Moja babcia, mama i wujek byli nauczycielami muzyki. Ja strasznie tego nie lubiłam, za to pokochałam taniec. Swoje pierwsze kroki stawiałam w szkółce baletowej przy Operze Wrocławskiej. Już jako mały szkrab tańczyłam w „Dziadku do orzechów” i „Śpiącej królewnie”. Ta miłość do baletu została we mnie do dziś. Kiedy miałam 12 lat ktoś zdziwił się, że nie chodzę do szkoły baletowej. Pomyślałam: Kocham tańczyć, chciałabym to robić… czemu nie? Na egzaminy pojechałam do Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Olgi Sławskiej-Lipczyńskiej w Poznaniu i już tam zostałam. Tam skończyłam maturę i właściwie od razu trafiłam do Polskiego Teatru Tańca, gdzie przepracowałam 15 lat. W międzyczasie skończyłam pedagogikę baletu na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a potem były jeszcze formy gimnastyczno-taneczne i fitness na poznańskim AWF-ie. Mimo tego, że był to szalony czas studia udało mi się skończyć i to nawet dobrze - szkołę baletową ukończyłam jako najlepszy absolwent w swoim roczniku. W nagrodę popłynęłam w morski rejs żaglowcem Generał Zaruski. Żeglarstwo to druga moja wielka pasja, więc tamtą wyprawę do Gotlandii wspominam z ogromnym sentymentem.
To sposób na życie i miłość od dziecka. Jako mały brzdąc układałam sobie ćwiczenia, bo już wtedy wiedziałam, że sama będę chciała kiedyś uczyć tańca. To marzenie zresztą się spełniło, jako nauczycielkę tańca współczesnego zatrudniła mnie m.in. poznańska Szkoła Baletowa. Taniec ma wiele nurtów i wiele gałęzi, ale to właśnie jego współczesna odmiana jest tym, na czym najlepiej się znam i co kocham najbardziej. Dlatego chciałabym się teraz zająć nauką i przekazywaniem swojej pasji innym. To nawet więcej niż pasja, bo ja właściwie cały czas tańczę, nawet na spacerze promenadą, z muzyką w słuchawkach coś tam sobie układam i tańczę, łapiąc się na tym, że rozglądam się, czy czasami ktoś tego nie widzi. Taniec to także bardzo ciężka praca, próby do późna, życie rodzinne ograniczone do minimum. Ten zawód to wielki wysiłek, dokładnie tak jak w przypadku sportowców. Kobiety mają o tyle ciężej, że decyzja o macierzyństwie jest właściwie równorzędna z zakończeniem wszelkiego wyczynowstwa. Tancerze przez osiem godzin dziennie są w ruchu, bezustannie ćwicząc i doskonaląc swoje umiejętności. Ludziom tylko wydaje się, że przychodzi to z łatwością i z uśmiechem na twarzy, ale zawodowy taniec to ciągłe przekraczanie swoich granic.
ReklamaNarzędziem wyrazu jest tu ludzkie ciało.
Ja po urodzeniu dwójki dzieci nie wytrzymałabym już konkurencji z młodszymi, sprawniejszymi tancerzami. Oczywiście wzmacniam swoje ciało i staram się jak najszybciej wrócić do formy, chodzę na jogę, tańczę i dużo ćwiczę. Największym atutem młodości jest jednak ciało zdolne do szybkiej regeneracji, a to z czasem przemija.

Zawodowy taniec to ciężka i wymagająca poświęcenia praca (fot. M. Garstka)
Ludziom się wydaje, że artysta ma w sobie mnóstwo szaleństwa i chodzi z głową w chmurach. Fakt, zdarza mi się np. układać kroki w niecodziennych sytuacjach, ale na co dzień jestem matką, żoną i czuję się całkowicie „normalna”. Na szczęście mój mąż Przemek ma „normalny” zawód i często sprowadza mnie na ziemię swoim pragmatyzmem. Czasami udaje mi się przeforsować swoje szalone wizje, a udanym kompromisem naszych charakterów był np. ślub, który udało się zrealizować w Karkonoszach, pod Wodospadem Podgórnej. Nie przemyśleliśmy tylko, że wodospad będzie szumiał i nikt oprócz świadków nie usłyszy naszej przysięgi, ale poza tym było super.
Reklama
Szkoła baletowa i teatr mieszczą się w jednym budynku. Często czekając na lekcje oglądaliśmy próby tancerzy, którzy wydawali nam się tacy „wielcy”. W moją ulubioną tancerkę Karinę Adamczak-Kasprzak wpatrzona byłam jak w obrazek. Praca w teatrze była od początku moim marzeniem. PTT to przede wszystkim taniec współczesny, który był dla mnie większym wyzwaniem niż klasyczny balet. Byłam zafascynowana ich spektaklami i po prostu poszłam, zdałam audycję i spełniłam swoje marzenie.
Najpierw tańczyłam w zespole, potem jako koryfej [przodujący tancerz, który nie jest jeszcze solistą, ale już został oddzielony od tancerzy baletu zespołowego – red.], a jako solistka przepracowałam w Poznaniu około 10 lat. Dyrektor Ewa Wycichowska mówiła zresztą zawsze, że jest to zespół solistów. Graliśmy tak różne spektakle, że właściwie każdy z nas mógł gdzieś zabłysnąć. Pozwalano nam czasem robić własną choreografię, a ja zawsze się do tego rwałam. Ze swoimi spektaklami byłam nawet kilka razy w Złotowie, zatańczyłam tu swoje „Kilka kroków (d)o miłości” i „Sumo”. Kiedy więc poznałam mojego przyszłego męża, który stąd pochodzi, mogłam mu się pochwalić, że znam Złotów, byłam tu i widziałam kręcącego się jelenia.
Reklama
Sala kinowa za każdym razem była pełna. Osobiście uważam, że sporo się dzieje w Złotowie i jeśli tylko ktoś chce, to może uczestniczyć w wielu fajnych inicjatywach. Tutaj przez miesiąc byłam na większej ilości koncertów niż przez cały rok w Poznaniu, bo nie mieliśmy tam zwyczajnie z kim dziecka zostawić. Z naszą starszą córką zaliczyłam np. wszystkie teatrzyki dla dzieci, niektóre były naprawdę na wysokim poziomie. Świetne przedstawienie o Julianie Tuwimie widzieliśmy już kiedyś w Poznaniu. W Złotowie na widowni było pięć osób. Wszystko zależy od nas i od tego, czy chcemy skorzystać z tych możliwości, które mamy. Kiedy rozmawiałam z tancerzami z Mazowsza byli zachwyceni reakcją złotowskiej publiczności, która mimo deszczu świetnie się bawiła i śpiewała z nimi ich piosenki. Koncert był super, kto nie był niech żałuje.
W życiu w mniejszej społeczności podoba mi się to, jak wiele wysiłku ludzie wkładają w integrację i mobilizację do działania. Przykładem niech będzie akcja Biblioteki Miejskiej z malowaniem kamieni. Byłam zachwycona tą ideą, kiedy odwiedzają nas tu znajomi żelaznym punktem wizyty są nasze kamienie wmurowane na złotowskiej promenadzie. Dzisiaj jest kręcenie kółek wokół promenady i oczywiście chciałabym z wózkiem wykręcić chociaż jedno, bo obiecałam to sobie w ramach powrotu do formy. Takich drobiazgów jest tu bez liku. Słyszałam np., że w złotowskim kinie planuje się wkrótce seanse musicali. Coś w sam raz dla mnie. Już jako dziecko tańczyłam z parasolką przed telewizorem, zafascynowana Gene’m Kelly’m w ”Deszczowej Piosence”.
Reklama

Agnieszka Fertała w spektaklu Ewy Wycichowskiej „Tango z Lady M” (fot. A. Hajdasz)
W Polsce zaliczyłam właściwie wszystkie teatry, ale tańczyłam też w wielu pięknych miejscach na świecie. Największe wrażenie wywarła na mnie scena z widokiem na Statuę Wolności w Battery Park City w Nowym Jorku. Udało mi się pracować z wieloma wspaniałymi ludźmi, np. z Krystyną Mazurówną - solistką Casino de Paris, którą odwiedziliśmy zresztą w naszej podróży poślubnej. Miło wspominam współpracę z Ohadem Naharinem, izraelskim tancerzem, choreografem i muzykiem, który w Poznaniu zrealizował choreografię do spektaklu „Minus 2”. Udało mi się nawet wystąpić na Gali Mistrzów Sportu.
Reklama
W tym zawodzie znamienne jest to, że nie pracuje się na siebie, ale na całą grupę ludzi. Jak w każdej profesji z czasem pojawia się pewna monotonia, tańczy się kolejny spektakl na kolejnej scenie… Na szczęście czasem zdarzają się jakieś ciekawe jednorazowe projekty, jak choćby ten w Muzeum – Pracownia Literacka Arkadego Fiedlera w Puszczykowie, w którym miałam przyjemność zatańczyć rolę Dagny Przybyszewskiej. Na co dzień w teatrze jest się bardziej anonimowym.
Zawodowo jestem teraz mamą. Tak na marginesie, to nasza druga córeczka przyszła na świat w złotowskim szpitalu, wszystko udało się bez problemów i każdej przyszłej mamie z czystym sumieniem mogę to miejsce polecić. Przy pierwszym dziecku miałam tylko pół roku urlopu macierzyńskiego. Mój teatr wyjeżdżał ze spektaklem do Brazylii i strasznie chciałam wybrać się tam z nimi. Zostawiłam męża z zapasem mleka i pojechałam. Było bardzo fajnie, ale z perspektywy czasu tego żałuję. Zbyt szybko wróciłam do pracy, nie widziałam pierwszego raczkowania, pierwszych kroków, nie słyszałam pierwszych słów swojego dziecka. Dlatego teraz cieszę się na cały rok urlopu macierzyńskiego, będzie okazja nadrobić pewne zaległości.
Reklama

Agnieszka Fertała już dwukrotnie wystapiła ze swoimi spektaklami w Złotowie
Mieszkam tu dopiero od trzech miesięcy i jestem w nim zakochana. Bardzo mi się tu podoba i to z tym miejscem chcę związać swoją przyszłość. Mam wrażenie, że wreszcie znalazłam swoje miejsce na ziemi i że osoby stąd często nie zdają sobie sprawy z tego, co mają. Ścisk i pęd wielkiego miasta zostawiłam z przyjemnością za sobą. Odkąd tu przyjechałam odetchnęłam. Na spacerze siadam na ławce i mówię do siebie: Nie wierzę, że tu jestem. To naprawdę fajne miejsce dla rodzin i do wychowywania dzieci. Ja w tym momencie swojego życia potrzebuje spokoju, ciszy i przyrody - tu to wszystko mam. Niedaleko stąd do Piły, Bydgoszczy i Poznania, bez problemu można się do woli ukulturalniać. Wszędzie można znaleźć plusy i minusy.
Reklama
Tak, chciałabym bardzo otworzyć tu szkołę tańca. To będzie balet dla dzieci, czyli abecadło i absolutne podstawy tańca. Nawet w tańcu nowoczesnym klasyka jest tą podstawą, na której się bazuje. Myślę o przedziałach wiekowych 5-6 i 7-8-lat. Starszym miłośnikom pląsów chciałabym zaproponować taniec jazzowy i poprowadzić chociaż jedne zajęcia z tańca współczesnego, czyli tych bardziej lirycznych występów, które możemy zobaczyć np. w programie „You Can Dance”. Może znajdą się też starsze amatorki baletu, zobaczymy. Jestem instruktorką fitness, mogę też prowadzić zajęcia z jogi, ale jak to będzie ostatecznie wyglądało przekonamy się za jakiś rok. Marzą mi się również projekty artystyczne. Nie potrzebujemy sceny baletowej i wymyślnych kostiumów, żeby móc coś tańcem wyrazić. Mogę wyjść na ulicę i tak jak stoję zrobić 15-minutową improwizację, happening czy inny projekt. Taniec współczesny nie potrzebuje nawet muzyki, ale muzyka akurat jest fajna (śmiech). Wiem, że w Złotowie jest wiele muzycznych talentów, może coś ciekawego się z tego urodzi. Mam mnóstwo pomysłów i nie myślę jednokierunkowo. Nie oszukuję się jednak i wiem, że żeby coś mogło zaistnieć, to musi się to sprzedać, mieć w sobie jakąś wartość.
Myślenie. Najpierw trzeba zrozumieć, co się ma zrobić, dopiero potem można to zrobić. Łatwo jest powtarzać gesty czy ruchy, ale jeśli mamy coś wyrazić musimy mieć najpierw jakiś cel. Taniec wzmacnia nasze ciało, rozciąga je, daje radość i działa wielokierunkowo. Możemy wyrazić nim emocje, przekazywać je komuś i odczuwać je samemu. Ten sam układ możemy zatańczyć z gniewem, z miłością, z zamkniętymi oczami... To jest ta radość tańca.
Reklama
Układanie tańca to jest to, co teraz najbardziej mnie kręci. Kiedy osiąga się pewien wiek, chce się pójść o krok dalej.

Żeby móc wyrazić coś tańcem nie potrzebujemy sceny baletowej i wymyślnych kostiumów
Nie wyobrażam sobie życia bez tańca. Przeżyłam już kilka kontuzji i to były chyba najgorsze momenty w moim życiu. Kiedy na dzień przed premierą kolano robi „trrrach” i koniec. Żegnaj, premiero. Dwa miesiące ciężkiej pracy i nagle wylatuje się na aut. Ktoś inny musiał wejść w moje miejsce, a ja ocierałam łzy w domu i biegałam po lekarzach. Żywot tancerza jest bardzo krótki, na najwyższym poziomie kariera może potrwać do czterdziestki. Można się przebranżowić, zacząć uczyć, ale do tego też trzeba mieć predyspozycje. Znam byłych zawodowców, którzy jeżdżą w Poznaniu na taksówkach - tak też bywa.
Reklama
Chciałabym przetańczyć całe życie i żeby zdrowie mi na to pozwoliło. Móc przekazywać i zarażać swoją pasją innych - to jest dla mnie największa radość.
Przemek jest moim największym fanem i zawsze bardzo mnie wspiera. Kiedy mam momenty zwątpienia, potrafi mnie pocieszyć i postawić na równe nogi. I za to najbardziej go cenię. Jako tancerz… partnerował mi i sprawdził się podczas pierwszego ślubnego tańca. Zadanie miałam podobne jak w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak obtańczyć celebrytę, żeby nikt się nie zorientował, że gwiazda nie tańczy (śmiech).
Reklama
Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Od kiedy będą zajęcia i gdzie?
w Złotowie brakuje szkoły tańca, by się przydała taka szkoła, zajęcia z nauki tańca, dla młodych i starszych
sama się sprowadziła do Złotowa czy z facetem ? wie ktoś?
Mniam.
Od kiedy będą zajęcia i gdzie?
w Złotowie brakuje szkoły tańca, by się przydała taka szkoła, zajęcia z nauki tańca, dla młodych i starszych
sama się sprowadziła do Złotowa czy z facetem ? wie ktoś?