Reklama

Psi kibel

06/03/2014 10:33
Powiedzieć - toaleta - byłoby nadużyciem, wszak o jakichkolwiek normach zachowania nie ma tutaj mowy. Właściciele czworonogów robią, co chcą, te z kolei - gdzie chcą

Na terenie Złotowa wybiegów dla psów funkcjonuje kilka, wszystkie mają jednak ogromny minus – pisząc dosadnie, kupę trzeba sprzątnąć. Co innego takie Dzierzążenko. Blisko miasta, bo tuż za ul. Zamkową, a i tereny zielone jak okiem sięgnąć. Cóż, że prywatne – na „kibel” idealne.

Uwaga, miny!
Ulubionym terenem wybiegowym właścicieli psów jest łąka, która znajduje się naprzeciwko firmy „Dach” u końca ul. Zamkowej, dalej tereny w kierunku Stawnicy. Mieszkańcy, nie tylko osiedla za rzeką, ale i centrum miasta obrali je sobie za cel spacerów, choć w wielu przypadkach trafniej byłoby napisać „wyjazdów” albo „wycieczek” z pupilami. Chyba śmiało można powiedzieć, że „Wybieg Dzierzążenko” stał się już miejscem kultowym, lubianym przez złotowian. Praktycznie każdego dnia przy łące, na drodze rozjeżdżonej już chyba do granic możliwości, parkują auta. Parkują, jak chcą, nawet na środku drogi – gminnej. Scenariusze są dwa. Wariant pierwszy: podjeżdża samochód, wyskakuje pies, za nim zadowolony pan. Wariant drugi - „na leniucha”: wyskakuje pies, pan zza szyby, z fotela obserwuje jego poczynania. Kwadrans, dwa i jest po sprawie. Oni jadą, kupa zostaje. Sprzątać nikomu się nie uśmiecha, bo i po co. Trawa wysoka, nikt nie zauważy. No właśnie – i wdepnie, klnąc przy tym niemiłosiernie. Wiem z autopsji. Co ciekawe, „zaminowany” teren irytuje również niektórych właścicieli czworonogów – najwyraźniej zwolenników sprzątania.

[[reklama]]

Wolnoamerykanka
Wiele rodzin, również z małymi dziećmi, wybiera się „na Dzierzążenko” w ramach niedzielnej przechadzki. Mało tego, również w tygodniu bawią się tam dzieciaki z osiedla, przyjeżdżające poszaleć rowerami. Wydawałoby się, że jest bezpiecznie, wszak ruchu samochodowego praktycznie nie ma, nigdy nie wiadomo jednak, skąd wybiegnie pies bez kagańca. W tym względzie „na Dzierzążenku” panuje bowiem wolnoamerykanka. Luzem, już od zjazdu z głównej drogi, biegają psy małe i duże. Mieszańce, jamniki i rottweilery... Podobno nie gryzą. Naprawdę?
A zwróć tu człowieku uwagę. Jedna z mam spróbowała i, jak się okazało, nie był to dobry pomysł. Właścicielka czworonoga szczerze ją ofuknęła, ale suma summarum poskutkowało – kobieta zaczęła spuszczać psa ze smyczy kilkadziesiąt metrów od drogi.
Inni, niestety, nie wzięli z niej przykładu. Co zrobić, by jednak zechcieli? Na myśl przychodzi biblijna zasada „oko za oko, ząb za ząb”. Ale czy naprawdę trzeba zaparkować auto na środku ul. - na przykład – Mickiewicza, puścić psa „luzem” i niech robi co chce? I gdzie chce?

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama