Po blisko 50. latach zrezygnował z członkostwa w Sparcie Złotów. Decyzja jest odpowiedzią na to, co dzieje się w klubie. Z Józefem Cichym rozmawia Piotr Steffen
Z dniem 1. lipca zapowiada Pan rezygnację z przynależności do klubu sportowego Sparta. Dlaczego taka decyzja? Przede wszystkim ze względu na brak szacunku dla członków Sparty i jej kibiców. Przykładem takiej sytuacji jest, w mojej ocenie, fakt, że były wieloletni prezes Edward Bianga, wraz z liczną grupą skacistów grających i płacących składki, zostali z niego zwyczajnie wyrzuceni. Prezes Bianga mógł się komuś podobać lub nie, ale coś w Sparcie zrobił i tego nie można mu odmówić, stąd nie rozumiem, jak można było wyrzucić go za pośrednictwem sms-a. Zbulwersowało mnie to i nie ukrywam, poruszyło.
Ta sytuacja miała miejsce dość dawno. Skąd nagle taka refleksja? Nie nagle. Do tej niełatwej dla mnie, wiernego kibica Sparty, decyzji dojrzewałem od przedostatniego walnego zebrania klubu, a ostatecznie utwierdził mnie w tym sposób rozstania się z aktywnymi działaczami boksu oraz z naszą byłą ligową zawodniczką, a obecnie trenerką w piłce siatkowej. To mi się zwyczajnie nie podoba. [[reklama]] Musi wziąć Pan pod uwagę możliwość, że nie zna wszystkich okoliczności... Oczywiście. Ale ja nie wnikam w okoliczności, ja mówię o samym sposobie załatwiania tych spraw, o stylu, a w zasadzie jego braku. Ja rozumiem, że zdarzają się sytuacje, kiedy trzeba się z kimś rozstać. Mnie chodzi o formę.
W swoim oświadczeniu pisze Pan, że rezygnuje z żalem. Ponieważ... Ponieważ jestem sercem związany z tym, co dzieje się w moim mieście na płaszczyźnie sportowej. Najzwyczajniej jest mi przykro. Natomiast satysfakcję sprawia mi fakt, że miałem przyjemność i zaszczyt współpracować z takimi działaczami jak, między innymi, Brunon Radowski, Józef Kaczmarek, Henryk Pietroń i trenerami; Bronkiem Jaworskim (I liga piłki siatkowej kobiet) czy Mariuszem Ziatykiem, który z zespołem piłki nożnej kobiet zdobył puchar Polski oraz III miejsce w I lidze.
Czy nie jest może tak, że odszedł Pan z klubu, ponieważ czuje Pan, że nikt nie liczy się z Pańskim głosem? Nikt mnie o nic nie pyta i nie pytał. Przyzwyczajony natomiast byłem, że o sprawach klubu jego członkowie rozmawiali na walnym zebraniu, które stanowiło naturalne forum wymiany myśli. Niestety, przedostatnie walne – zorganizowane w świetlicy GS-Rolnik – z udziałem około 25 osób, boleśnie mi unaoczniło, że ten czas się skończył, a ostatnie, w którym uczestniczyło zaledwie 14 osób, utwierdza mnie w tym przekonaniu.
Władzom, prezesowi Sparty miał Pan okazję wprost powiedzieć, co sądzi o obecnej sytuacji? Tak. Zabrałem głos na poprzednim walnym zebraniu. Niestety, odpowiedź, jaką otrzymałem, była dla mnie bardzo przykra i niezrozumiała. [[reklama]] Pokusi się Pan o wyjawienie, jakie słowa wtedy padły? Nie. Dzisiaj naprawdę nie ma to sensu. Wolałbym za to powiedzieć o przejawie braku szacunku do kibiców. Otóż w mojej ocenie jest nim brak należnej informacji na temat organizowanych imprez sportowych. Gdyby nie informacje zamieszczane w prasie, przeciętny kibic o niczym by właściwie nie wiedział. Być może jest tak, że dzisiaj załatwia się to za pomocą techniki elektronicznej, a nie robi się plakatów. Ale o tym, jakie są tego skutki, łatwo można się przekonać na meczu piłkarzy na ulicy Wioślarskiej czy siatkarek na hali. Mój kolega mieszka na Westerplatte, blisko hali. Gdy widzi więcej samochodów, to wie, że coś się dzieje i idzie zobaczyć. Jeśli to jest mecz, to zostaje. To nie jest normalna forma zapraszania kibica na zawody. Kibice potrzebni są też zawodnikom. Czyli tęskni Pan za czasem, kiedy klubem rządził Edward Bianga? Nie. Nie tęsknię za nikim, ponieważ uważam, ze każdy ma swój czas. Ja w ogóle nie chciałbym się tutaj rozwodzić nad historią klubu, ponieważ nie mam ku temu właściwej wiedzy. Wierzę natomiast, że w klubie są pasjonaci sportu, którzy, korzystając z dobrych warunków bazowych, będą osiągać z naszą młodzieżą coraz lepsze rezultaty. Jeżeli do czegoś tęsknię, to do tego, żeby w Sparcie uprawiało sport jak najwięcej dzieci i młodzieży, nawet całe rodziny, tak jak to było w moim przypadku – w klubie grała córka, a następnie troje jej dzieci. [[nowa_strona]] Ale czy nie pamięta Pan, w jakiej atmosferze odchodził Edward Bianga? Mówiło się o długach klubu czy choćby o skandalu z ogromną ilością zakupionych bananów dla siatkarek. Od jakiegoś czasu skończyły się podobno problemy z finansowaniem klubu, wszystko jest bardziej przejrzyste. Nigdy nie zajmowałem się sprawami finansowymi klubu w tym wymiarze, ile jabłek albo bananów zjadły zawodniczki. Wiem jedno, sytuacja finansowa klubu od zawsze nie była łatwa.
Skoro ma Pan przekonanie, że wie, jak powinno się załatwiać pewne sprawy, dlaczego sam nigdy nie był Pan we władzach Sparty? Byłem. Uczestniczyłem w pracy zarządu klubu na przykład w czasie prezesury pana Brunona Radowskiego i Jerzego Janiaka. [[reklama]] Gdy obecny zarząd zaczynał pracę, spodziewał się Pan czegoś więcej? Mam zaufanie do ludzi i wierzę, że każdy, kto podejmuje się jakiegoś zadania, ma dobre intencje. Wierzę, że w tym przypadku też tak było. W sporcie tak to jest, że ktoś wygrywa, ktoś przegrywa. Bardziej martwi mnie to, że trampkarze czy juniorzy rezygnują z meczu, oddając go walkowerem, bo na czas nie można było zebrać pełnego składu drużyny, a przecież jeszcze nie tak dawno ławki zawodnicze w tych zespołach były bardzo długie.
Wspomniał Pan wcześniej o kibicach – skoro o nich mowa i o Pana 50-letniej obecności w Sparcie – jak kibice zmieniali się przez lata? Ci współcześni są inni od tych sprzed kilku dekad? Zaskoczył mnie pan tym pytaniem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Na pewno dzisiaj jest mniejszy stopień identyfikacji ludzi ze Spartą. Na meczach jest mniej kibiców. Może przez ilość innych rozrywek, które są dzisiaj dostępne. Tylko że będę się upierał, iż podstawą jest klub, jego inicjatywa, zachęcanie kibica, żeby był mu wierny. Oczekiwanie na sukces jest największą siłą. Jeżeli nasze kadetki zdobywają mistrzostwo Wielkopolski, to trzeba to docenić. Wiem, że to nie jest sukces na miarę mistrzostwa Polski, ale na chwilę obecną, na dzisiejsze możliwości Sparty, to jest maksimum tego, czym możemy się cieszyć i na pewno nie zdarza się to tak często, żeby przechodzić obok tego obojętnie. Dotyczy to również naszych najmłodszych piłkarzy. Myślę, że potrzebne są częstsze kontakty z rodzicami najmłodszych sportowców i ze szkołami. Te działania są ważne, by wyrazić szacunek tym, którzy dziś reprezentują barwy klubu i by pozyskiwać nowych zawodników. Przy okazji serdecznie pozdrawiam wszystkich sympatyków klubu, a naszym zawodniczkom i zawodnikom życzę sportowego dopingu coraz liczniejszej rzeszy kibiców i fanów tej pięknej i ważnej dziedziny życia społecznego.
Jakby porównał Pan obecną Spartę do tej z okresu najlepszej świetności? Powiedzmy, że tamten okres oceniamy na 10. Nie chciałbym dokonywać takich porównań. O dawnych osiągnięciach już nie wszystko pamiętam, zaś o bieżących nie mam dostatecznej wiedzy. Moje spostrzeżenia mogą więc mieć powierzchowny charakter, biorąc zatem pod uwagę te uwarunkowania, myślę, że w granicach 5. [[reklama]] Sądzi Pan, że Brunon Radowski przewraca się w grobie, gdy widzi współczesną Spartę? Może się nie przewraca, ale być może jest mu smutno, bo on był wielkim znawcą problemów sportu i wybitnym działaczem.
Co musi się stać, żeby Sparta odzyskała renomę? W pierwszej kolejności potrzeba głębszej refleksji.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze