W Okonku powstanie spółdzielnia socjalna. Na początek zatrudnienie znajdzie w niej kilkanaście osób. Będą pracować m.in. przy pielęgnacji zieleni, odśnieżaniu, będą opiekować się ludźmi starszymi
- To nie mój pomysł. Na pomysł utworzenia spółdzielni socjalnej wpadł burmistrz Mieczysław Rapta – zastrzega Renata Mejnartowicz, dyrektor Zespołu Obsługi Placówek Oświaty, która sprawę pilotuje. - Rozmawialiśmy o tym wcześniej. Dopiero po powrocie z urlopu macierzyńskiego zabrałam się za to na serio, czytałam, analizowałam. Doszliśmy do wniosku, że warto spróbować ze względu na osoby niepełnosprawne, bezrobotne, często wykluczone z normalnego funkcjonowania – mówi.
Dlaczego ma się tym zająć ZOPO, a nie Miejsko–Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej? Renata Mejnartowicz tłumaczy, że to czysty przypadek, bowiem spółdzielnia ma być samodzielnym bytem, nie podporządkowanym ani ZOPO, ani MGOPS. – Mam duszę społecznika, dlatego to robię. Udało się zebrać grupę ludzi, którzy chcą się w to zaangażować, ale z MGOPS-em będziemy współpracować – przyznaje.
Spółdzielnia jest w trakcie tworzenia się, 30 kwietnia został wysłany do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych wniosek o zgodę i dofinansowanie. W tej chwili koszt utworzenia placówki kształtuje się na poziomie 100 tys. zł, z czego 40 tys. zł to wkład gminy Okonek. Renata Mejnartowicz liczy na to, że dołoży się również Starostwo Powiatowe w Złotowie.
– Jesteśmy po rozmowach z wicestarostą Tomaszem Fidlerem, który pozytywnie odniósł się naszego pomysłu. To będą tylko niektóre źródła finansowania, jest ich więcej, ale na razie trudno o nich mówić – przyznaje.
Dyrektor ZOPO nie ukrywa, że w pierwszej kolejności w spółdzielni zatrudnieni będą ludzie niepełnosprawni. Planuje się również, aby część uczestników Warsztatu Terapii Zajęciowej w Okonku znalazła w niej pracę. Tym samym zwolniłyby się miejsca na przyjęcie nowych uczestników WTZ, na co w tej chwili nie zezwalają warunki lokalowe i finansowe.
[[reklama]]
- Niektóre z tych osób są już fizycznie gotowe do podjęcia pracy w spółdzielni, ale jest to jeszcze długa droga. Trzeba popracować nad zmianą ich mentalności. W WTZ są inaczej traktowani, a spółdzielnia ma funkcjonować jak zwykła firma, która ma się utrzymać, a pracownicy muszą na to zarobić. Po przejściu do spółdzielni nie będą mogli powrócić do warsztatów – wyjaśnia.
Na początek spółdzielnia zatrudni kilka osób zajmujących się pielęgnacją terenów zielonych, a zimą odśnieżaniem. Mogłyby one również zająć się obsługą cmentarza. – Ktoś, kto mieszka poza Okonkiem, a tu na cmentarzu leżą jego bliscy, może zlecić całoroczną opiekę nad grobami. Może to być również opieka doraźna, bo ktoś musiał wyjechać lub po prostu nie daje już rady – mówi Renata Mejnartowicz.
Zachodzi też potrzeba zatrudnienia przynajmniej dwóch kierowców. Mimo że gmina dysponuje dwoma busami, są też prywatni przewoźnicy, to w dalszym ciągu jest ogromne zapotrzebowanie na dowozy. Poza tym kilka osób zajęłoby się opieką nad ludźmi starszymi, część z nich przeszłaby z MGOPS. Dałoby to ten komfort, że gmina nie musiałaby na te czynności ogłaszać przetargu. Odpadłby główny czynnik w takich sytuacjach, czyli cena, co nie zawsze idzie w parze z jakością. Opieką mogą się zajmować również osoby w niewielkim stopniu niepełnosprawne.
Za wykonanie danej usługi będą wyliczone stawki, oczywiście z uwzględnieniem specyfiki zatrudnionych; z pewnością trzeba założyć, że daną pracę wykonają oni wolniej niż osoba w pełni sprawna. Dlatego też, zdaniem Renaty Mejnartowicz, nie należy oczekiwać (przynajmniej na początku) zbyt wysokich zarobków.
- Najważniejsze jest jednak to, że osoby te będą się mogły poczuć obywatelami pełnowartościowymi. A tego nie da się przełożyć na pieniądze – mówi.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze