Reklama

Przestępcy są wśród nas

09/12/2012 00:00
Napada kobietę, siedzi i wychodzi. I próbuje zgwałcić. Policja nie wie, że wraca,a mieszkańcy się boją. Przed najgroźniejszymi przestępcami ustrzec nas mają zmiany w prawie

Oczy z tyłu głowy

- W społeczeństwie pojawia się coraz więcej ludzi, u których ujawniają się odchylenia psychiczne. Prawdopodobnie obok nas żyje wielu takich ludzi – ocenia Stanisław Chmielewski.
Wiceminister podaje przykład Andersa Breivika, który w ubiegłym roku zabił 77 osób. Zastanawia się nad przypadkiem Brunona K., który planował zamach na Sejm i prezydenta.

A lipczanie nad Jarosławem G., który po wyroku za napaść seksualną wraca do domu, a potem próbuje zgwałcić dwie dziewczynki z Drożysk. Jak ustrzec się przed takimi niebezpiecznymi ludźmi? - Dzisiaj szukamy rozwiązania, które zabezpieczy w pewien sposób społeczeństwo przed takimi osobami i ich złymi zachowaniami – mówi St. Chmielewski.

Nosi w sobie zło

Jarosław G. budzi strach. – Odkąd wyszedł z więzienia boję się sama chodzić do lasu – mówi nam mieszkanka Lipki. Odmawia podpisania jej wypowiedzi nazwiskiem. To samo robi inna: - Znałam jego mamę i ona mówiła, że boi się o niego. Widocznie przeczuwała, że nosi on w sobie zło.

O Jarosławie G. wiadomo niewiele. W Lipce mieszka od ponad dziesięciu lat. Nigdy nie integrował się z ludźmi, nie należał do lokalnych organizacji. – Wałęsał się po wsi – mówią mieszkańcy. Czasem odbierał dary z Caritasu. – Nigdy nie patrzył nam w oczy – wspomina kobieta wydająca żywność.
[[reklama]]
Długo Jarosławem G. nikt nie zawracał sobie głowy. Do czasu ataku.

Kilka lat wstecz. Jarosław G. napada na młodą mieszkankę Bługowa. Kobieta ucieka, a on trafia za kraty. Kiedy wychodzi lipczanie, zwłaszcza płci pięknej, mają się na baczności. Nie wiedzą, czego się po nim spodziewać. A właściwie wiedzą. I tego się boją.

Jaka resocjalizacja?


Teoretycznie po odsiadce mężczyzna powinien unikać konfliktu z prawem. Ale więzienna resocjalizacja to niewiadoma. – Może przynieść pozytywne efekty, jeżeli chce tego skazany. Jeżeli się jej nie podda, to trudno go naprowadzić na pozytywny tok myślenia – ocenia dyrektor Aresztu Śledczego w Złotowie, Andrzej Mikrut.

Lipczanin jest tego dowodem. Po wyjściu z więzienia wkrótce znowu trafia za kratki. Tym razem złotowskiego aresztu. Zarzut? Podejrzenie pobicia na śmierć. Ojca. Śledczy nie udowadniają mu winy.
[[nowa_strona]]
Dziś 40–latkowi grozi kolejna kara. 21 listopada napada dwie dziesięciolatki idące ze szkoły w Zakrzewie do domów w Drożyskach. Jedna ucieka, drugą zboczeniec miał przycisnąć do ziemi i kazać zdjąć spodnie. Dziewczynka miała się zgodzić, następnie wstać i uciec.

- Za czyn ten grożą minimum trzy lata pozbawienia wolności, maksymalnie do piętnastu lat - informuje Prokurator Rejonowy w Złotowie Anna Pacholik.

Przy ocenie czynu Jarosława G. sąd weźmie pod uwagę fakt, że wcześniej był on skazany za podobne przestępstwo.

Obywatel „czyste konto”

Czy napaści można było uniknąć? Wiceminister sprawiedliwości uważa, że zagrożenie można było zmniejszyć. - Są przepisy, które nakazują informowanie określonych służb, kuratora sadowego, że ktoś taki opuszcza zakład karny – podkreśla Stanisław Chmielewski.

Rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Złotowie widzi to inaczej. – Nie ma przepisów, które by nas upoważniały do inwigilowania osób po opuszczeniu zakładu karnego. Po odbyciu kary mają czyste konto – twierdzi komisarz Maciej Zając.
[[reklama]]
Zatarcie kary następuje po pół roku od zakończenia okresu próby wskazywanego przez sąd w przypadku skazanych zwolnionych przedterminowo i po dziesięciu latach po odsiedzeniu wyroku.

Warunkowo zwolnieni są pod opieką kuratorów sądowych. Minimum przez dwa lata.

Jeżdżą i odwiedzają taką osobę w miejscu zamieszkania i sprawdzają, jak realizuje nałożone obowiązki. Julia Fruzińska, która kieruje jedenastoosobowym Zespołem Kuratorskim Służby Sądowej przy Sądzie Rejonowym w Złotowie, nie odpowiada na pytanie, czy Jarosław G. ma kuratora.

Musimy ich leczyć

Zdaniem fachowców nadzór nad niebezpiecznymi przestępcami, zwłaszcza recydywistami, jest niewystarczający.

Andrzej Mikrut: - Tu wchodzą w grę uwarunkowania psychiczne. Samo przebywanie w izolacji i rozmowa z wychowawcą to za mało.

Stanisław Chmielewski: - Możemy dziś leczyć takich ludzi, nawet powinniśmy, jeżeli mają symptomy świadczące o stanie chorobowym.

Wiceminister mówi o przymusowym leczeniu skazanych z zaburzeniami psychicznymi. W tym na tle seksualnym. Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad takim projektem. Propozycja Solidarnej Polski zakłada, że skazany na co najmniej 10 lat więzienia przed wyjściem na wolność powinien być badany przez seksuologów lub psychiatrów.
[[nowa_strona]]
Wiceminister Chmielewski: - Jeżeli ta ocena jest negatywna, to człowiek musi być poddany leczeniu, nawet w systemie zamkniętym, chociaż nie zawsze. Głosy są dzisiaj podzielone, chociaż potrzeba społeczna jest ewidentna.

W Lipce konieczność tę potwierdzą. Strachem i obawą. – Takie osoby powinny być izolowane – mówi emerytka z Lipki. – Nie chciałabym, żeby ten człowiek znalazł się ponownie w środowisku. Nie wierzę, że jego terapia w więzieniu się powiedzie. Tacy ludzie wychodzą po dwudziestu latach i są jeszcze gorsi – kobieta prosi o zachowanie jej nazwiska w tajemnicy. Zagrożenie, że 40-latek do Lipki wróci jest realne.
[[reklama]]
Chyba że proponowane zmiany w prawie poprą inne partie. Szansa na to jest.
- Chcemy poznać koncepcję Gowina, czy nie narusza ona podstawowych praw człowieka, bo nawet kryminaliści pozostają ludźmi – mówił Leszek Miller w programie „Jeden na Jeden”.

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości