Te najważniejsze rzeczy, które są potrzebne do piłki nożnej, a więc boiska i oświetlenie, mamy na wysokim poziomie. Nawet powstała niedawno treningowa płyta jest wysokiej jakości. Tarnovia ma natomiast zasadniczy problem, którym jest budynek socjalny. W stosunku do reszty to jest taka manufaktura, żeby nie powiedzieć dziadostwo. W tym obiekcie są prysznice, ale nie ma sanitariatu. Dlatego myślę o inwestycji w budynek socjalny, a konkretnie o postawieniu zupełnie nowego, w której to bryle mieściłby się hotelik.
Wójt jest w temacie i wie, że już od lat myślimy o takiej inwestycji. Kilka miesięcy temu oglądaliśmy z Jackiem Mościckim i prezesem Tarnovii Michałem Cochórem infrastrukturę w Wapnie, gminie o podobnej wielkości i podobnej liczbie mieszkańców. Wybraliśmy się na taki objazd. Wójt był pozytywnie nastawiony. Wiadomo, że takiej inwestycji nie zrobi się za gminne pieniądze, ale teraz jest dużo możliwości na pozyskanie zewnętrznego kapitału. Nawet w stosunku do wspomnianego Wapna jesteśmy pod tym względem jakieś dwadzieścia lat do tyłu - tam naprawdę jest XXI wiek.
Reklama
Nie w tym rzecz. Tak się składa, że po tylu latach działalności w sporcie mam możliwość ocenienia wszystkich: i Edwarda Grzebla, najpierw jako naczelnika, później jako wójta, i Ireneusza Barana. Muszę przyznać, że na początku współpracy problemy były podobne. Trudno było ich przekonać, że sport potrzebuje pieniędzy. Jeśli chodzi o obecnego wójta, prezes Michał Cochór zapewnia, że współpraca dobrze się układa. Wiadomo, że pieniędzy na sport nigdy nie było i nie jest za dużo.
Faktem jest, że zawsze przy ważniejszych jubileuszach załatwialiśmy jakąś ważną sprawę, inwestycję i niedawno wykonano przecież nowe ogrodzenie i bramy. Jeśli chodzi o budynek, trzeba powiedzieć sobie wprost: to nie jest realne ani w tym roku, ani w przyszłym. Natomiast w niedługim czasie rzeczywiście trzeba spróbować doprowadzić do tego, żeby Tarnovia miała tego typu obiekt z prawdziwego zdarzenia. Tu nie chodzi wyłącznie o potrzeby klubu, ale również o to, że z naszych obiektów co jakiś czas korzystają drużyny z zewnątrz. Trenowały już u nas zespoły spod Bydgoszczy czy nawet z Warszawy. W dalszym ciągu są zapytania o możliwość obozów w Tarnówce, ale jest zasadniczy problem z noclegiem. Na takim obiekcie można też czerpać jakieś dochody. Sądzę, że jego powstanie jest możliwe w ciągu pięciu lat,
Reklama
Niekoniecznie. Ja naprawdę wierzę w taki projekt. Jasne, że jest hierarchia potrzeb. Oczywistą sprawą jest m.in. to, że najpierw musi powstać boisko przy szkole. Jeszcze z wójtem Baranem rozmawialiśmy o tym, żeby wykupić pobliską działkę położoną przy szkole, właśnie z przeznaczeniem na boisko, porządne, z tartanową bieżnią. Takiej inwestycji potrzeba Tarnówce jak rybie wody. To jest obowiązkiem naszych samorządowców, żeby takie zadanie zrealizować. Tym bardziej, że na te cele jest możliwość skorzystania z zewnętrznych pieniędzy. Korzyści z takiego boiska będzie miał również klub.
Myślę, że około miliona złotych. Tyle mniej więcej to kosztowało w miejscach, gdzie powstawały bardzo podobne inwestycje. W zasadzie to chyba nie ja powinienem o tym mówić, należałoby raczej rozmawiać z aktualnym prezesem.
Reklama
Faktem jest, że oni wszyscy jakoś już się do mnie przyzwyczaili, bo ja ciągle coś tam chciałem i, jak widać, wciąż mam pewne oczekiwania. Faktem jest też, że byłem obecny również przy rozmowach dotyczących tej inwestycji.
Od 2000 roku. Moja pierwsza prezesura w klubie przypadła na początek lat 70-tych, gdy wróciłem z wojska. Na początku lat 80-tych sobie odpuściłem, a w latach 90-tych wróciłem.
Niektórzy tak mówią, a czy rzeczywiście tak jest, nie mnie oceniać. Niczego nie ujmując kolejnym prezesom, prawda jest taka, że dużo im pomogłem.
Reklama

Tarnovia ma zasadniczy problem, którym jest budynek socjalny. W stosunku do reszty to jest taka manufaktura, żeby nie powiedzieć dziadostwo - ocenia honorowy prezes klubu
Czasami zabiegali, jednak wiele podpowiadałem też od siebie, choćby w kwestii oświetlenia bocznego boiska. To nie jest jednak tak, że zarządy konsultowały ze mną wszystkie decyzje. Takie stwierdzenie nie byłoby zgodne z prawdą.
Chyba nie jest na wyrost.
(Śmiech) Nie. Prezes honorowy to jednak taka marionetka.
To akurat prawda, obowiązuje dożywotnio.
Reklama
Ci, którzy na pewno mogliby taki tytuł uzyskać już poumierali. Obecnie… Na pewno tak, ale potrzeba jeszcze na to czasu.
W 1983 roku zostawiłem to, ponieważ zostałem wybrany przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej, gmina z powrotem wróciła wtedy do Tarnówki. Byłem w zespole, który walczył o tę gminę. Bałem się, że czasowo się nie wyrobię. Wtedy pracowałem jeszcze w Spółdzielni Usług Rolniczych, gdzie byłem kierownikiem i wiceprezesem. W zamyśle miałem już przejęcie gospodarstwa po teściach. Gdy je już przejąłem niedługo później, tego czasu tym bardziej nie było. Gdy zaczynałem, gospodarstwo miało czternaście hektarów, teraz ma ponad dwieście i trzeba było pilnować tego, z czego będzie się żyć. Tym bardziej, że wzięliśmy na to kredyty, a w pierwszych latach odsetki były horrendalne.
Wiedziałem, że w tej sportowej działalności, przynajmniej oficjalnie, nieco mogę się odsunąć, bo zaangażowanych było również wiele innych osób. Tak było zresztą od początku, nawet wspominając czasy, w których zaczynałem działać w klubie. Szczególnie w tych pierwszych latach mieliśmy wspaniałych chłopaków. Nie dość, że grali, to jeszcze potrafili pracować na rzecz klubu. Dlatego obecnie wciąż działam, żeby pokazać młodszym, że można, należy i warto. Gdy w latach 70-tych wróciłem z wojska mieliśmy tutaj zaledwie plac i bramki, przy boisku nie było ani wody, ani prądu, a teren był ogrodzony przerdzewiałą siatką. W sumie to ja z kolegami zaczynaliśmy tutaj działać już w latach 60-tych, mieliśmy wtedy zaledwie po kilkanaście lat. Zostałem wtedy sekretarzem zarządu. Prezesem był Wiesiek Tereszczuk, też miał piętnaście lat, a szesnastoletni Tadziu Banasiak był gospodarzem. To było w 1964 roku.Reklama
Tak, i jest to możliwe do wykonania. Gdy budowaliśmy halę w Tarnówce też padały różne głosy. Również był opór społeczny i to od osób, które są obecnie w radzie gminy. Padały pytania: kto to utrzyma, a czy potrzebne aż takie duże? Dziwiłem się tym ludziom. Szkoda, że budując halę nie wykorzystano możliwości zewnętrznego dofinansowania, bo również dzisiaj byłoby łatwiej gminie, gdyby nie tak duże zobowiązanie na halę. Te same osoby, które wtedy miały wątpliwości, wręcz były przeciw, dzisiaj nie są w stanie wyobrazić sobie, jak funkcjonowałaby nasza szkoła, gdyby nie było hali.
U nas w ogóle jest w tym względzie gorzej niż na południu województwa. Nie chodzi tylko o to, że południu bliżej do Poznania. Sęk w tym, że tam ten sektor prywatny, przedsiębiorcy i rzemieślnicy, uważają poniekąd za swój obowiązek wspieranie, sponsorowanie sportu, poszczególnych dyscyplin czy imprez. To również taki lokalny patriotyzm. Myślę, że w przypadku północy województwa pieniądze to jedno, one pewnie by się znalazły w większej czy mniejszej ilości. Bardziej chodzi o chęci i wolę, których często brakuje. Choć ja wciąż mam wrażenie, że w naszej gminie są osoby, firmy, które nadal są tym zainteresowane i które gwarantują pewien potencjał, jeżeli chodzi np. o sprzęt budowlany czy transportowy. Te firmy mają określone możliwości, nawet jeśli nie finansowe, to na pewno wykonawcze.
Wątpliwości były nie tylko przy okazji budowy hali. Kiedy jako prezes zaczynałem modernizować boisko w Tarnówce, też były zapytania: po co, na co, dlaczego. Minęło dwadzieścia lat i budowane wówczas trybuny musieliśmy rozwalać, bo trzeba było budować je już na nowo, modernizować, podnosić. Trzeba było to zrobić, bo jak wyglądałyby stare trybuny przy pięknej murawie, zrobionej zresztą na 50-lecie klubu?
Ileś lat temu zrobiło na mnie wrażenie boisko, jakie mieli w Czarnkowie. Pojechałem, podpytałem, w ciekawych, prywatnych rozmowach wszystko mi wyjaśniono i powiedziano, co należy zrobić. Przyjechaliśmy, z grubsza zapamiętałem, jak to wykonać. Bo siew trawy to nie jest taka prosta rzecz. Wysialiśmy, ile nam kazali i to było znacznie więcej niż podpowiadali fachowcy czy mówiła literatura. Pomogli mi Tadeusz Wiśniewski i Dariusz Stawiszyński. W zasadzie do dzisiaj my w trójkę zajmujemy się utrzymaniem tej trawy. Wszystkim z wyjątkiem wałowania i koszenia. Pozostała pielęgnacja, nawożenie jest po naszej stronie. Mówiąc w skrócie, rolnicy dbają o tę trawę, ostatnio pomagał nam również Przemek Wiśniewski. Wałowaniem i koszeniem zajmuje się klub, te czynności wykonywane są na okrągło, w okresie wiosny i lata nawet dwa razy w tygodniu. Jest tam też ten ciek wodny, który przepływa wzdłuż boiska, a który idzie z naszej oczyszczalni. To też jest swego rodzaju naturalny nawóz. Są tam tamy, stopnie wodne i trochę z tego korzystamy. Umożliwia nam to zapewnienie wilgoci, dzięki której rzeczywiście są takie przyrosty tej trawy. Ale absolutnie nie ciągniemy nic z sieci wodociągowej. Klubu nie byłoby stać zapłacić za tyle wody.
Reklama
Tak. Na głównej płycie rośnie polska trawa, na tej drugiej angielska, typowa na boiska. Powstała ona w celu odciążenia głównego boiska. Na obu płytach jest bardzo duża przepuszczalność, tam praktycznie w ogóle nie stoi woda. Z drugiej strony, gdy jest sucho trzeba dużo podlewać i jest przy tym masa pracy. Na tej bocznej pycie właściwie też moglibyśmy grać mecze, jedynie trzeba byłoby dorobić trybuny.
Tak. Czasami zdarza się, że coś im nie wyjdzie, ale błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. Nie potrafię jednak wskazać żadnych poważniejszych uchybień klubowych działaczy.
Reklama
Nie. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że trzeba ze sobą rozmawiać. Tym bardziej wtedy, gdy jest różnica zdań. My zawsze potrafiliśmy rozmawiać i to też pewnie sprawiło, że w klubie mogło dziać się dobrze, była w nim odpowiednia atmosfera.
Pierwsza zasada jest taka, że pracować i myśleć trzeba w każdym systemie, obojętnie czy to komuna, czy kapitalizm. Jeśli właściwie się to robi, nie ma problemu. Wiem, że z perspektywy czasu może to wyglądać w określony sposób, mało tego, od czasu do czasu coś na swój temat również usłyszę. W końcu żyję w Tarnówce sporo lat i różne informacje do człowieka docierają. Wbrew jednak temu, co sądzą ludzie, mi nie było w życiu lekko. To nie jest tak, że jak ktoś był gdzieś kierownikiem i działaczem społecznym, to wszystko lekko mu przyszło. Na wszystko, co w życiu osiągnąłem, musiałem ciężko zapracować. Już od wieku chłopca, który pochodził z ubogiej rodziny i który, mając czternaście lat, musiał iść do szkoły zawodowej dla pracujących, żeby zarabiać na własną naukę, bo rodziców nie było stać, żeby dać mi pieniądze. Rodzinne gospodarstwo było małe, oboje rodzice chorowali, a w domu było pięcioro rodzeństwa.
Reklama
Co by pan nie zrobił, zawsze towarzyszą temu komentarze: że ma wejścia, że załatwione itd. A to była po prostu praca, ale też ryzyko. Wszystko się zmienia, rolnictwo również. Z czasem te zmiany postępują jeszcze szybciej. Jak kilkanaście lat temu była mowa o dopłatach, to się ludzie w głowy pukali, nie dawali wiary. Ja przekonywałem, że tak będzie i że wszystko pójdzie w takim kierunku, jak mamy obecnie. Polski rolnik ma zachowawczą, tradycjonalistyczną naturę: niech oni sobie mówią, a my i tak po swojemu.
Gdy wchodziliśmy do Unii tych hektarów jeszcze nie było. W 1985 roku, gdy przejąłem gospodarstwo po teściach, zapisaliśmy się z kolegą, żeby pojechać do Niemiec zachodnich, żeby zobaczyć, jak tam funkcjonuje rolnictwo. Ta wycieczka dała mi dużo do myślenia. To był sierpień, a już w listopadzie byłem na kolejnym wyjeździe w Danii, żeby zobaczyć, jak u nich to wyglądało.
Reklama
Nie powinienem, ale przewodniczę komitetowi…
Prezes powinien być przewodniczącym.
Nie, nie, to nie tak działa. Póki co zbieramy pieniądze na jubileusz, trochę będzie ich potrzeba, wstępnie mamy już dogadanego zewnętrznego sponsora. Zamysł jest taki, żeby obchody zorganizować w ciągu dwóch dni, najprawdopodobniej na przestrzeni tygodnia, w czerwcu. Mecz oldbojów z seniorami, jakieś uroczyste spotkanie, poczęstunek, wystąpienia, wystawa dawnych zdjęć – to będzie główny dzień. Tydzień wcześniej chcemy zrobić mecz czy turniej zespołów młodzieżowych oraz spotkanie z rodzicami tych młodych zawodników. Zauważyłem, że kibice coraz częściej przychodzą na mecze całymi rodzinami, z dziećmi. Jest więc dla kogo robić ten sport w Tarnówce.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
w tle widać budkę Cabana:)
Tarnówka = skansen?
I jeszcze jedno. Pomysl dobry. Nic nie jest niemozliwe. Jezeli Pan wyłoży ze 3 bańki na to wiedząć o jakiejś prowadzonej w przyszłości drodze, to dlaczegoby nie. Zatem byłby pomysł ale trzeba wyłożyc $$$
nikomu źle nie życzę, ale wizje typu agroTarnówka to już to widzę jak turyści tam walą masowo drzwiami i oknami chyba po grzyby. nie bierzcie przykładu z naszego miasta. dość już tu eksperymentujemy sami :) i jedno powiem co każdy: "Złotów-Zdrój jak ch_j" a do tego pięć bagien, jeleni prawie 19 000, zabytkowy kościół (atrakcja turystyczna co każde miasto w Polsce ma), poza tym kaczki na Kaczym Dołku, a jak i sie napijesz na ławce to też na dołek. Nie wpominając już o spaniałych inwestycjach turystycznych typu karmienie kaczek w wenecji, spływy kajakowe po promenadzie oraz darmowe tory przetrwania autem, abyś stwierdził w przekonaniach, iż bez jeepa sie nie obejdzie. do tego daleko od drogi krajowej, cisza i spokój, że nawet inwestor nie truje duqy. czyste ELDORADO
Gienek :)
Postawić to jedno, a utrzymać to drugi. W Tarnowce to ten hotelik jaki by nie był duży czy mały i tak by na swoje utrzymanie nie zarobił. Pytanie brzmi. Kto miał by dokładać do utrzymania tego obiektu?
w tle widać budkę Cabana:)
Tarnówka = skansen?
I jeszcze jedno. Pomysl dobry. Nic nie jest niemozliwe. Jezeli Pan wyłoży ze 3 bańki na to wiedząć o jakiejś prowadzonej w przyszłości drodze, to dlaczegoby nie. Zatem byłby pomysł ale trzeba wyłożyc $$$