Kilkanaście minut po 23.00 strażacy ochotnicy i z Jednostki Ratowniczo–Gaśniczej w Złotowie otrzymują informację o pożarze stodoły w Ciosańcu (gmina Okonek). Informacja wpływa z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Poznaniu. Zgłaszający zadzwonił na numer 112.
Dostajemy zgłoszenie i od razu działamy
– mówi Kazimierz Wiebskowski, rzecznik prasowy KP PSP w Złotowie.
W takim momencie nie mamy już czasu na zastawianie się, czy to jest fałszywy alarm, czy też nie
– dodaje. Rzecznik zaznacza jednak, że są różne rodzaje fałszywych alarmów. Jeden z nich to „alarm w dobrej wierze”. Osoba, która zgłasza zdarzenie zauważa niepokojącą, jej zdaniem, sytuację. Strażacy mają obowiązek to sprawdzić, na miejscu okazuje się jednak, że do niczego poważnego nie doszło.
Kolejny alarm dotyczy różnego rodzaju instalacji, informujących o zagrożeniu np. czujki dymu. Zdarza się, że takie urządzenie włączy się np. w momencie gdy wleci do niej owad. Zgłoszenie zostało wysłane, strażacy jadą to zweryfikować. Ostatni typ to alarm złośliwy, czyli zgłoszony przez kogoś dla żartu. Z takim właśnie w nocy, 22 października, strażacy mieli do czynienia w Ciosańcu. Jako pierwsi na miejscu zdarzenia pojawili się ochotnicy z OSP w Okonku (2 jednostki), Jastrowia i Sypniewa (2 jednostki). Do akcji włączone zostały także dwa pojazdy ratowniczo–gaśnicze i samochód z dowódcą ze Złotowa. Przyjechała także policja.
Są to ogromne koszty poniesione na paliwo i amortyzację samochodów, ale to nie wszytko. Udział w akcji biorą strażacy–ochotnicy, którzy odrywają się od swoich codziennych czynności, narażają swoje życie ratując innych
Reklama
– zaznacza Kazimierz Wiebskowski. Co więcej – w momencie, gdy strażacy przebywali w Ciosańcu, w innym rejonie powiatu mogło dojść do prawdziwej tragedii, w której potrzebna byłaby ich pomoc. Czas dojazdu w tej sytuacji znaczenie by się wydłużył, a to mogłoby kosztować kogoś nawet życie. Jest to oczywiście czarny scenariusz, niemniej jednak niektórzy ciągle nie zdają sobie sprawy, jak nieodpowiedzialne jest to z ich strony.
Zgłoszenia pożaru w Ciosańcu dokonano z telefonu komórkowego. Zgłaszający podał również imię i nazwisko mieszkańca, który rzeczywiście jest zameldowany w tej miejscowości. Z uzyskanych przez nas nieoficjalnie informacji wynika jednak, że w momencie zgłoszenia ta osoba przebywała za granicą i o niczym nie wie. Policjanci prowadzą obecnie w tej sprawie czynności wyjaśniające. Na podstawie artykułu 66 Kodeksu Wykroczeń bowiem:
„1. Kto, chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1.500 zł.
2. Jeżeli wykroczenie spowodowało niepotrzebną czynność, można orzec nawiązkę do wysokości 1.000 złotych”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
O tak,calkowicie sie z Toba zgadzam.
Taka osoba jest pojebana
To był wyjątkowo głupi żart.No ale cóż, idioci są wśród nas.
O tak,calkowicie sie z Toba zgadzam.
Taka osoba jest pojebana
To był wyjątkowo głupi żart.No ale cóż, idioci są wśród nas.