Reklama

Przepis na dożynkową kopę

18/08/2012 00:00
Metalowy stelaż, ponad kilometr dratwy, do tego przyczepa zboża, ponad sto godzin misternej pracy i kobiety, które codziennie przychodzą, by pleść dożynkowy wieniec - w Walentynowie tradycję kontynuuje młodsze pokolenie, doświadczone kobiety służą radą

Według harmonogramu

Blaszany garaż po brzegi wypełniony zbożami. Każdy rodzaj zboża wisi osobno, spięty w bukiety suszy się na ścianach i czeka na swoją kolej. Obok kwiaty i len. Na stole szpulki dratwy, a wewnątrz pięć, sześć kobiet – zależy od dnia, czasami jest ich więcej. W pobliżu są także mężczyźni. Służą pomocą, gdy trzeba męskiej siły, ale nie stronią też od misternego układania łanów zbóż. I tak jest od 21 lipca. Na podwórku Tomaszów w Walentynowie powstaje dożynkowy wieniec. Zgodnie z harmonogramem sołeckim w tym roku nadeszła ich kolej na przygotowanie kopy i reprezentacji do kolorowego korowodu. Na szczęście sąsiedzi nie odmawiają pomocy. Praca zaplanowana – trzeba ją wykonać. Ludzie to wiedzą, nikt nie miga się od roboty. A ta zaplanowana jest niemal co do dnia – od poniedziałku do soboty, około pięciu godzin dziennie. Czas dokładnie podzielony jest przez ilość ramion dożynkowego wieńca. Każdego dnia plan musi być wykonany w stu procentach.



Sołtysowi śni się po nocach


Za projekt i wiązanie kłosów we wzory w tym roku odpowiada Joanna Tomasz, niedawno odkryty w Walentynowie talent. Pozostałe kobiety według jej wskazówek układają i przebierają kłosy lub wiążą je w gotowe już elementy, które potem będą upięte dratwą na metalowym stelażu. Podstawę wieńca zrobił sołtys Zenon Polachowski. – Pod koniec pracy nie pozwalamy sołtysowi oglądać wieńca. Potem śni mu się po nocach, że stelaż nie wytrzymał. On bardzo to przeżywa – mówią kobiety, cierpliwie przebierając kłosy. – Z sołtysem bardzo dobrze się współpracuje – chwali Joasia. – Nawet gdy stelaż jest już gotowy, a ja mam propozycję zmian, cierpliwie udoskonala podstawę. Nawet nie krzyczy – śmieje się kobieta.

W tym roku Walentynowo musi przygotować dwa wieńce. Jeden na dożynki wojewódzkie i powiatowe (jako zwycięzcy ubiegłorocznego konkursu powiatowego na wieniec dożynkowy) i jeden na dożynki gminne. Terminy święta plonów zbiegły się w czasie i nie ma innego wyjścia. Dlatego tak ważne było wcześniejsze rozplanowanie pracy. Wieniec na dożynki wojewódzkie jest prawie gotowy.



Małe dzieło sztuki

I już robi ogromne wrażenie. Zachwycają precyzja jego wykonania i imponujący wzór. – Zboża najlepiej jest zebrać w jednym czasie – radzi głównodowodząca Joanna Tomasz. – Wtedy będą miały jeden kolor. Przy tak dużych kopach różnice w odcieniach są bardzo widoczne. Za zbiór materiału odpowiedzialni są panowie. – Kiedyś każdy gospodarz znosił zboże na wieniec – mówi Monika Tomasz, mama Joanny. – Ale to nie zdawało egzaminu, bo każde zboże było inne. Od dłuższego czasu odpowiedzialni za kopę sami gromadzą materiał, a rolnicy nie dziwią się już, gdy na polu zastaną wyżęte kępy zboża. W tym roku zbieraniem zboża zajęli się Piotr i Józef Tomasz, mąż i ojciec Joanny. Przygotowali około dwudziestu snopów różnych zbóż – prawie przyczepę materiału. – Zboże szybko przebieramy w mniejsze wiązki, żeby ładnie schło – instruuje kobieta. Gdy wszystko jest posegregowane można przystąpić do pracy.
[[nowa_strona]]
Do siedmiu godzin dziennie

Plecenie wieńca trwa już ponad cztery tygodnie, po sześć dni w tygodniu, od pięciu do siedmiu godzin dziennie. W jednym tygodniu przed południem, w drugim po południu. Wszystko zależy od tego, w jakich godzinach pracuje Joanna. Kobiety zbierają się na podwórku Tomaszów o umówionej godzinie i wykonują dzienny plan pracy. Krystyna Łosoś wiąże len. To precyzyjna praca, która wymaga dużej cierpliwości. Monika Tomasz i Janina Kania układają zboże według wielkości zbóż. Na górze kłosy były mniejsze, im niżej mogą być większe. Najmłodsza Klaudia Waloch odpowiada za podawanie Joannie gotowych wiązek zbóż i kwiatów według ustalonego wzoru – dwa jęczmienie, jedno pszenżyto. Nie może się pomylić. Każde ramię musi wyglądać tak samo. Zboża wiąże Joanna. Po pięciu godzinach pracy ręce mdleją, ale skóra dłoni przyzwyczaiła się już do mocnej dratwy. – W tym roku tylko na początku zakładałam plastry na palce. Gorzej było w pierwszym roku. Chyba się przyzwyczaiłam – nie narzeka kobieta. – Robimy to dobrowolnie – śmieje się Krystyna Łosoś, która przed Joanną była inicjatorką wzorów kopy dożynkowej w Walentynowie. – Dobrze, że młodzi przejmują stery. Tak powinno być, a Joanna to nasz niedawno odkryty talent – cieszy się mieszkanka Walentynowa.



Kiedyś w jeden wieczór


– Zaczęło się trzy lata temu, gdy nadeszła nasza kolej na przygotowanie wieńca – przyznaje Joanna. - Szukałam wzorów, a potem stwierdziłam, że chyba potrafię to robić – mówi kobieta, która teraz każdego roku projektuje i plecie wieniec dla sołectwa. – Wygraliśmy dożynki gminne, potem powiatowe. Stwierdziłam, że nie możemy zaniżać poprzeczki – mówi otwarcie. Rację przyznają jej pozostałe kobiety. – Nie ma to jak jedna ręka plecie – zgadza się pani Krystyna. – Kiedyś zbierałyśmy się w jeden wieczór i miałyśmy wieniec gotowy – dodaje pani Monika – ale wyszło, jak wyszło. Ważne, że wieniec był, dożynki się odbyły.

Po wieńcu korowód

Wieniec to najważniejszy element święta plonów, ale nie jedyny w dożynkowych przygotowaniach. Tradycją jest także kolorowy korowód, a więc i stroje ludowe, w których młodzi niosą wieniec dożynkowy. Dla Walentynowa biało-niebieskie ubrania uszyła również Joanna, wzory wyszyła jej siostra Violetta, szydełkowe koronki wykonała ich mama. W tym roku, dzięki wsparciu sponsora, którego udało się pozyskać radzie sołeckiej, powstanie kilka nowych wdzianek. W końcu reprezentacja Walentynowa musi wystąpić w tym samym czasie na dożynkach wojewódzkich i gminnych, a strojów musi starczyć dla dwóch ekip. Gdy skończy się praca nad wieńcami przyjdzie czas na odświeżenie strojów, uszycie nowego kompletu i w końcu na przystrojenie korowodu i wybranie ludzi, którzy poniosą ponad 150-kilogramową kopę. – Niesiemy plon w gospodarza dom… – śpiewają kobiety, zwijając cierpliwie ostatnie kłosy.



W dniu wydania tego numeru „Aktualności” wieniec powinien być już gotowy. Teraz kobiety zabiorą się do plecenia drugiego, na dożynki gminne. Schemat i plan pracy będzie ten sam. A chęci? Muszą być, bo to nie tylko tradycja, ale, jak mówią, ich obowiązek.

A. Głyżewska

W środę, gdy byliśmy z wizytą u państwa Tomaszów, przy wieńcu pracowało siedem osób, ale mieszkańcy Walentynowa dzielą się pracą. Swój wkład w przygotowanie kopy mają: Joanna, Piotr, Monika, Józef i Michalina Tomasz, Krystyna Łosoś, Klaudia Waloch, Zenon Polachowski, Violetta Pachuta, Janina i Zdzisław Kania, Ania Kowalska, Ewa, Ania i Paulina Zagrodzkie, Czesława Łoboda, Eugenia, Aneta i Kasia Badura, Grażyna Łosoś, Wioletta i Olga Pacholec, Mariola Narloch.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama