Reklama

Porzeczkowy biznes

22/07/2013 00:00
W Winiarni była kiedyś największa plantacja porzeczek w Europie. W okresie zbiorów zjeżdżały autobusami tu setki osób. Dzisiaj plantacja jest tylko wspomnieniem, a ludzi wyparły maszyny. Nieliczni na porzeczkach wciąż jednak mogą sporo zarobić. W Nowych Potulicach znajduje się największa plantacja w powiecie. Większa niż kiedyś w Winiarni

Pobudka o wczesnych godzinach rannych, herbata, śniadanie, spora liczba kanapek, żeby starczyły na cały dzień pracy. Do tego napoje, odpowiedni ubiór, czapka z daszkiem chroniąca przed piekącym w południe słońcem, coś na komary i... Ilu pamięta, jak w sezonie w podobny sposób wybierali się, czasami całymi rodzinami, na zbiór porzeczek? Dorośli żeby dorobić do rodzinnego budżetu, dzieci, żeby pomóc w tym rodzinnym zarabianiu, względnie odłożyć na letnie zakupy czy wakacyjny wyjazd. Cały dzień przy krzakach, od rana do wieczora. Najpierw owoce zrywane w mniejsze koszyki, później przesypywane w drewniane lub plastikowe skrzynie. Ważenie, sprawdzenie, ile w skrzynkach liści, czy nie za dużo tych pogniecionych. Większość tylko dorabiała, nieliczni przez lata zbijali na porzeczkach fortuny.

Winiarnia numer jeden

Polska to od lat jeden z największych na świecie producentów porzeczki, a największy, jeśli chodzi o czarną. Obecnie roczna produkcja dochodzi do 120 tys. ton. Nasza dominacja pod tym względem na światowym rynku od lat specjalnie się nie zmienia. Zmienia się jedynie forma zbioru – ludzie niemal całkowicie wypchnięci zostali przez maszyny. – Panie, przez lata każdego roku jeździliśmy dorabiać na porzeczkach. Ja, mąż i trójka dzieci – wspomina pani Urszula, jedna z mieszkanek Lipki. To właśnie w okolicach Lipki była kiedyś największa plantacja czerwonej porzeczki w... Europie. 27 hektarów, z których każdego roku owoce zbierały tłumy ludzi. Setki osób przywożone były tu autobusami niemal z całego regionu. Wszystko zbierane było oczywiście na potrzeby miejscowej winiarni. Z biegiem lat zaczęło się pojawiać coraz więcej prywatnych plantatorów. Tak zaczynali Alicja i Roman Safader z Nowych Potulic. Tylko u nich każdego roku przy zbiorze pracowało niegdyś kilkadziesiąt osób. – Z hektara przez tydzień porzeczki było w stanie zerwać około 10 osób, dobrze zrywających osób – mówi Roman Safader. Najlepsi dziennie mogli zerwać grubo ponad 100 kilogramów.
[[reklama]]
Maszyny zamiast ludzi

Safaderowie porzeczką zajmują się od blisko 30 lat. To obecnie najwięksi plantatorzy w powiecie, a prawdopodobnie również jedni z największych w województwie. Dzisiaj ich porzeczki rosną na ponad 50 hektarach. W 90% to czarna porzeczka, pozostałe 10% to czerwona. Jak mówią, na coraz powszechniejszą w rolnictwie mechanizację, także przy zbiorze porzeczki, nie ma się co obrażać. Taki rynek, taka jego specyfika. Dzisiaj, żeby te ponad 50 hektarów można było zebrać w odpowiednim czasie, musieliby zatrudnić kilkaset osób. – To nierealne. Poza tym, nie byłoby nawet kogo zatrudnić – przekonuje głowa rodziny. O kombajnie myśleli już kilka lat przed zakupem pierwszego. Specjalnie przygotowali nawet pod to plantację – sadzili krzaki w szpalery, zachowując odpowiednie przerwy umożliwiające maszynową zbiórkę. Pierwszy kombajn zebrał u nich owoce jakieś 12-13 lat temu. Wtedy był to jeszcze wynajęty sprzęt. Cena porzeczki była dramatycznie niska, sięgała nawet 40-35 groszy za kilogram, nie było czym dzielić się z potencjalnymi zbieraczami. – Najgorszy był pod tym względem przełom lat 80-tych i 90-tych – wspomina Roman Safader. Obecnie dwie maszyny, którymi dysponują załatwiają temat zbiórki z całości plantacji w 20-25 dni. Pierwszy kombajn kupili w 2003 roku. Kilka lat później kolejny. Porządny zestaw (ciągnik + kombajn) to wydatek rzędu 150-200 tys. zł. – Jeden kombajn w godzinę zerwie porzeczkę z powierzchni około 15-20 arów – mówi Alicja Safader.

Unia wiele zmieniła

Safaderowie mają świadomość, że ręczny zbiór przeszedł do lamusa, przynajmniej na tych większych plantacjach. Jaki jest efekt zbioru maszyny w porównaniu do pracy ludzkich rąk? – Czasami ludzie bardziej zniszczą owoc i krzaki niż kombajn. Warunkiem jest oczywiście zbiór odpowiednio dojrzałej porzeczki. Jeśli tak jest, kombajn porządnie zbierze nawet 98% zawartości plantacji. Jest dojrzała, ładnie spada, owoce są równe, okrągłe, nie są pogniecione – podkreśla plantator z Nowych Potulic.

Nie do końca z takim zdaniem zgadza się Kazimierz Bieluszko. Przedsiębiorca z Lipki przez ponad 20 lat zajmował się skupem owoców, również porzeczek. Jego zdaniem efekt ręcznej zbiórki był lepszy. – Zielone owoce zostawały na krzakach, porzeczki były mniej pogniecione – argumentuje. Z łezką w oku wspomina czasy, gdy rynek tak funkcjonował, że zarabiał na tym każdy, także zbieracze. Przy obecnych kosztach nie byłoby, czym specjalnie dzielić się z zatrudnionymi do tego osobami. – Kiedyś ceny były konsultowane, tak żeby każdy coś na tym zarobił. Od chwili wejścia do Unii Europejskiej to się zmieniło. Rządzi wolny rynek – przyznaje dodając, że aby zarobić trzeba dostosować cenę do międzynarodowej konkurencji, która często sprzedaje taniej, ale dużo gorszy owoc.
[[nowa_strona]]
Zajeżdżali drogę, grozili

Od roku skup i całą firmę po seniorze prowadzi Kazimierz junior. Ale to głowa rodu ma najwięcej wspomnień z lat, gdy wszyscy czekali na porzeczkowy sezon. Tamte lata też miały oczywiście swoje minusy. Porzeczkowy biznes to była prawdziwa wolna amerykanka. Konkurencja była większa i bardziej dzika. – Nie wszyscy działali legalnie, oficjalnie. Wielu było takich, jak ja to nazywam spadochroniarzy, którzy pojawiali się, znikali, upadali, po czym pojawiali się na rynku ponownie – mówi pan Kazimierz. Do dzisiaj pamięta sytuacje, kiedy „przedstawiciele” konkurencji zajeżdżali, blokowali drogę jego transportu, grozili, gdy handlował poza najbliższą okolicą. – Jakoś opatrzność zawsze mnie strzegła. A przecież czasami nawet 50 tys. zł przy sobie miałem – wspomina. Bo zawsze wychodził z założenia, że należności lepiej regulować na bieżąco, w formie gotówkowej. Stąd zdarzało się, że woził przy sobie kasę. Żeby ci, z którymi handlował nie musieli czekać na pieniądze.
[[reklama]]
Porzeczkowe fortuny

– To była bardzo ciężka praca – wspomina nasz rozmówca. Ludzie u mnie ze zmęczenia padali, niekiedy mdleli, gdy tak przez cały dzień te skrzynki dźwigali – wspomina Kazimierz senior, przyznając, że sam też niejednokrotnie ledwo słaniał się na nogach. – Zdarzało się, że spaliśmy po dwie godziny na dobę. Nie było czasu nic zjeść, ciągle praca – opowiada o rekordowych latach. Te zdarzały się dość często, w sezonie skupowali około 800 ton samej tylko porzeczki. Bywały dni, kiedy do skupu przywożono zaledwie kilka ton, ale zdarzały się też takie, gdzie było ich kilkadziesiąt w ciągu doby. Przez długie lata owoce pakowane były w drewniane skrzynie, które często się rozlatywały. Nieustannie trzeba było je zbijać. Sama taka skrzynia nie była lekka, a gdy jeszcze była nasączona wodą ważyła kilka kilogramów. – Było trudniej choćby dlatego, że więcej było ręcznej roboty. Nie było tylu i takich nowoczesnych jak obecnie wózków widłowych – porównuje.

Pan Kazimierz przyznaje, że jeśli komuś zależało, w dobrych latach na porzeczkach można było zbić fortunę. Choć przekonuje, że sam nigdy na wielki zarobek się nie nastawiał. Raczej przyzwoity – kilkuprocentowy. Nie brakowało takich, którzy śmiali się z niego, ale jak mówi, zawsze miał przynajmniej świadomość, że nie tylko on zarobił. Poza tym, jakoś nie miał sumienia skubać rolników. Tym bardziej szkoda mu dzisiaj czasów, gdy na porzeczkach zarabiały setki osób, a nie tylko nieliczni.

Dzisiaj firma Bieluszków skupuje mniej porzeczek niż kiedyś. Safader też już do nich nie dostarcza swoich owoców – od kilku lat ma innego, bezpośredniego odbiorcę. Niemal wszystkie rosnące na jego plantacji porzeczki trafiają za granicę. Głównie do Niemiec, Belgii i Szwajcarii.

Piotr Steffen


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama