Od kilku dni, gdy wykręcamy numer alarmowy 112, odbiera centrum ratownictwa w Poznaniu. Może się zdarzyć, że słuchawkę podniosą w Gdańsku lub Kołobrzegu. Służby ratownicze apelują - nie rozłączać się, to właściwe połączenia
W środę 27 marca Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Poznaniu przejęło obsługę zgłoszeń numeru alarmowego 112 z terenu powiatu złotowskiego. Dotychczas numer ten działał w Stanowisku Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie. Od teraz, gdy wykręcimy numer 112, odezwie się centrala w Poznaniu. Służby ratownicze przestrzegają, ażeby nie rozłączać takich połączeń – od teraz właśnie w Poznaniu dokonujemy zgłoszenia o zdarzeniu. Jeśli natomiast wykręcimy numery 997, 998 lub 999 telefon odbiorą konkretne służby działające na terenie naszego powiatu. – Dlatego jeśli jesteśmy pewni co do służby, od której oczekujemy interwencji, dzwonimy właśnie na działające nadal na obszarze naszego powiatu numery 998 (straż pożarna), 999 (pogotowie ratunkowe) i 997 (policja) – apelują służby. W zakresie działania nr 112 (który jest jednolitym numerem alarmowym na terenie całej Unii Europejskiej) oprócz lokalizacji nie następują żadne inne zmiany. Telefon ten dostępny jest przez całą dobę zarówno z telefonów komórkowych jak i stacjonarnych. Poznań, Gdańsk, Kołobrzeg
Służby ratownicze przestrzegają jednocześnie, że jeśli dzwonimy z telefonu komórkowego to w zależności od miejsca, w jakim się znajdziemy na terenie naszego powiatu, może się zdarzyć, iż zamiast zapowiedzi w telefonie („Centrum Powiadamiania Ratunkowego Poznań, proszę czekać...”) możemy usłyszeć („Centrum Powiadamia Kołobrzeg lub Gdańsk...”). – Nie należy się rozłączyć, lecz poczekać na zgłoszenie operatora, który przyjmie zgłoszenie i połączy nas z właściwym terenowo centrum. Należy pamiętać, aby nie rozłączać się do chwili uzyskania konkretnego polecenia od operatora, że zgłoszenie zostało przyjęte. Właściwym jest również pozostanie przy telefonie lub nie wykonywanie w ciągu kilku minut innych połączeń, gdyż może się zdarzyć, że operator centrum może do nas oddzwonić w celu uzupełnienia i weryfikacji przyjętego zgłoszenia – informują służby ratownicze. [[reklama]] Blokują linię
Sprawdziliśmy, jak wyglądały statystyki zgłaszania pomocy dla naszego powiatu za lata 2011-2012 w Stanowisku Kierowania Komendanta Powiatowego PSP w Złotowie. Okazuje się, że liczba zgłoszeń była porażająco wielka. W ciągu 2011 roku do Stanowiska Kierowania wpłynęło łącznie aż ponad 45 tys. zgłoszeń, co daje średnio 3756 zgłoszeń w miesiącu. Zgłoszenia na poszczególne numery alarmowe przedstawiają się następująco: połączenia odebrane na 112 – ponad 26,6 tys.; połączenia odebrane na 999 – blisko 13,5 tys.; połączenia odebrane na 998 – ponad 5 tys. Ponadto dyspozytorzy Stanowiska Kierowania przekierowali połączenia do właściwych podmiotów odpowiedzialnych za realizacje zaistniałych zdarzeń, tj. m.in. do policji ponad 14,5 tys. razy.
Okazuje się jednak, że średnio aż około 75 proc. tych zgłoszeń to sytuacje, w których służby ratownicze nie musiały interweniować. – Wystarczy, że ktoś uprze się, a są tacy, i potrafią kilkadziesiąt razy w ciągu nocy zadzwonić dlatego, że z powodu hałasów nie mogą spać – wyjaśniają wręcz niewiarygodne przypadki strażacy. To oczywiście wielki problem, bo linia blokowana jest dla tych, którzy faktycznie mogą dzwonić z powodu wypadku czy pożaru. [[nowa_strona]] 75% zbędnych
Rzeczywista liczba podjętych i zrealizowanych zgłoszeń w 2011 roku wyniosła 6749 zdarzeń (średnio 19 interwencji dziennie). Kolejno były one związane z: realizacją ratownictwa medycznego podczas wypadków drogowych i innych zagrożeń życia i zdrowia ludzkiego (805); realizacją zadań związanych z nagłymi zachorowaniami (2703); wyjazdami do miejscowych zagrożeń (758); obsługą zdarzeń związanych z pożarami (217); alarmami fałszywymi, do których dysponowane były zastępy ratownicze (20). [[reklama]] Dane dotyczące 2012 roku były podobne. Wedle statystyk dla naszego województwa aż 75% połączeń na wszystkie numery alarmowe to pomyłki, telefony głuche lub niezasadne. Jak to możliwe, że ktoś bezkarnie może dzwonić i częstokroć bezpodstawnie blokować linię, narażając tym samym na utratę życia tych, którzy pomocy faktycznie potrzebują? Pracownicy służb ratowniczych bezradnie rozkładają ręce. O zgrozo, w Polsce póki co takie telefonowanie nie stanowi dużej szkodliwości społecznej (chyba że ktoś fałszywie zaalarmuje np. o podłożonej bombie i narazi na finansowe straty skarb państwa – koszty podjętej akcji). W tej sytuacji jedyne co pozostaje, to odwołać się do ludzkich sumień oraz rozumów. I rzec – odnosząc się jeszcze do zwyczajów wielkanocnych świąt: ludzie, przestańcie wreszcie robić sobie jaja.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze