Reklama

Przelała się czara goryczy

13/11/2014 00:00
Gdy trzeba, wspólnie ratują życie. Ale również im zdarzają się zgrzyty. Czy strażacy dojdą do porozumienia?

Kilkanaście dni temu informowaliśmy, że w okolicach Płytnicy kilkadziesiąt osób poszukiwało zaginionej w pobliskich lasach 96-letniej kobiety. Informacji, jaka ukazała się również na naszym portalu, towarzyszyła obszerna ilość komentarzy – wymiana zdań m.in. dotycząca tego, jakie jednostki strażackie zostały zadysponowane do akcji. Z treści komentarzy wynikało jasno, że w dyskusję aktywnie włączyły się osoby obeznane w temacie, najprawdopodobniej sami strażacy. Wniosek z dyskusji był jasny – druhowie z Osówki, ale również z samej Tarnówki czują się ochotnikami drugiej kategorii, bo nie pierwszy już raz miało dojść do sytuacji, kiedy przy akcji toczącej się na ich terenie zostali pominięci. Z komentarzy wylewał się ewidentny żal. Nasuwał się również wniosek, że wyjątkowo są w tym względzie traktowani strażacy-ochotnicy z OSP Krajenka. Czyżby był to punkt zapalny w relacjach panujących w strażackiej braci? Zwłaszcza że temat – co tu kryć – bezpośrednio wiąże się z finansami? Nie tylko tymi dotyczącymi ekwiwalentu za udział w akcjach (średnio kilkanaście złotych dla strażaka za godzinę akcji), ale również większych kwot związanych z corocznym przydziałem funduszy w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Tam jedną z zasad jest ta, że im więcej akcji z udziałem strażaków danej jednostki, tym więcej dla niej pieniędzy.


Nie możemy odmówić


Sprawę częstych wyjazdów OSP w Krajence krótko komentuje jej prezes i wiceprezes Zarządu Oddziału Powiatowego Związku OSP RP w Złotowie Andrzej Martin. – Jeśli uruchamia się syrena, system powiadamiania i jest wezwanie do akcji, to druhowie nie mogą tego zlekceważyć. Muszą ruszyć do akcji. Często jest tak, że dopiero w wozie dowiadują się, dokąd będą jechać i w jakim celu – mówi. Ilości wyjazdów w żaden sposób nie łączyłby z dodatkowymi środkami z KSRG, kierowanymi do danej jednostki. – Finansowanie w ramach KSRG w powiecie złotowskim jest jasne i klarowne. Ilość zdarzeń, do których wyjeżdża jednostka, nie jest tu głównym czynnikiem warunkującym, że ten dostanie tyle, a ten tyle. Zresztą na terenie powiatu nie jesteśmy jedynymi, którzy wyjeżdżają rocznie ponad sto razy. Są też jednostki OSP z Jastrowia i Okonka, czyli miast podobnie jak my położonych przy ruchliwych drogach. To właśnie zdarzenia drogowe sprawiają, że tych wyjazdów jest tak dużo – mówi A. Martin. – To jest służba, misja i nie powinniśmy spierać się o pieniądze czy wyjazdy. Powinniśmy nieść pomoc tym wszystkim, którzy jej potrzebują jako bracia strażacy.


Procedury


Drażliwą kwestią, poruszoną przez strażaków z gminy Tarnówka, jest dysponowanie jednostkami na terenie powiatu złotowskiego i rzekome faworyzowanie OSP w Krajence. – Wystarczy spojrzeć, skąd są dyspozytorzy i jak dysponują do akcji – mówi Dawid Jackowski, naczelnik OSP Osówka. Wie, że to temat drażliwy i wątku nie rozwija, bo nie chce dolewać oliwy do ognia. Wtóruje mu jednak szef jednostki w Tarnówce Bartłomiej Grzybek.
O komentarz w tej kwestii zwróciliśmy się więc do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie. – Obecnie w KP PSP w Złotowie pracuje pięciu dyspozytorów, dwóch z nich pochodzi z Krajenki. Tego w żaden sposób nie należy łączyć z dysponowaniem do zdarzeń jednostki OSP z tej akurat miejscowości. To nie są mieszkańcy tego czy innego miasta lub wsi, ale przede wszystkim funkcjonariusze KP PSP. Odpowiadają więc za swoją realizację zadań nie przed naczelnikiem danej OSP, lecz przed Komendantem Komendy Powiatowej PSP. Ktoś, kto próbuje sobie to w taki sposób tłumaczyć, nie ma rozeznania w procedurach, jakie panują w Państwowej Straży Pożarnej i które są jednocześnie przełożeniem na Stanowisko Kierowania Komendanta Powiatowego, gdzie pełni służbę dyspozytor – stwierdza asp. Kazimierz Wiebskowski, oficer prasowy KP PSP w Złotowie.


Sekundy dyspozytora


Jeśli nie mają racji, jeśli o wszystkim decydują wyłącznie procedury, to jak one faktycznie wyglądają? Jak mówi Kazimierz Wiebskowski, kluczowa jest przede wszystkim ocena przedstawionego dyspozytorowi zdarzenia. Ocena, która pozwoli wysłać jednostkę jak najlepiej wyposażoną pod kątem danej akcji i która dotrze na jej miejsce najszybciej. Ponadto do każdego zdarzenia jakie zaistnieje na terenie powiatu priorytet w dysponowaniu zaraz po Państwowej Straży Pożarnej zachowują zawsze jednostki OSP w KSRG, następnie pozostałe spoza systemu. - W dysponowaniu pomaga specjalny program komputerowy wspomagający decyzje dyspozytora, sugerując potencjalne jednostki straży pożarnej, które mogły by udać się do miejsca zdarzenia. Ostateczna decyzja jednak leży po stronie dyspozytora.[...] O tym, kogo dyspozytor wyśle, decydują często sekundy. Zawsze jako pierwsze wzywane są jednostki działające w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym, co do których jest pewność, że zastęp zbierze się w ciągu maksymalnie kilku minut i będzie gotowy do wyjazdu – mówi asp. Wiebskowski, przypominając, że OSP w Osówce nie jest jednostką przynależną do KSRG. Jeśli tak, to w odniesieniu do sytuacji, która – jak mówią strażacy z gminy Tarnówka „przelała czarę goryczy” – można jednak zadać pytanie, dlaczego do poszukiwań zaginionej 96-latki jako pierwszej nie wezwano jednostki z Jastrowia, która miała znacznie bliżej do rejonu poszukiwań niż Krajenka? – Tu wracamy jeszcze raz do tych sekund, które ma dyspozytor na wciśnięcie guzika i uruchomienie syreny na danej remizie. Często jest tak, że zgłoszenie, które odbiera, jest bardzo nieprecyzyjne. Nie jest mi znana treść tego konkretnego zgłoszenia dotyczącego zaginionej kobiety, ale dla przykładu powiem, że niedawno mieliśmy zgłoszenie przełączone z numeru 112 z Poznania, gdzie mowa była o wypadku drogowym na trasie Jastrowie – Człuchów. Jak w takim momencie ocenić, kto ma wyjechać? Szczegóły dyspozytor zna dopiero wtedy, gdy choć jeden zastęp dotrze na miejsce akcji. Wówczas może precyzyjnie określić, jakie siły i środki są potrzebne. W tym przypadku okazało się, że wypadek zdarzył się za Lędyczkiem w kierunku na Człuchów, ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero w momencie gdy jedna z jednostek już tam dotarła– porównuje Kazimierz Wiebskowski.


Gdyby zginęła...


Dawid Jackowski i Bartłomiej Grzybek absolutnie nie kwestionują procedur i tego, że w pierwszej kolejności do akcji dysponowane są jednostki z krajowego systemu. Nie mogą jednak zrozumieć faktu, że Osówka w ogóle nie pojechała do tego zdarzenia. Po pierwsze dlatego, że druhowie z Osówki byli akurat w remizie (przygotowywali auto do przeglądu technicznego) i w ekspresowym tempie mogliby wyjechać do akcji. Po drugie, co podkreśla Bartłomiej Grzybek, znakomicie znają teren, na którym poszukiwana była kobieta. – Kilku druhów z OSP Osówka jest drwalami w lesie i bardzo dobrze znają te lasy – podkreśla. Tymczasem... – Przyjechał ze Złotowa dowódca i powiedział otwarcie, że tych lasów nie zna – relacjonuje Grzybek, dodając, że w celu ułatwienia akcji strażacy podzielili się na drużyny i do każdej był dołączony strażak z Tarnówki. – Gdyby przyjechała Osówka, ludzi, którzy znają teren, byłoby więcej – mówi. Na szczęście cała historia zakończyła się szczęśliwie, bo kobietę odnaleziono. Co byłoby jednak, gdyby finał historii był tragiczny? – Wtedy byłoby szukanie winnych – przekonuje Bartłomiej Grzybek. – W tym przypadku doszło do precedensu, że przyjechała jednostka z Krajenki, która jest oddalona od miejsca zdarzenia sporo dalej niż jednostka z Jastrowia, która pozostała w bazie. Uważam, że zabrakło dobrej woli ze strony dysponenta, bo zdarzenie nie wymagało jakiejś specjalistycznej wiedzy i umiejętności – wskazuje, oceniając, że ochotnicy z Osówki jak najbardziej powinni wziąć udział w tej akcji. Grzybek podkreśla jednocześnie bardzo wysoki poziom wyszkolenia druhów z OSP Osówka. – Korzystają z tych samych kursów, na które my jeździmy jako jednostka z krajowego systemu i jestem przekonany, że mogą brać udział w każdym zdarzeniu, bo zawsze sobie poradzą – przekonuje szef OSP Tarnówka.


Nikt nie sygnalizował


Argument o nieznajomości terenu w okolicach Tarnówki przez druhów z Krajenki Kazimierz Wiebskowski też uznaje za bezzasadny. – Zgodnie z systemem, który działa obecnie w Polsce jednostka może być wysłana nawet na południe kraju, jeśli jest taka potrzeba. Wówczas też będziemy mówić, że ktoś nie może pojechać, bo nigdy tam nie był, bo nie zna terenu? Liczyć powinna się przede wszystkim niesiona pomoc – stwierdza rzecznik KP PSP w Złotowie. Przypomina też o odpowiedzialności służbowej, jaka spoczywa na dyspozytorze w przypadku podjęcia błędnej decyzji. – Jego działania muszą być tak szybkie i tak precyzyjne zarazem, by zminimalizować wszelkie ryzyko, które zagraża w danej akcji osobie poszkodowanej czy też mieniu, które z jakiejś przyczyny niszczeje – mówi. Aspirant ma żal, że dyskusja toczona jest w internecie w sposób anonimowy. – Jeśli ktoś ma jakieś krytyczne uwagi wobec pracy naszej komendy, komendanta, mojej czy dyspozytorów, to zapraszamy go na rozmowę do nas. Chętnie wyjaśnimy otwarcie pewne kwestie, powiemy, z czego one wynikają, by nie trzeba było snuć domysłów. Jest ku temu też okazja podczas wspólnych narad wszystkich jednostek. Jednak nikt do tej pory takich uwag tam nie sygnalizował. Żaden Zarząd jednostki OSP nie złożył też oficjalnego pisma w celu wyjaśnienia nurtujących strażaków spraw – mówi Kazimierz Wiebskowski.


Komenda nie reagowała


Co innego mówi jednak naczelnik OSP Osówka. Dawid Jackowski przekonuje, że temat wraca do dyskusji od dłuższego czasu, jednak efektów nie widać. – Gdyby komenda zareagowała, teraz byłoby spokojniej – wyraża przekonanie. Dodaje, że to nie pierwsza sytuacja, kiedy OSP Osówka pomijana jest w momencie, kiedy ewidentnie mogłaby brać udział w akcji. Bartłomiej Grzybek również podkreśla, że w całym zamieszaniu wcale nie chodzi mu o jego jednostkę, bo swoje strażacy z Tarnówki mają w ciągu roku do wypracowania i wywiązują się z tego najlepiej, jak potrafią. Chodzi mu właśnie o strażaków z Osówki, których... – Najzwyczajniej mi szkoda. Mają dobrze wyposażony samochód i dobrze wyszkolonych ludzi, którzy są fachowcami. Są akcje, w których mogliby uczestniczyć, a nie są dysponowani. Tak jak w tej sytuacji – podkreśla. Efekt jest taki, że strażacy-ochotnicy z niewielkiej wsi czują się jak piąte koło u wozu.
Jeśli chodzi zaś o faworyzowanie OSP Krajenka: – Przez tyle lat, ile jestem strażakiem, ani razu nie mieliśmy wyjazdu na teren gminy Krajenka. Nigdy – podkreśla prezes OSP Tarnówka, dodając, że OSP Krajenka na ich terenie pojawia się regularnie.


Okrągły stół


O opinię poprosiliśmy też prezesa powiatowych struktur OSP. Andrzej Kacprzak przyznaje, że kluczowym aspektem przy dysponowaniu do akcji jest to, czy jednostka przynależy do KSRG i nie podlega to absolutnie żadnej dyskusji. Ale czy tylko ta przynależność powinna mieć znaczenie przy dysponowaniu strażaków? – Trzeba też patrzeć na charakter akcji – mówi Kacprzak, przyznając, że w tym konkretnym przypadku aż prosiło się, żeby wręcz wiodącą rolę pełnili podczas akcji strażacy, którzy znają teren. Prezes nie po raz pierwszy słyszy o tego typu zgrzytach wśród strażaków. Dlatego zachęca, żeby nie zamiatać sprawy pod dywan, a jak najszybciej usiąść do rozmów. – Bo ewidentnie jest potrzeba rozmowy na ten temat – ocenia, podkreślając, że powinny to być rozmowy z udziałem wszystkich zainteresowanych stron. – Tylko w taki sposób będzie można znaleźć rozwiązanie sytuacji – przekonuje.
Aż dziw bierze, że do tej pory się to nie udawało. Jak możliwe, że ludzie, którzy potrafią wspólnie działać w celu ratowania życia, nie mogą wypracować porozumienia przy jednym stole?


Piotr Steffen, Szymon Chwaliszewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama