Reklama

Precyzyjnie perfekcyjny

20/09/2013 09:45
Od dziecka rozmontowywał zabawki i aparaty fotograficzne. Nie zawsze udawało się je potem złożyć. Od zawsze zainteresowany techniką, mechaniką, elektroniką i trochę muzyką, dziś jest właścicielem firmy realizującej zamówienia dla światowych koncernów

Niepozorny zakład należący do Andrzeja Traczuka znajduje się przy ulicy Władysława Jagiełły w Krajence. Nowoczesną technologię skrywają mury dawnej fabryki mebli. Industrialny charakter ceglanych budynków na swój klimat, przenosi lata wstecz. Wokół pozamykane okna, bramy i cisza, która w żaden sposób nie zdradza, że za ścianą pracują maszyny, jakich nie powstydziłaby się żadna fabryka.

Świadomy wybór

Zazwyczaj dzieci, jeszcze zanim zaczną stawiać pierwsze kroki, wykazują ponadprzeciętne zainteresowanie technicznymi nowinkami. Oglądają, dotykają, naciskają guziki, czasem jednak niektóre z nich chwytają za narzędzia i rozkręcają lub przerabiają. Tak było z Andrzejem Traczukiem. – Pierwszą rzeczą, którą rozbroiłem, był aparat fotograficzny. Chciałem zobaczyć, jak działa. Niestety nie udało się go już złożyć, co nie spodobało się rodzicom – wspomina pochodzący z okolic Siedlec A. Traczuk. Z wiekiem zainteresowania powędrowały w stronę mechaniki, elektroniki i muzyki. Ponieważ grał w szkolnym zespole muzycznym postanowił samodzielnie zbudować sobie wzmacniacz, by dźwięk niósł się jeszcze lepiej i jeszcze głośniej. Kolejną rzeczą, skonstruowaną w wieku kilkunastu lat, była fotokomórka, zbudowana z fotoopornika. Wynalazki powstawały w oparciu o fachową literaturę, z pomocą przychodziło m.in. czasopismo „Młody Technik”, z którego czerpał inspirację. Wiedział już, że to jest to, co chce w życiu robić, postanowił więc, oprócz umiejętności manualnych, zdobyć wiedzę. – Skończyłem Technikum Kolejowe Ministerstwa Komunikacji w Warszawie, kształcąc się jako technolog. Tam uczono nas głównie mechaniki, sposobu działania silników, ich budowy i napraw – wspomina. Pierwsze miejsce pracy to siedlecka lokomotywownia, gdzie dokonywał przeglądów i w razie potrzeby naprawiał potężne elektryczne i spalinowe silniki lokomotyw. Nagłe wezwanie do wojska przywiodło go w bliższe Krajence strony. Znalazł się w Wałczu i… zakochał się. Nie tyle w miejscowości czy jednostce, co w kobiecie, która do dziś jest jego żoną. Pracę z maszynami przez kolejne lata kontynuował w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Wyrzysku, a później w Pile, gdzie w zakładach obecnie należących do Philipsa przepracował prawie ćwierć wieku. Współpraca zakończyła się 6 lat temu i otworzyła nowy rozdział w życiu, który stał się jednocześnie spełnieniem marzeń.


To tylko fragment artykułu z AL 38/2013, s.22


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama