W dzień radna i sołtys, nocą pracownik grupy interwencyjnej w firmie ochroniarskiej. Krystyna Kozdra broni woli nie używać, siłę upatruje w damskiej perswazji
Na co dzień najszybciej można ją spotkać w Kiełpinie, gdzie jest sołtysem i radną w jednej osobie. Na sesjach, komisjach, zebraniach - elegancka, delikatna, ale w godzinach pracy ten wizerunek się zmienia: czarny uniform, pałka, paralizator, gaz obezwładniający, kajdanki, a także broń – o czym wie niewielu – na ostre naboje, kaliber 9 mm. Czarny strój dobrze komponuje się z godzinami pracy tej niepozornej kobiety, która zazwyczaj wypełnia swoje obowiązki nocą.
Jako pracownik złotowskiej grupy interwencyjnej firmy Pretor czeka spokojnie na informacje o tym, gdzie trzeba jechać zabezpieczać chronione przez jej firmę mienie. A teren pracy jest spory, bo ochronie podlega kilkadziesiąt firm, instytucji i domów na terenie całego powiatu oraz poza jego granicami. Grupa interwencyjna firmy liczy dziesięć osób, w tym tylko dwie panie. Jedną z nich jest pani Krysia.
Mogłam oberwać po zębach
Do tej pracy namówiła ją koleżanka. Ciekawa nieprzeciętnego zajęcia podjęła wyzwanie i od ponad trzech lat para się dość niebezpiecznym, zwłaszcza jak na kobietę, zajęciem. – Tak w ogóle to jestem technikiem ekonomistą – mówi o swoim wykształceniu, dodając jednak, że ma oczywiście za sobą niezbędne do pracy w ochronie licencje i uprawnienia. – Raz jestem w Centrum Monitoringu, innym razem w patrolu lub konwoju – mówi o podziale stanowisk podczas zmian. Przyznaje, że z reguły praca jest spokojna, wielu nieprzyjemnych zdarzeń nie ma, ale się zdarzają. – Najgorzej jest podczas imprez masowych. Wtedy najczęściej trzeba się użerać z natarczywymi osobami – mówi, dodając, że nie zawsze są to tylko mężczyźni. Choć z reguły to właśnie oni zaogniają atmosferę, stąd obecność kobiety w grupie interwencyjnej jest wręcz wskazana. – Kobieta zawsze najlepiej łagodzi sytuacje – przyznaje pani Krystyna. W pracy nigdy jeszcze nie oberwała, ale zdarzało się, że męska ręka zatrzymała się w ostatniej chwili, gdy napastnik widział, że jego dłoń zmierza ku damskiej twarzy. – Bywało blisko oberwania po zębach – mówi o takich sytuacjach. – To w końcu niebezpieczne zajęcie. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Tylko głupi by się nie bał – ocenia.
Pistolet zostawić w kaburze
Wspomnianej broni wolno jej używać tylko w ramach pełnionych obowiązków. Gdy podejmuje nocną interwencję, gdy trzeba poruszać się w ciemnym terenie i nie ma pewności, czy za chwilę nie oberwie się po głowie, ręka automatycznie kieruje się do kabury. – Pistoletu lepiej jednak nie wyciągać. Wolę położyć dłoń na kaburze i zabezpieczać się przed tym, żeby nikt jej nie wyciągnął. Gotowa do użycia broń tylko zwiększa skalę niebezpieczeństwa. Dla wszystkich – mówi o zasadach podejmowania działania.
– Na szczęście nigdy nie musiałam jej używać. Innych środków przymusu również, pewnie dlatego, że jestem wygadana – żartuje nasza rozmówczyni. – A mówiąc serio, to całkiem dużą sztuką jest gaszenie gorącej atmosfery i konfliktowych sytuacji. Wbrew pozorom podstawą w tej pracy jest opanowanie i spokój. Są najlepszym gwarantem, że zaognione sytuacje spokojnie się zakończą – przekonuje. O tym mówi zawsze członkom swojej rodziny, którzy – co tu wiele kryć – boją się o jej zdrowie, gdy żona i mama wykonuje niebezpieczny zawód.
Dłoń, kciuk, na kolana
Dlatego określone umiejętności są w tej pracy niezbędne i trzeba je posiadać. A poćwiczyć można choćby w domu, choć radna-sołtys przyznaje, że domownicy zbyt dobrze znają już jej techniki, więc treningi, a właściwie zabawa siłowania z nimi, łatwe nie są. Co innego w terenie, gdy delikwent nie zna wypróbowanych sposobów. – Odpowiedni chwyt dłoni, wykręcenie kciuka i napastnik, nawet większych gabarytów, jest na kolanach – przekonuje o skuteczności techniki. W bardziej krytycznych sytuacjach pozostaje niezawodna metoda. – Kopniak w czułe miejsce ponoć zawsze się sprawdza – mówi pani Krystyna, podkreślając słowo ponoć, bo sama unika sytuacji, kiedy napastnika trzeba powalić tak dosadnym ciosem. – Lepiej łagodzić sytuacje – ponownie odwołuje się do siły damskiej perswazji. A prowokatorów nigdy nie brakuje. Szczególnie podczas wspomnianych masowych imprez. Na szczęście większość robi to pod kątem zwykłych damsko-męskich zaczepek. – Wiele razy słyszałam już pytanie od panów, co muszą zrobić, żeby oberwać ode mnie pałką albo żebym przynajmniej skuła ich w kajdanki – żartuje pani Krystyna, przestrzegając jednocześnie z uśmiechem... – Lepiej niech się nie proszą.
Piotr Steffen
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze