Myślą przewodnią warsztatów instruktorskich zorganizowanych 28 grudnia w gościnnych progach klubu Ziemowit było przybliżenie zagadnień dotyczących niezwykle ważnego wydarzenia z początku XX wieku, które w bieżącym roku harcerskim stanowi główny motyw pracy wychowawczej w naszym hufcu. Rok 2018 to czas 100. rocznicy tamtych zdarzeń, stąd tegoroczne hasło programowe: Zwycięskie Powstanie Wielkopolskie.

Kiedy przeciętnego złotowianina spytamy o skojarzenia z tym ważnym dla naszego regionu wydarzeniem, odpowiada: Paderewski, Poznań, Wielkopolska, dobra organizacja, zwycięstwo, rzadko natomiast wymieniana jest nasza ziemia i jej mieszkańcy. Przyczyną prawdopodobnie fakt, iż w Złotowie i najbliższej okolicy nie było bezpośrednich działań zbrojnych, a aktywność działaczy północnej części powiatu w większości polegała na zabiegach dyplomatycznych, natomiast ochotnicy z naszych terenów walczyli u boku powstańców wielkopolskich w okolicach Bydgoszczy, Nakła i Wyrzyska.
O tym, jakie były związki Złotowszczyzny i jej mieszkańców z powstaniem, które wybuchło 27 grudnia 1918 w Poznaniu, opowiedział nam nasz gość Jerzy Jelonek, któremu dziękujemy nie tylko za prelekcję, ale również za to, że tak doskonale pielęgnuje historię naszej ziemi.

Opis zdjęcia
Pan Jerzy w ciekawej gawędzie przybliżył wiele nieznanych lub też zapomnianych faktów z tamtego okresu. Otóż, przypomniał, że w przededniu tych ważnych dla Wielkopolski wydarzeń pociągiem z Gdańska przejeżdżał przez nasze miasto powracający do Polski Ignacy Jan Paderewski. Miasto uczciło to zdarzenie nazwą placu i tablicą poświęconą temu wielkiemu Polakowi. Warto też pamiętać, że chociaż powstanie w znaczący sposób nie wpłynęło na losy naszej ziemi, niemniej i tu dotarły jego echa. Pan Jerzy mówił o tym, w jaki sposób Złotów i Ziemia Złotowska były związane z tamtymi wydarzeniami i jak boleśnie mieszkańcy naszej ziemi odczuli decyzję konferencji pokojowej w Wersalu. Podpisany tam 28 czerwca 1919 roku traktat wersalski, na kolejne 26 lat oddzielił Złotowszczyznę od Macierzy.
A nadzieje były wielkie. Warto podkreślić, że w czasie trwania powstania wielkopolskiego z działaniami na rzecz odzyskania niepodległości, którą straciliśmy w wyniku I rozbioru już w 1772 roku, związanych było wielu mieszkańców naszej ziemi. Szczególne zasługi na tym polu między innymi mieli: ks. Leon Pellowski – ówczesny proboszcz złotowski, zakrzewianie; Władysław Lange i Antoni Jasiek, złotowianie: Józef Kapelski i Stanisław Sobierajski, Paweł Panglisz, Florian i Zygfryd Noryśkiewiczowie, w Świętej; Mikołaj Stypa i Roch Bindek. Także wśród mieszkańców Kleszczyny, Rudnej i Radawnicy było wielu aktywnych działaczy na rzecz powstania. Wszyscy ci, którym na sercu leżała sprawa odzyskania niepodległości, pomagali, gromadzili i przechowywali żywność, pieniądze, broń oraz ukrywali powstańców.

Opis zdjęcia
Wierzę, że, korzystając z gościnnych łamów naszej lokalnej gazety, która od 20 lat współuczestniczy w życiu złotowskiej społeczności, mogę przypomnieć ich sylwetki, gdyż byli to ludzie niezwykle oddani naszej ziemi i sprawie narodowej, a o których, ze względu na odległość czasową, często się już nie pamięta i nie wspomina. (Ostatni powstaniec wielkopolski porucznik Jan Rzepa zmarł w 2005 roku w wieku 106 lat we Wronkach).
Co warto wiedzieć o ludziach i faktach związanych z powstaniem wielkopolskim przez pryzmat zdarzeń z lat 1918- 1019 na Złotowszczyźnie?
Niezwykle ważna postać to Antoni Jasiek urodzony w 1893 roku w Zakrzewie. Zapisał się w historii naszego regionu jako pisarz i działacz oświatowy oraz popularyzator historii i kultury ziem polskich pozostających w niewoli pruskiej, a w szczególności Ziemi Złotowskiej i Pogranicza. Pan Antoni Jasiek tworzył pod pseudonimem Andrzej Krajna–Wielatowski. Jego młodość przypadła na trudny czas. Uczestniczył w I wojnie światowej, a po powrocie z frontu natychmiast podjął kolejne wyzwanie – wziął udział w powstaniu wielkopolskim. Szczególnie aktywnie włączył się w działania na rzecz przyłączenia do Polski jego ukochanej Złotowszczyzny. W tym celu latem 1919 roku, wraz z delegatami polskiej ludności zachodniej części powiatu, przedarł się przez granicę, aby w Poznaniu i w Warszawie szukać poparcia dla naszej sprawy. To była niezwykle trudna misja i tylko częściowo udana, bo chociaż delegaci przeprowadzili rozmowy z Naczelnikiem Państwa Józefem Piłsudskim, Prezesem Rady Ministrów i zarazem Ministrem Spraw Zagranicznych Ignacym Paderewskim oraz innymi wpływowymi wówczas politykami, nie zdołali w pełni osiągnąć zamierzonego celu i duża część naszego powiatu nadal pozostała pod zaborem pruskim.

Z materiałów źródłowych wynika, że na mocy traktatu wersalskiego z 1920 r. do Polski trafiła ówczesna wschodnia część powiatu złotowskiego z miastami Więcbork, Sępólno Krajeńskie i Kamień. Dziś tereny te, ze względu na inny podział administracyjny kraju, nie są już nawet kojarzone z Ziemią Złotowską. Natomiast Złotów i Krajenka pozostały w granicach Rzeszy ze względu na to, że olbrzymie dobra miał tu książę pruski Fryderyk Leopold Hohenzollern i to on, korzystając z rodzinnych i towarzyskich koneksji, wymógł przesunięcie granicy o 15 km. na wschód. Tym samym Złotów wszedł w skład prowincji poznańsko-zachodnio pruskiej.
Warto pamiętać, że podporzadkowanie administracyjne nie oznacza podporządkowania mentalnego. Dowód?
Chociaż przez przeszło 100 lat nasza ziemia była pod obcym panowaniem, to mieszkający tu Polacy nigdy nie tracili polskiego ducha, a polem walki czynili kulturę narodową. Świadectwem niech będą słowa ks. Bolesława Domańskiego, który na jednym ze spotkań wzywał ...na front obrony skarbów mowy ojczystej i kultury polskiej i całym swoim życiem udowodnił, jak wiele dla niego znaczyła nasza mała ojczyzna i utrzymanie tu polskości. Na Złotowszczyźnie nie dochodziło do walki wręcz, ale nieustannie toczyła się walka ideologiczna, mająca na celu podtrzymywanie ducha narodowego.
W dokumencie skierowanym 11.08.1919 r. do Międzynarodowej Komisji Granicznej w Poznaniu znalazło się przypomnienie historycznego faktu, że: Dzielnica nasza aż do pierwszego rozbioru Polski należała do Księstwa Poznańskiego i była siedzibą kasztelana polskiego i nigdy nie należała do Niemiec.
Działania podejmowali też przedstawiciele duchowieństwa, a wśród nich wspomniany już ks. Leon Pellowski - zasłużona postać czasu powstania. Był on inspiratorem, organizatorem i duszą podejmowanych przedsięwzięć. To właśnie z jego inicjatywy, w połowie listopada 1918 roku, powstała w naszym mieście Powiatowa Rada Ludowa, która podlegała Naczelnej Radzie Ludowej w Poznaniu. Rada ta sprawowała władzę w powiecie i reprezentowała interesy Polaków wobec władz pruskich i to właśnie pod jego przywództwem członkowie tej Rady udali się do Warszawy, by spełnić marzenia złotowian o wolnej Polsce. Niestety, rezultat ich starań znamy.
Oni walczyli. My, dziś, działając wśród młodzieży, znajomość historii swojej ziemi rozumiemy jako podstawowy, patriotyczny i obywatelski obowiązek.
Druga część zbiórki obejmowała Instruktorskie Warsztaty Kreatywności. Składały się nań zajęcia metodyczne przygotowane i przeprowadzone przez pwd. Mateusza Rzepkę realizującego zadania na stopień podharcmistrza. Podzieleni na zastępy wykonywaliśmy zadania wymagające pomysłowości, zręczności i wiedzy. Wszystko to po to, by zdobyć nowe doświadczenia i umiejętności, które będzie można wykorzystać na zbiórkach, a także okazja do dobrej zabawy i świetny sposób na integrację.
hm. Teresa Cicha, fot. archiwum Komendy Hufca ZHP Złotów
(W powyższym materiale wykorzystałam wiad. z wystąpienia p. J. Jelonka oraz prac Wojciecha Kokowskiego pt. W polskim szeregu s.17-19 oraz Dzieje sportu polonijnego na Ziemi Złotowskiej s. 28-30).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Z tego co widać na zdjęciach, to z tym zniechęcaniem to chyba jakaś bzdura, o czym świadczyć może zdjęcie z nadaniem sznura... a i "starszych" instruktorów jest niewielu, raczej przeważa młodzież, więc należy się cieszyć, że harcerstwo dobrze działa w powiecie i jest równie dobrze postrzegane przez władze.. a od kogoś musiało się zacząć, właśnie od tych "leśnych dziadków".. i trwa, i oni też trwają jak widać, a nie jeden młody pewnie pełnił swoją służbę krócej od nich. Myślę, że te Wasze opinie są chyba trochę niesprawiedliwe..
No niestety macie rację. Należy jej się SZACUNEK za te wszystkie lata i poświęcenie ale powinna już dawno odejść. Teraz to już pewnie nie ma komu oddać steru bo już wszystkich zniechęciła
A szkoda,ze tak wszystkich zniechecila! Teraz zapewne byloby tam wiele mlodych,pomyslowych harcerzy. Szkoda harcowki natomiast nie szkoda mi jej zostanie sama jak palec
Widzę ze komendantka jeszcze wzystakich nie wyrzuciła :) kwestia czasu i zostanie 10 starych leśnych dziadków
A jednak jeszcze ktoś młody się pozostał! Myślałem, że Komendantka zniechęciła już wszystkich młodych, lub co bardziej kreatywnych instruktorów, chociaż od 20 lat prawie te same twarze Leśnych Dziadków.
Z tego co widać na zdjęciach, to z tym zniechęcaniem to chyba jakaś bzdura, o czym świadczyć może zdjęcie z nadaniem sznura... a i "starszych" instruktorów jest niewielu, raczej przeważa młodzież, więc należy się cieszyć, że harcerstwo dobrze działa w powiecie i jest równie dobrze postrzegane przez władze.. a od kogoś musiało się zacząć, właśnie od tych "leśnych dziadków".. i trwa, i oni też trwają jak widać, a nie jeden młody pewnie pełnił swoją służbę krócej od nich. Myślę, że te Wasze opinie są chyba trochę niesprawiedliwe..
No niestety macie rację. Należy jej się SZACUNEK za te wszystkie lata i poświęcenie ale powinna już dawno odejść. Teraz to już pewnie nie ma komu oddać steru bo już wszystkich zniechęciła
A szkoda,ze tak wszystkich zniechecila! Teraz zapewne byloby tam wiele mlodych,pomyslowych harcerzy. Szkoda harcowki natomiast nie szkoda mi jej zostanie sama jak palec