Od beczki piwa do reprezentantów Polski. - Swego czasu miałem klucze do wszystkich sal sportowych w mieście, tak była to popularna dyscyplina - wspomina historię złotowskiego badmintona Jan Dulat
Historia badmintona w Złotowie paradoksalnie zaczęła się od zakładu o beczkę piwa Jana Dulata z Jackiem Dziewiatowskim. W zakładzie Polmo, zawodnicy-pracownicy firmy przygotowywali się do występów w Regionalnych Mistrzostwach Związków Zawodowych Metalowców. - I o beczkę piwa założyliśmy się z Jackiem. Dałem mu fory na wstępie przyznając mu 12 pkt. Graliśmy do 15 i okazało się, że wygrałem, ale piwa do dzisiaj nie dostałem – uśmiecha się trener, sympatyk „kometki” Jan Dulat. Zawody metalowców Pan Jan wygrał, by potem w ogólnopolskiej imprezie zająć trzecie miejsce. I tak się zaczął badminton w Złotowie na dobre.
Od 5. miejsca w Polsce
Z pomocą Czesława Trusińskiego i Waldemara Nafalskiego, Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast” i TKKF Stomil zaczęto organizować turnieje miejskie i wojewódzkie. W badmintona grał wówczas Leszek Mantaj, Roman Radomski, Andrzej Smukowski – amatorzy, którzy uczęszczali wtedy do szkół średnich. - Dobrze do naszej dyscypliny podchodziły szkoły, w szczególności dyrektorzy szkół Ryszard Szymaniak, Teresa Cicha. Był okres, w którym miałem klucze do wszystkich sal sportowych w mieście. To był rok 1978 rok. W roku 1982/3 wykrystalizowali się zawodnicy. Pierwsza grupa to: Elwira Milczyńska, Katarzyna Szala, Krzysztof Żelichowski, Wojciech Kaźmierowski. - Z tym rocznikiem zrobiliśmy niespodziankę i w grze drużynowej w turnieju makroregionalnym wygraliśmy. Następnie był występ ogólnopolski przegrany o strefę medalową z ówczesnym mistrzem Polski – Głubczycami. - Zajęliśmy 5. miejsce w Polsce, to był już duży sukces – wspomina Jan Dulat. [[reklama]] Od zabawy po ciężki trening
W 1984 roku badmintoniści wstąpili do klubu Sparty Złotów, by 2 lata później dobijać się w mistrzostwach Polski do gier finałowych w kategorii młodzicy. Grupa zawodników, takich jak: Piotr Dober, Jacek Dulat, Marcin Kozicz, Krzysztof Pietruszka, Bartosz Walasek, Kajetan Sakowicz, Tomasz Komorowski, Dariusz Zima stanowiła o sile sekcji. - Z tej grupy dochodziliśmy do gier finałowych. Zaczęły się też ciężkie treningi. Syn trenera na turnieju w Kielcach młodzików zajął 5. miejsce w Polsce. Od końca 1989 roku zaczęły się sukcesy w juniorach młodszych. - Uciecha była duża, jak zaczęliśmy jeździć po turniejach makroregionalnych. Z nami początkowo nikt się nie liczył, a potem wiedzieli, że jak przyjedziemy, to podium jest zarezerwowane dla Złotowa – uśmiecha się trener. Później pierwsza grupa przeszła do kategorii młodzieżowca. Tam E. Milczyńska z W. Kaźmierowskim zdobyli medal w mixie.
Czas talentów, czas sukcesów
Dużym sukcesem dla klubu było przyznanie roli organizatora Młodzieżowych Mistrzostw Polski rozgrywanych w Szkole Podstawowej nr 3 w Złotowie, gdzie Elwira zdobyła brązowy medal w singlu, a wraz z zawodniczką z Koszalina wywalczyła złoty medal w deblu. To był rok 1991. W tym samym czasie turniej makroregionalny w Szczecinie wygrał Krzysztof Kuczkowski, by potem zdobyć brązowy medal w finale ogólnopolskim.
Zawodnicy, którzy przewinęli się wówczas przez sekcje to m.in. siostra obecnego tenisisty ziemnego Bartosza Bartosińskiego, która plasowała się w krajowej czołówce. Mix Hildebrant-Bartosińska zdobył brąz. Jednocześnie byli reprezentantami kraju. Największy talent?
Według trenera był nim Piotr Dober. - Miał miękką rękę, był sprawny, czuł boisko. Talent jest pomocny, pomaga, ale praca i jeszcze raz praca to priorytet. Żeby dobrze grać trzeba być ogólnie sprawnym, mieć dobrą koordynację, skoczność, szybkość – mówi pasjonat. Trzeba pamiętać, że lot lotki to prędkość rzędu 340 km/h. Jest to szybciej niż piłeczka tenisowa czy pingpongowa.
Znikające pieniądze
- Nie było kłopotów z finansami. Miasto pomagało, były pieniądze zdobyte za punkty w klasyfikacji młodzieżowej. Mieliśmy wielu zawodników w kadrze wojewódzkiej. Jednak problemem było to, że nie mogliśmy planować wydatków w klubie, bo pieniądze ginęły – tu był konflikt. Klub wielosekcyjny niestety ma to do siebie, jedna sekcja pożycza lub zabiera drugiej i potem są problemy. Pewnie do dzisiaj działacze borykają się z takimi problemami – zaznacza J. Dulat. [[nowa_strona]] Trudne, fajne czasy
Przez salę przewinęła się rzesza ludzi. – Pamiętam, jak był w klubie autokar i na turniej makroregionalny jechał pełny autobus, a kierowca nie chciał włączyć ogrzewania i siedzieliśmy w czapkach i rękawiczkach. Były czasy, że graliśmy w rękawiczkach, tak było zimno na sali przy al. Mickiewicza. Na piwo trzeba było dać palaczowi, żeby wcześniej zaczął ogrzewać salę, ale się bał, że go zwolnią. Mile to wszystko wspominam, fajne czasy – zamyśla się trener Jan. W badmintona grał m.in. Marek Kokowski, który postawił później na muzykę, podobnie jak Tomasz Cebo. Grał również Leszek Piórkowski czy Leszek Pietroń.
Dobre starty w finałach ogólnopolskich zaczęły się od Jacka Dulata w 1986 roku i trwały niemal bez przerwy do zawieszenia sekcji w roku 2004. Co roku, ktoś był w finale mistrzostw Polski, w kategorii junior, młodzik czy w juniorach młodszych.
Piąte koło u wozu?
- W klubie fajnie było, ale nie lubię, jak ludzie kłamią. Coś innego mi mówiono, a co innego robiono za moimi plecami. Podziękowałem więc grzecznie, a sekcja przestała istnieć. To była decyzja z dnia na dzień. Kolejną przyczyną upadku badmintona były warunki treningowe. - Zaproponowali mi tylko treningi około godziny 15. Pracowałem w Wągrowcu i ciężko było to pogodzić. Poza tym dzieciaki były też zmęczone po szkole, a tu trzeba było zaraz po niej ciężko trenować. Broniliśmy się wynikami i dlatego sekcja tak długo istniała. Na klub jednak nie będę narzekał, bo klub tworzyliśmy my i jak narzekać to na siebie. Po blisko 25 latach sekcja badmintona przestała istnieć.
[[reklama]] Nawet linii nie ma
Zawsze można wrócić do „kometki’ poprzez rekreację i ludzi, którzy grali, którzy mogą zachęcić swoje dzieci. – Myślę, że zawodnicy starsi chętnie poprowadziliby zajęcia. Wystarczyłoby założyć UKS i młodzież mogłaby rozpocząć zajęcia. Największym precedensem jest brak linii boiskowych do gry badmintona. Na żadnej sali w Złotowie ich po prostu nie ma. Czy to tak dużo zachodu potrzeba, żeby teraz domalować linie na obiekcie Sparty Złotów? – pyta rozżalony trener. - Nawet gdyby jakiś zakład chciał zagrać, pograć rekreacyjnie, to zwyczajnie nie ma gdzie. Może teraz będzie poprawiana nawierzchnia na obiektach przy Mickiewicza i ktoś wpadnie na to, żeby je domalować. Badminton istniał 25 lat, wrył się w historię tego miasta i zasługuje na szacunek – irytuje się Jan Dulat. Czy badminton się odrodzi? - Szansa jest, jednak zależy to od chęci ludzi – twierdzi twórca złotowskiego badmintona.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze