Reklama

Proszą mnie, abym ich skuła kajdankami

12/02/2015 08:20
W dzień radna i sołtys, nocą pracownik grupy interwencyjnej w firmie ochroniarskiej. Krystyna Kozdra broni woli nie używać, siłę upatruje w damskiej perswazji

Na co dzień najszybciej można ją spotkać w Kiełpinie, gdzie jest sołtysem i radną w jednej osobie. Na sesjach, komisjach, zebraniach - elegancka, delikatna, ale w godzinach pracy ten wizerunek się zmienia: czarny uniform, pałka, paralizator, gaz obezwładniający, kajdanki, a także broń – o czym wie niewielu – na ostre naboje, kaliber 9 mm. Czarny strój dobrze komponuje się z godzinami pracy tej niepozornej kobiety, która zazwyczaj wypełnia swoje obowiązki nocą.



Jako pracownik złotowskiej grupy interwencyjnej firmy Pretor czeka spokojnie na informacje o tym, gdzie trzeba jechać zabezpieczać chronione przez jej firmę mienie. A teren pracy jest spory, bo ochronie podlega kilkadziesiąt firm, instytucji i domów na terenie całego powiatu oraz poza jego granicami. Grupa interwencyjna firmy liczy dziesięć osób, w tym tylko dwie panie. Jedną z nich jest pani Krysia.

Mogłam oberwać po zębach

Do tej pracy namówiła ją koleżanka. Ciekawa nieprzeciętnego zajęcia podjęła wyzwanie i od ponad trzech lat para się dość niebezpiecznym, zwłaszcza jak na kobietę, zajęciem. – Tak w ogóle to jestem technikiem ekonomistą – mówi o swoim wykształceniu, dodając jednak, że ma oczywiście za sobą niezbędne do pracy w ochronie licencje i uprawnienia. – Raz jestem w Centrum Monitoringu, innym razem w patrolu lub konwoju – mówi o podziale stanowisk podczas zmian. Przyznaje, że z reguły praca jest spokojna, wielu nieprzyjemnych zdarzeń nie ma, ale się zdarzają. – Najgorzej jest podczas imprez masowych. Wtedy najczęściej trzeba się użerać z natarczywymi osobami – mówi, dodając, że nie zawsze są to tylko mężczyźni. Choć z reguły to właśnie oni zaogniają atmosferę, stąd obecność kobiety w grupie interwencyjnej jest wręcz wskazana. – Kobieta zawsze najlepiej łagodzi sytuacje – przyznaje pani Krystyna. W pracy nigdy jeszcze nie oberwała, ale zdarzało się, że męska ręka zatrzymała się w ostatniej chwili, gdy napastnik widział, że jego dłoń zmierza ku damskiej twarzy. – Bywało blisko oberwania po zębach – mówi o takich sytuacjach. – To w końcu niebezpieczne zajęcie. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Tylko głupi by się nie bał – ocenia.

Pistolet zostawić w kaburze

Wspomnianej broni wolno jej używać tylko w ramach pełnionych obowiązków. Gdy podejmuje nocną interwencję, gdy trzeba poruszać się w ciemnym terenie i nie ma pewności, czy za chwilę nie oberwie się po głowie, ręka automatycznie kieruje się do kabury. – Pistoletu lepiej jednak nie wyciągać. Wolę położyć dłoń na kaburze i zabezpieczać się przed tym, żeby nikt jej nie wyciągnął. Gotowa do użycia broń tylko zwiększa skalę niebezpieczeństwa. Dla wszystkich – mówi o zasadach podejmowania działania.



– Na szczęście nigdy nie musiałam jej używać. Innych środków przymusu również, pewnie dlatego, że jestem wygadana – żartuje nasza rozmówczyni. – A mówiąc serio, to całkiem dużą sztuką jest gaszenie gorącej atmosfery i konfliktowych sytuacji. Wbrew pozorom podstawą w tej pracy jest opanowanie i spokój. Są najlepszym gwarantem, że zaognione sytuacje spokojnie się zakończą – przekonuje. O tym mówi zawsze członkom swojej rodziny, którzy – co tu wiele kryć – boją się o jej zdrowie, gdy żona i mama wykonuje niebezpieczny zawód.

Dłoń, kciuk, na kolana

Dlatego określone umiejętności są w tej pracy niezbędne i trzeba je posiadać. A poćwiczyć można choćby w domu, choć radna-sołtys przyznaje, że domownicy zbyt dobrze znają już jej techniki, więc treningi, a właściwie zabawa siłowania z nimi, łatwe nie są. Co innego w terenie, gdy delikwent nie zna wypróbowanych sposobów. – Odpowiedni chwyt dłoni, wykręcenie kciuka i napastnik, nawet większych gabarytów, jest na kolanach – przekonuje o skuteczności techniki. W bardziej krytycznych sytuacjach pozostaje niezawodna metoda. – Kopniak w czułe miejsce ponoć zawsze się sprawdza – mówi pani Krystyna, podkreślając słowo ponoć, bo sama unika sytuacji, kiedy napastnika trzeba powalić tak dosadnym ciosem. – Lepiej łagodzić sytuacje – ponownie odwołuje się do siły damskiej perswazji. A prowokatorów nigdy nie brakuje. Szczególnie podczas wspomnianych masowych imprez. Na szczęście większość robi to pod kątem zwykłych damsko-męskich zaczepek. – Wiele razy słyszałam już pytanie od panów, co muszą zrobić, żeby oberwać ode mnie pałką albo żebym przynajmniej skuła ich w kajdanki – żartuje pani Krystyna, przestrzegając jednocześnie z uśmiechem... – Lepiej niech się nie proszą.

Piotr Steffen

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości