- Nigdzie w historii świata nie ma czegoś takiego. To musi pójść – oznajmia już od progu. Dariusz Lisowski wpada do redakcji jak po ogień. Dziś nie naciągnął spodenek na dres, widać bardzo się spieszył. - Jak to zobaczysz, strzelisz pawiana – dwieście metrów z redakcji do mieszkania przy Placu Paderewskiego wystarcza, by przejść na „ty”. Zniszczoną klatką wchodzimy na odrapane piętro. Zgrzyt zamka i... pawian. Spogląda na nas z podłogi, ze strony podręcznika do przyrody.
Kuchnia to za dużo powiedziane. Kilka szafek, pół kaflowego pieca wystającego ze ściany (druga połowa ozdabia pokój) i turystyczna butla gazowa z czajnikiem. Za to ze ścian spływają kolory. - Gówno prawda, że życie jest szare i ponure. Tak płynie życie, jak ja namalowałem – złotowianin mieszkający w lokalu socjalnym pokazuje na ściany. - Życie jest jak ogon pawia. Przyznasz mi rację, że wszystko kręci się dookoła, a z życia wybija się zawsze jakaś gwiazda – uzasadnia obecność figur pod oknem.
Dziś gwiazdą chce być on, zwany Liskiem. Zanim jednak pokaże swoje najnowsze dzieło przypomina losy rysunków strzegących wejścia do kawalerki. Jest tam m.in. klepsydra. - To czas, który ucieka ludności Ziemi. Pod spodem namalowałem glob ziemski. Ludzie muszą uspokoić tryb życia, wyhamować gonitwę za pieniądzem, za karierą, za lepszym życiem. To co się dzieje zmierza nieuchronnie do samozagłady. O tym mówi znak zapytania i błyskawica w dolnej części obrazu – wyjaśnia domorosły malarz i zaprasza do pokoju.
Na podłodze leży szafa (powinna wisieć) z ułożonymi w niej na płasko ubraniami. Obok stolika schnie chleb, a na blacie leży Kodeks Pracy (Lisek nie pracuje, żyje dzięki ośrodkowi pomocy społecznej). A w rogu jest ON. - To jest coś, nie?! - D. Lisowski podnosi swoje dzieło. - Kurczak. Ptak. Ja po prostu dałem mu oczy, dziób, pióra, wziąłem kawałek drewna, farby drukarskie... I to jest ziemniak – mężczyzna obraca pracę w dłoniach. - To nie jest zerżnięte. Mogę farbę zdrapać i pokazać – tak samo kilka razy pokazywać chce dowód osobisty, by udowodnić, że on to on. - To jest sztuka dopiero. Uważam, że to powinno pójść – Lisek wraca do sedna sprawy. Czy ukaże się to w gazecie? - W piramidach malowali z życia, Inkowie malowali z życia, a ja jestem unikatem. Robię rzeczy, których nie robi nikt. Tylko tego typa nie pokonałem, go nie idzie pokonać – złotowianin pokazuje książkę „Bliżej historii” z II kl. gimnazjum z wizerunkiem Leonarda da Vinci.
Słuchając Dariusza Lisowskiego można mieć wrażenie, że ma własny świat. I ma, tyle że jest tego świadom. - Kiedyś chcieli zrobić ze mnie głupka, dali mi psychotesty, ale przeszedłem je bardzo dobrze. Później jedna pani psycholog chciała ze mnie zrobić narkomana i alkoholika. To poszedłem do biblioteki, zacząłem czytać książki o filozofii i to mnie zainspirowało. Biorę z życia to, co najlepsze – wyłuszcza swoją filozofię.
Jednym z jej przejawów jest malowanie mieszkania. Kwiaty z szablonów, niby nimfa, geometryczne wzory. - I co? - pyta. Ciekawe. - Ciekawe? Wiesz chłopie, ile się trzeba namęczyć, żeby takie coś zrobić? O, tu jest pięciolinia: do, re, mi, fa, so, la, si, do, bo ja jestem QJ Valley – mam cztery płyty swoje nagrane - twierdzi i zaraz, jakby chcąc potwierdzić, że do gazety się nadaje, odwija sznurek z drzwiczek i otwiera stojącą na podłodze szafkę. Przechowuje w niej artykuły na swój temat.
- To jak, można liczyć, że w środę pójdzie kurczak? Tylko puść mi to w dobrym miejscu...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Lisek to jest w porządku człowiek. Ale dziennikarz nie wiadomo jakie miał intencje pisząc ten artykuł. Ale każdy się domyśla że na pewno nie takie które znajdują się w tytule.
Lisek to jest w porządku człowiek. Ale dziennikarz nie wiadomo jakie miał intencje pisząc ten artykuł. Ale każdy się domyśla że na pewno nie takie które znajdują się w tytule.