, na mocy nowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego Miasta i Gminy Okonek, działki przy drodze krajowej nr 11 na wylocie w kierunku Lotynia, o łącznej powierzchni około 14 ha, należące do Bernarda Krolla, zostały z rolnych przekształcone na budowlane. Jak tłumaczy nasz rozmówca zadziało się to na wniosek gminy, nie jego. W związku ze złym stanem zdrowia w tamtym czasie (B. Kroll przeszedł zawał serca) nasz rozmówca niespecjalnie przejmował się losami swojej własności. Sprawa wróciła w roku 2012. Wtedy to geodeta, dokonał szczegółowego podziału terenów, który zatwierdził ówczesny burmistrz Okonka. Działki były niemal gotowe do sprzedaży. Musiało się jeszcze wtedy uprawomocnić tylko przekazanie dróg z terenów B. Krolla na rzecz gminy, łącznie około 2 ha. Pomiędzy burmistrzem Mieczysławem Raptą i zainteresowanym doszło do porozumienia, na mocy którego ma nastąpić bezpłatne przekazanie gruntów i gmina stanie się właścicielem dróg. Ówczesna rada przyjmuje uchwałę dotyczącą tego porozumienia, do 2017 roku nie została ona jednak wcielona w życie. Jak tłumaczy nasz rozmówca, na początku się tym nie zajmował ze względu na niewielkie zainteresowanie kupców. Od 2014 roku już jednak usilnie próbuje wyegzekwować postanowienia dokumentu. W końcu to jego własność, na której ma prawo zarobić. Obecna burmistrz obiecała sprawą się zająć, ale najpierw musiała zgromadzić informacje. Sprawa się przeciągała, by w 2017 roku, w listopadzie, uchwałę z 2012 roku o porozumieniu dotyczącym wymiany gruntów wpisać na wniosek burmistrz do porządku obrad obecnej kadencji radnych jako przepis do uchylenia. Do głosowania na listopadowym posiedzeniu komisji wspólnych Rady Miejskiej Okonka jednak nie doszło. Przewodniczący prosił o czas na zgromadzenie niezbędnej wiedzy, aby na sesji podjąć sprawiedliwą decyzję. Tutaj głos w sprawie zabrali B. Kroll i M. Sameć. Ostatecznie dzień przed sesją, 27 listopada, nasz rozmówca jednak wycofał swoją zgodę na porozumienie dotyczące nieodpłatnego przekazania gruntów. Sprawę zamierza skierować do sądu. Uchwała dotycząca uchylenia uchwały z 2012 roku została wypisana z porządku obrad.

Wyjaśnienia M. Sameć, burmistrz Okonka na posiedzeniu komisji wspólnych Rady Miejskiej Okonka z dnia 21 listopada 2017 roku.

W 2012 roku poprzednia Rada Miejska Okonka podjęła uchwałę w sprawie  nieodpłatnego nabycia gruntu. W ślad za tym miało być podpisane porozumienie,  które stanowiłoby podstawę podpisania  aktu notarialnego. Porozumienie nie zostało jednak zatwierdzone, dlatego też akt notarialny nie powstał. Kiedy przejmiemy już te tereny będziemy zobowiązani do wybudowania i utrzymania powstałych  dróg. Nie mówię, że od razu, ale na pewno w przyszłości. Tymczasem mamy już takie miejsca, o które w tej chwili powinniśmy zadbać. Do tej pory uchwała ta nie była wykonana, ale należy coś z nią zrobić. Możemy albo podpisać porozumienie i akt notarialny,  albo wycofać ją z obiegu – taka jest właśnie moja propozycja. Wszystkie dokumenty dotyczące tej sprawy są do wglądu. Podobną sytuację mamy za ulicą Mieszka I. Tam został wyrysowany plan zagospodarowania przestrzennego, gdzie jest kilkadziesiąt działek budowlanych, również z wyznaczonymi w tym momencie drogami wewnętrznymi. Kolejno ulica Zdobywców Wału Pomorskiego od drogi powiatowej na Lędyczek, aż po drogę krajową na Podgaje. Cały ten teren objęty jest  planem zagospodarowania przestrzennego, który także przewiduje drogi wewnętrzne z oznaczeniem KDW. I teraz moje pytanie: Czy w tej sytuacji mamy od wszystkich prywatnych właścicieli przejmować drogi? Jeżeli już idziemy w tym kierunku to przyjmujemy, że  każdy następny właściciel może się do nas zgłosić i powiedzieć: na moim polu, na moim ternie, na mojej nieruchomości jest wyznaczona droga wewnętrzna, ja chcę nieodpłatnie przekazać ją gminie. My podejmując taką uchwałę zobowiązani jesteśmy do przyjmowania tychże terenów. Szanowni Państwo albo idziemy w takim kierunku i traktujemy wszystkich mieszkańców jednakowo, bo każdy kto się do nas zgłosi będzie chciał nam przekazać drogi, albo  uchylamy tę uchwałę  i również wszystkich jednakowo traktujemy, bo nie jesteśmy na ten moment zainteresowani przejmowaniem dróg, w miejscach – osiedlach, gdzie jeszcze ich nie ma. Skoro mówimy o polu pana radnego nie twierdzę, że nie było tam podziału geodezyjnego i nie są tam wyznaczane działki. One z pewnością są,  tylko na dziś widzimy, że jest to jeszcze szczere pole, które jest uprawniane na całym swoim obszarze. Co mamy powiedzieć tym mieszkańcom, którzy już mieszkają w innych miejscowościach, gdzie zdecydowana większość dróg to są drogi gruntowe, albo utwardzone. Ktoś tam się wybuduje na tym terenie u pana Bernarda i ten ktoś będzie oczekiwał, że skoro kupił działkę, a jest tam droga gminna, to gmina musi mu ją wybudować i utrzymywać.  Nie wiem jak to było załatwiane jeśli chodzi o przepompownię ścieków, która została tam ujęta w planie. Do niej nie ma dostępu, ona jest otoczona działkami,  które są przeznaczone do sprzedaży dla kogoś prywatnego. Czy będzie musiała być ustanowiona służebność, czy jakieś inne rozwiązanie? Nie potrafię powiedzieć, bo z planu zagospodarowania przestrzennego nie wynika,  żeby tam miała być jakakolwiek droga dostępu do  przepompowni.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ? - niezalogowany 2017-12-19 23:21:09

    Szkoda że pan dbasz tylko o swój interes!A ile jeszcze jest dróg które prowadzą do domów i pokryte są dziurami,blotem...Trzeba było oddać działkę za grosze dla promintnego towarzysza lub jego dziecka i droga w polu zrobiona!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama